2014-04-13
Autor: nTimes

Chimeryka: Chiny i USA. Smok czy Orzeł będzie władcą Świata?

Chimerica-Chimeryka-2

Skubanie orła

Przekonał się o tym jesienią 2008 r. Henry Paulson. To pod presją Pekinu ówczesny sekretarz skarbu USA znacjonalizował gigantyczne agendy rządowe Freddie Mac i Fannie Mae. Powód? W papierach dłużnych obu tych instytucji chiński rząd ulokował równowartość ok. 10% PKB kraju, refinansując w ten sposób tysiące amerykańskich kredytów hipotecznych. 10 dni później, gdy Biały Dom w pośpiechu szykował akcję ratowania banków po upadku Lehman Brothers, George Bush musiał dzwonić do Hu Jintao z pytaniem, czy Pekin kupi kolejną emisję obligacji na pokrycie kosztów planu Paulsona. To po tamtych zakupach Chiny stały się największym wierzycielem USA.

Następca Paulsona Timothy Geithner zaczął od gróźb, że poskarży się na Chiny do MFW za manipulowanie kursem juana, ale ekipa Obamy szybko spuściła z tonu. Już w lutym 2009 r. Hillary Clinton dziękowała w Pekinie za „nieprzerwane zaufanie ChRL do amerykańskich obligacji”, a zapytana w Seulu o prawa człowieka, stwierdziła, że „naciski w tej sprawie nie mogą przeszkadzać w zwalczaniu globalnego kryzysu gospodarczego”. W lipcu na konsultacje międzyrządowe zjechało do Waszyngtonu 23 chińskich ministrów, a w październiku Nowy Jork uczcił 60 urodziny komunistycznych Chin czerwono-żółtą iluminacją Empire State Building – ku oburzeniu Human Rights Watch, która ma biura w tym budynku.

Niemal równolegle do tych pojednawczych gestów Ameryka rozpętała wojnę celną z Chinami. We wrześniu 2009 r. nałożyła cła zaporowe na import chińskich opon, w listopadzie na niektóre produkty stalowe, Waszyngton uruchomił też kilka dochodzeń w sprawie dumpingu i razem z Unią złożył skargę na Chiny do WTO za sprzedawanie rodzimym producentom surowców po zaniżonych cenach. Wszystko po to, by odzyskać inicjatywę przed wizytą Baracka Obamy w Chinach – Waszyngton liczył, że Pekin wystraszy się ograniczeń w dostępie do amerykańskiego rynku i, w zamian za odstąpienie od protekcjonistycznych działań, będzie bardziej skory do współpracy.

Jeszcze przed zaprzysiężeniem Obamy Zbigniew Brzeziński wezwał Amerykę i Chiny do stworzenia G2 – „Grupy Dwóch, która może zmienić świat”, jak określił to później w artykule dla „Financial Times”. Pragmatycznych przesłanek za takim sojuszem jest wiele: oba kraje stoją na czele dwóch największych bloków gospodarczych świata (krajów rozwiniętych i rozwijających się), są też największymi konsumentami ropy naftowej i największymi emitentami gazów cieplarnianych. Brzezińskiemu przyklasnęli szef Banku Światowego Amerykanin Robert Zoellick i główny ekonomista tej instytucji Chińczyk Justin Yifu Lin, twierdząc, że bez silnego G2 nie ma szans na skuteczne G20.

Amerykańsko-chiński tandem miałby dopilnować rozwiązania największych problemów świata, m.in. zrównoważyć światową gospodarkę i doprowadzić do końca siedmioletnie rozmowy o liberalizacji handlu w ramach WTO, tzw. rundę z Doha, storpedowaną w ubiegłym roku przy wydatnym udziale Chin. Waszyngton liczy też na pomoc w rozmowach z reżimami w Iranie, Korei Płn., Zimbabwe i Birmie, z którymi Pekin utrzymuje przyjacielskie kontakty. W zamian Ameryka uznałaby nie tylko gospodarczą, ale także polityczną potęgę Chin, traktując je jako partnera w rządzeniu światem.

