Toksyczni rodzice - niszczenie dziecka okrutnym słowem
„Mówię to tylko dla twojego dobra”
Wielu rodziców skrywa słowną tyranię pod maską opiekuńczości. Dla usprawiedliwienia okrutnych i oczerniających uwag używają takich argumentów jak: „Próbuję pomóc ci stać się lepszym człowiekiem” lub „Świat jest bezwzględny, a my uczymy cię jak w nim żyć”. Ponieważ ten rodzaj tyranii przybiera ochronną maskę wychowywania, dorosłemu dziecku jest szczególnie trudno uznać jej destrukcyjny wpływ.
Vicky miała 34 lata, kiedy zgłosiła się na terapię. Była atrakcyjną kobietą. Pracowała jako kierownik działu księgowości w dużym przedsiębiorstwie marketingowym, ale miała tak mało pewności siebie, że stanowiło to zagrożenie dla jej pracy zawodowej:
Pracuję dla tej dużej firmy od sześciu lat i całkiem dobrze sobie tam radzę. Powoli awansuję, wiesz, od sekretarki poprzez kierownika biura, do kierownika księgowości… przesuwam się po szczeblach kariery. Ale w zeszłym tygodniu zdarzyła się najbardziej niewiarygodna rzecz. Mój szef powiedział mi, że według niego mogę naprawdę zrobić karierę dopiero po uzyskaniu magisterium z zarządzania. Zaproponował sfinansowanie moich studiów. Nie mogłam w to uwierzyć! Pomyślisz, że się przeraziłam, ale to co czuję to panika. Od dziesięciu lat nie uczyłam się w szkole. Nie wiem, czy sobie poradzę. I nie wiem, czy w ogóle nadaję się na studia. Nawet moi bliscy mówią mi, że jest to powyżej moich możliwości.
Głośno zauważyłam, że ktokolwiek wydał tę opinię, nie był jej zbyt życzliwy, ponieważ prawdziwi przyjaciele zawsze nas wspierają. To ją zmieszało. Spytałam, dlaczego robi wrażenie zażenowanej. Odpowiedziała, że określenie „bliscy mi ludzie” odnosi do swojej matki.
Kiedy zadzwoniłam do matki, aby spytać ją czy uważa, że powinnam to zrobić, przedstawiła kilka bardzo trafnych argumentów. No wiesz… co stanie się z moją pracą, jeśli mi się nie powiedzie. I czy pomyślałam o fakcie, że jako kobieta z cenzusem będę odstraszać wielu potencjalnych kandydatów do małżeństwa. A oprócz tego, przecież jestem zadowolona z tego, co teraz robię.
„Ale jednym z powodów twojego zadowolenia jest duma z szybkiego awansu zawodowego” - powiedziałam. „Czy nie chcesz nadal piąć się w górę?”. Przyznała, że chce. Zasugerowałam jej, że awanse, jakie otrzymała w pracy i propozycja, którą szef jej przedstawił, były dowodem uznania dla jej osiągnięć. Te dowody wyraźnie nie szły w parze z wątpliwościami matki. Zapytałam Vicky, czy jej matka zawsze była nastawiona tak negatywnie do jej zdolności.
Mama zawsze chciała, abym była prawdziwą małą damą. Pragnęła, abym miała dużo wdzięku i elegancji, abym ładnie się wysławiała… Kiedy nic sobie z tego nie robiłam, próbowała mnie zawstydzić i w ten sposób narzucić swoje racje. Chciała dobrze, naprawdę. Złośliwie mnie naśladowała, kiedy źle wymówiłam jakieś słowo. Śmiała się z mojego wyglądu… Najgorsze były występy baletowe. Mama sama marzyła, aby zostać tancerką, ale zamiast tego wyszła za mąż. A więc to ja miałam urzeczywistnić jej marzenia, chociaż nigdy nie tańczyłam tak dobrze jak ona, a przynajmniej ona tak mi mówiła. Nigdy nie zapomnę jednego występu, kiedy miałam mniej więcej dwanaście lat. Wydawało mi się, że byłam całkiem niezła, ale mama wyszła na scenę i przed całą klasą powiedziała: „Tańczyłaś jak słoń”. Pragnęłam po prostu zapaść się pod ziemię. Kiedy całą drogę do domu byłam zasępiona, powiedziała mi, iż powinnam nauczyć się przyjmować drobne uwagi krytyczne, bo jest to jedyna droga doskonalenia się. Następnie pogłaskała mnie po ramieniu i spodziewałam się, że powie coś miłego, ale wiesz, co powiedziała?: „No cóż, spójrzmy prawdzie w oczy, kochanie. Niczego nie robisz na piątkę, prawda?”.