Stanom taki układ przyniósłby oczywiste korzyści. Mogłyby dokooptować Chiny do istniejącego ładu światowego, skrojonego pod zachodnie przywództwo i zachodnie interesy. Pozwoliłoby to Ameryce nie tylko zagospodarować wschodzącą potęgę, ale także odblokować instytucje międzynarodowe, sparaliżowane w równej mierze przez otwarte weta Moskwy, co bierny opór Pekinu. Niektórzy mówią wręcz o pułapce zastawionej na Chiny, które nie mają potencjału politycznego, by dotrzymać Ameryce kroku w światowej dyplomacji. Partnerem byłyby więc tylko z nazwy, w praktyce na podobnych prawach co Rosja w G8. To niejedyny powód, dla którego pomysł G2 powitano w Pekinie uprzejmym milczeniem.

Economic-Power-in-History

Chiny jako potęga gospodarcza i militarna istniały już ok. 2000 lat p.n.e. Dlatego dumnie nazywali swój kraj Państwem Środka. Amerykańska gwiazda zaczęła błyszczeć zaledwie 200 lat temu. Rosnąca od czasu wypraw Kolumba dominacja Europy również zaważyła na pozycji Chin. Ale od 1980 roku powoli (choć w skali historycznej – bardzo szybko) wracają stare-nowe czasy.

Smok spuszcza wzrok

Chiny nie palą się do globalnego przywództwa. Przy całej integracji gospodarczej ze światem, pod względem politycznym pozostają krajem skupionym na własnym rozwoju i obronie własnego interesu. Gdy Zachód wzywał Chiny do aktywnego udziału w walce z kryzysem – np. przez wyłożenie części gigantycznych rezerw na rekapitalizację Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) – Chiny odparły, że wszystko, co mogą zrobić dla światowej gospodarki, to zatroszczyć się o własną. Cieszą się z rozpadu G8, do której to grupy nie należały, i doskonale czują się w G20, gdzie mogą występować jako lider krajów rozwijających się, a w razie potrzeby odrzucać amerykańskie propozycje bez ponoszenia winy za ich fiasko.

Mimo 30 lat zacieśniającego się dialogu Chiny są wciąż podejrzliwe wobec USA i nie zamierzają firmować amerykańskiej hegemonii. Nie mają też interesu, by reanimować instytucje międzynarodowe, dopóki rządzi w nich Zachód, ani przyspieszać procesy dyplomatyczne, na których zależy głównie Ameryce. Bo choć oba kraje są zrośnięte gospodarczo, ich polityczne interesy są sprzeczne, różnie pojmują też swoją rolę w świecie. Podczas gdy Ameryka hołduje oświeconej hegemonii i ma wciąż idealistyczne zapędy do naprawiania świata, Chiny są światem same dla siebie, resztę globu traktując jako zaplecze własnego rozwoju.

Inaczej niż Rosja, nie potrzebują uznania Ameryki, by poczuć się mocarstwem. W marcu 2009 r. premier Wen Jiabao po raz pierwszy nazwał swój kraj wielką potęgą, a prezydent Hu Jintao grzmiał w 60 rocznicę (październik 2009 r.) proklamowania ChRL, że „naród chiński powstał i z dorobkiem 5 tys. lat cywilizacji wkroczył w nową, historyczną epokę rozwoju i postępu”, a „socjalistyczne Chiny, zwrócone ku nowoczesności, ku światu i ku przyszłości, górują dziś nad Wschodem”. W mundurze Mao, wychylony przez szyberdach staromodnej limuzyny, prezydent odebrał pierwszą od 10 lat chińską defiladę. Było co pokazywać: przez plac Tian’anmen przejechały najnowsze czołgi, wozy pancerne i rakiety międzykontynentalne, nad Bramą Niebiańskiego Spokoju przeleciało 150 samolotów i helikopterów.

South-China-SeaOficjalny budżet obronny ChRL nie przekracza jednej dziesiątej wydatków Pentagonu, ale rzeczywiste wydatki są dwukrotnie większe i rosną w takt chińskiego eksportu – tylko w 2009 r. zwiększyły się o ponad 14 procent. Oprócz modernizacji wojsk lądowych Chińczycy inwestują w zdolność przerzucania sił poza granice kraju i regionu, o czym świadczą przymiarki do lotniskowca. Rozwijają też flotę podwodną, która ma odepchnąć Amerykanów na Pacyfik i bronić interesów ChRL na Morzu Południowochińskim, gdzie Pekin toczy z sąsiadami spór terytorialny o roponośne Wyspy Paracelskie i Spratly [położone na Morzu Południowochińskim, pomiędzy Wietnamem a Filipinami – patrz mapka].