„Życzę ci sukcesu, choć wiem, że ci się nie uda”
Wydaje się, że matka Vicky włożyła dużo wysiłku, aby jej mała córeczka odczuła, że jest nieadekwatna. Osiągała swój cel poprzez serie denerwujących, dwuznacznych komunikatów. Z jednej strony namawiała swą córkę do dążenia do doskonałości, a z drugiej strony mówiła jej, jaka jest z niej niedojda. Vicky była stale wytrącana z równowagi, ponieważ nigdy nie była pewna, czy robi coś dobrze. Kiedy myślała, że się jej udało, matka gasiła ją; kiedy czuła, że poszło jej słabo, matka mówiła jej, że nie mogło być lepiej. W okresie kiedy Vicky powinna była rozwijać poczucie pewności siebie, jej matka niszczyła je. A wszystko to w imię uczynienia z Vicky osoby doskonalszej.
Ale co, tak naprawdę, robił ten okrutny rodzic? Matka Vicky walczyła z własnym poczuciem nieadekwatności. Jej własna kariera baletowa nie powiodła się, być może na skutek małżeństwa. Ale istnieje również duże prawdopodobieństwo, że wykorzystała małżeństwo jako wymówkę, ponieważ nie miała dość odwagi, by dążyć do zrobienia kariery. Ustanawiając swoją wyższość nad córką, matka Vicky mogła wyprzeć swoje poczucie braku adekwatności. Każda okazja była odpowiednia, nawet jeśli wchodziło w grę poniżenie córki na oczach rówieśników. Potraktowanie dziecka w tak żenujący sposób staje się szczególną raną dla dorastającego młodego człowieka. Niestety, potrzeby toksycznego rodzica są w tym momencie ważniejsze.
Rywalizujący rodzic
Potrzeba skłonienia kogoś, by czuł się nieadekwatny, po to tylko, aby samemu czuć się bardziej adekwatnym, przeradza się gwałtownie w otwartą rywalizację. Oczywiste jest, że matka Vicky postrzegała swą młodą córkę jako zagrożenie, ponieważ w miarę jak Vicky dorastała i stawała się piękniejsza, bardziej dojrzała i bardziej kompetentna, jej matka miała trudności z zachowaniem swego poczucia wyższości. Musiała podtrzymywać presję, kontynuować poniżanie córki, aby bronić się przed tym zagrożeniem.
Zdrowi rodzice z zainteresowaniem i radością obserwują, jak wzrastają kompetencje ich dzieci. Natomiast rodzice rywalizujący często czują się oszukani, podenerwowani, a nawet przerażeni. Większość rywalizujących rodziców nie uświadamia sobie przyczyn tych uczuć, ale zdają sobie sprawę, że to dziecko je wzbudza.
W czasie dojrzewania dziewczynki stają się kobietami, a chłopcy zaczynają być mężczyznami. Okres dorastania dziecka jest czasem szczególnie groźnym dla niepewnych siebie rodziców. Kobiety z przerażeniem uświadamiają sobie, że zaczynają się starzeć, a ich uroda przemija. Mogą postrzegać swoje córki jako rywalki i czuć potrzebę poniżania ich, szczególnie przed własnymi mężami. Mężczyźni mogą czuć zagrożenie w odniesieniu do własnej męskości i siły. W domu jest miejsce tylko dla jednego mężczyzny, więc posługują się ośmieszaniem i poniżaniem, aby ich synowie nadal czuli się mali i bezradni. Wielu młodych ludzi pogarsza sytuację, stając się otwartymi rywalami, chcąc w ten sposób sprawdzić się na głębokich wodach dorosłości.