Co równie ważne, Pekin odkrył miękką siłę. Gdy Amerykanie byli zajęci wojnami na Bliskim Wschodzie, Chińczycy uruchomili dyplomację surowcową w Afryce i Ameryce Płd., poszukując tam nośników energii i metali dla swoich fabryk. Oferując inwestycje zamiast pomocy humanitarnej i umowy handlowe zamiast żądań demokracji i praw człowieka, szybko znaleźli wspólny język z reżimami Sudanu, Angoli i Zimbabwe, ale także z rządami Zambii, Kenii i Konga. W zamian za ropę, węgiel, miedź i kobalt Chińczycy budują drogi, linie kolejowe i porty, a w razie potrzeby bronią swoich partnerów przed sankcjami ONZ. Wprawa w negocjacjach ze skorumpowanymi rządami przydała się ostatnio w Afganistanie, gdzie wygrali przetarg na największe złoże miedzi, eliminując firmy z USA i Kanady.

Część specjalistów mówi już o tym, że Konsens Waszyngtoński przegrywa w Afryce i Ameryce Płd. z Konsensem Pekińskim – modelem rozwoju opartym na silnej obecności państwa w gospodarce, stopniowych reformach i tolerancji dla autorytarnych rządów. Chiński model podoba się nie tylko dyktatorom, ale coraz częściej także demokratycznie wybranym rządom, które szukają alternatyw dla zachodnich recept i z podziwem patrzą na chińskie tempo wzrostu. W Pekinie znajdują też hojnego sponsora – na szczycie Afryka-Chiny w Szarm el-Szejk premier Wen obiecał im tanie kredyty na kwotę 10 mld dol., dwukrotnie większą niż na poprzednim szczycie przed trzema laty.

Smok wywinie orła?

Ale Konsens Pekiński przeszedł ciężką próbę w samych Chinach. W lutym 2009 r., na dnie zapaści handlu światowego, władze ogłosiły, że pracę straciło 20 mln robotników-migrantów, którzy zasilali chińskie fabryki, przenosząc się z biednych wsi na przemysłowe wybrzeże. Chińska gospodarka zakończyła wprawdzie rok 8-procentowym wzrostem PKB, ale jego lwią część zawdzięcza pakietowi antykryzysowemu – aby załatać dziurę po eksporcie i inwestycjach zagranicznych, państwo wyłożyło równowartość 600 mld dol. na budowę dróg i elektrowni. Inwestycje publiczne pozwoliły uniknąć zapaści, ale nie wystarczą, by Chiny wróciły do dwucyfrowego tempa wzrostu. Sami Chińczycy przyznają, że ich gospodarkę czekają strukturalne zmiany.

Mimo ożywienia świat nie jest w stanie wchłonąć tej samej ilości chińskich dóbr co przed kryzysem, a amerykański konsument, doświadczony najcięższą recesją od II wojny światowej, zaczął oszczędzać. Aby utrzymać swój przemysł, Chińczycy powinni sami więcej konsumować, ale najpierw państwo musiałoby zbudować skuteczny system zabezpieczeń społecznych, którego brak zmusza ich dziś do odkładania na opiekę zdrowotną i starość. Rosną też obawy, że chiński pakiet antykryzysowy, finansowany w dużej mierze z kredytów, dopompował bańkę spekulacyjną na tamtejszych giełdach i rynku nieruchomości, której pęknięcie mogło mieć dla Chin podobne skutki co krach giełdowy 1929 r. dla Ameryki.

Dla partii, której poparcie opiera się na umiejętności zapewnienia wysokiego tempa wzrostu, zrównoważenie gospodarki to nie lada wyzwanie. Dopóki machina eksportowa chodziła pełną parą, wyciągając miliony Chińczyków z biedy, koszty morderczego rozwoju dawało się usprawiedliwić. Teraz zbyt gwałtowna adaptacja może zdestabilizować kraj. Bardziej niż żądań demokracji chińskie politbiuro obawia się protestów przeciwko zatruciu środowiska, korupcji w miastach i wywłaszczaniu chłopów z ziemi pod fabryki na wsi. To wyjaśnia po części introwersję Chin w polityce światowej – władza musi poświęcać więcej wysiłku na zapewnienie „społecznej harmonii” niż czterokrotnie mniej ludna Ameryka.