Rywalizujący rodzice są często, na skutek wcześniejszych niedostatków - braku żywności, ubrania czy miłości - ofiarami deprywacji, jakie przeszli we własnym dzieciństwie. Bez względu na to, ile obecnie posiadają, nadal obawiają się, że to nie wystarczy. Wielu z tych rodziców odtwarza z własnymi dziećmi rywalizację, jakiej doświadczyli z własnymi rodzicami czy rodzeństwem. Ta nieuczciwa rywalizacja staje się dla dziecka ciężarem ponad siły.
Wypowiedź pod artykułem (pisze ~florence.red): No cóż, awantury, (…) pas, obelgi, wyzwiska… Ja jestem najstarsza, mam jeszcze trójkę młodszego rodzeństwa, wszystko doskonale pamiętam, wszystkie upokorzenia, całonocne klęczenie koło łóżka rodziców i przysięganie, że czegoś nie zrobiłam, a u nas nie było patologii alkoholowej, po prostu mama była wybuchowa, byliśmy biedni, a ona dostawała szału, jak nie było pieniędzy. Wysyłała nas, żebyśmy zarabiali, myliśmy szyby samochodowe, sprzątaliśmy, żebraliśmy - wszystko to mnie zahartowało. Przez wiele lat miałam rodzinę za nic, chodziłam z facetami, zdradzałam ich, 3 razy podchodziłam do małżeństwa z marnym skutkiem. Wszystko co mam, zawdzięczam sobie, że się nie stoczyłam, nie wpadłam w złe towarzystwo. Dziś jestem architektem, mam wspaniałą rodzinę, a moja mama nadal jest zła, jak jej brakuje pieniędzy…
Vicky po prostu zrezygnowała z prób osiągnięcia czegokolwiek:
Przez bardzo wiele lat nie robiłam wielu rzeczy, nawet tych, które sprawiały mi przyjemność, ponieważ obawiałam się, że będę poniżona. Kiedy dorosłam, ciągle słyszałam jej głos, który po prostu mnie tłamsił. Nigdy nie pomstowała, ani nie rzucała na mnie wyzwisk, ale wciąż porównując siebie ze mną sprawiała, że czułam się jak ktoś, kto ciągle przegrywa. Było to bardzo bolesne.
Bez względu na intencje, jakie rywalizujący rodzice deklarują wobec swoich dzieci, ich ukrytym celem jest zabezpieczenie się, aby dzieci nie mogły ich przewyższyć. Podświadome komunikaty są bardzo silne: „Nie możesz odnieść większego życiowego sukcesu niż ja”. „Nie możesz być bardziej atrakcyjna niż ja” lub „Nie możesz być szczęśliwsza ode mnie”. Innymi słowy: „Wszyscy mamy pewne ograniczenia, a ja jestem właśnie tym twoim”.
Komunikaty te są tak głęboko zakorzenione, że jeśli dorosłe dzieci rywalizujących rodziców osiągają sukces w jakiejś dziedzinie, to często doświadczają straszliwego poczucia winy. Im więcej sukcesów odnoszą, tym stają się bardziej nieszczęśliwe. Doprowadza to często do tego, że sabotują swój sukces. Dla tych dorosłych dzieci toksycznych rodziców brak osiągnięć jest ceną za spokój umysłu. Sterują swoim poczuciem winy poprzez podświadome nakładanie sobie ograniczeń tak, aby nie prześcignąć swoich rodziców. W pewnym sensie spełniają negatywne oczekiwania rodziców.