Kryzys sprawił, że Ameryka zaczęła patrzeć na Chiny jak na równego sobie, ale zamiast duopolu powstanie świat dwuośrodkowy – z Waszyngtonem i Pekinem jako centrami odrębnych systemów polityczno-gospodarczych, z własnymi modelami globalizacji, hierarchiami wartości i wzorcami cywilizacyjnymi. Inaczej niż przed wiekami te dwa światy będą się na siebie częściowo nakładać, do pewnego stopnia ze sobą konkurować, ale przede wszystkim rozmawiać, zmuszone do tego przez rosnące współzależności, na czele z amerykańsko-chińską symbiozą. Będą się też spierać o przywództwo globalnych instytucji, jak G20, ONZ, WTO i MFW. Jeśli Zachód nie dopuści Wschodu do kształtowania globalnej polityki, pogłębi tylko paraliż tych instytucji, a z czasem doprowadzi do powstania ich wschodnich odpowiedników.

Jakiekolwiek zbliżenie między Chinami a Ameryką odbędzie się kosztem Europy i Rosji. UE wyprzedziła wprawdzie USA jako główny rynek zbytu chińskich towarów, ale pod względem politycznym Europa pozostaje daleko w tyle za Ameryką. Pekin gardzi Brukselą ze względu na jej polityczną słabość i brak wspólnego stanowiska wobec Chin, karze też całą wspólnotę za „przewiny” poszczególnych państw – w grudniu 2008 r. odwołał szczyt Unia-Chiny po tym, jak prezydent Francji Nicolas Sarkozy spotkał się z Dalajlamą. Państwa europejskie czeka też ograniczenie wpływów w instytucjach międzynarodowych, gdzie są obecnie nadreprezentowane (w MFW Chiny miały do niedawna mniejszą siłę głosu niż Belgia i Holandia razem wzięte). W gorszej sytuacji jest tylko Rosja, zagrożona terytorialną ekspansją potężnego sąsiada.

Ameryka długo jeszcze pozostanie hegemonem wojskowym, ale współzależność gospodarcza z Chinami ogranicza już jej polityczną swobodę działania. Według optymistycznych prognoz banku Goldman Sachs, chińska gospodarka osiągnie rozmiar amerykańskiej już w 2027 r. Znacznie więcej czasu zajmie statystycznemu Chińczykowi osiągnięcie stopy życiowej przeciętnego Amerykanina – pod względem PKB na głowę mieszkańca Chiny pozostają krajem biednym, nawet jeśli wyprzedzają w rankingu potęgi gospodarcze. Zagrożenie ze strony Chin nie polega dziś na tym, że wysforują się na jedyne supermocarstwo, ale że zablokują istniejący ład przez swoją polityczną bierność, a zarazem gospodarczy ciężar.

Wawrzyniec Smoczyński

ABC-Wirtualnego-Kapitalizmu-10-pytanNiezbędnik inteligenta Plus – 10 najważniejszych pytań świata. W wydaniu specjalnym tygodnika Polityka: Niezbędnik inteligenta Plus – 10 najważniejszych pytań świata, autorzy starają się odpowiedzieć na 10 najważniejszych pytań naszych czasów dotyczących m.in. klimatu, gospodarki, terroryzmu, nowych technologii, polityki, rozrywki i medycyny i próbują towarzyszyć czytelnikom w próbach zrozumienia, co się dzieje wokół nich, jakie są wyzwania XXI wieku. Autorami tekstów są: Edwin Bendyk, Krzysztof Mroziewicz, Wawrzyniec Smoczyński i in. Wydanie kończy wywiad Jacka Żakowskiego z prof. Leszkiem Kołakowskim, który mówi, co naprawdę jest ważne w życiu. Rozdziały: 1. Co się dzieje z klimatem? 2. Na co choruje kapitalizm? 3. Czego powinniśmy się bać? 4. Jak internet zmienia nasze życie? 5. Kto będzie rządzić światem? 6. Komu potrzebne są wolność i demokracja? 7.Co wynika z naszych zabaw? 8. Czy będzie wojna? 9. Czy wygramy z rakiem? 10. Co jest w życiu ważne?

Przedstawiliśmy mniej niż 5% wydania specjalnego tygodnika Polityka „Niezbędnik inteligenta Plus – 10 najważniejszych pytań świata” (fragment „Przyczajony smok, oskubany orzeł”). Tę znakomitą i obszerną publikację (ponad 130 stron) możecie kupić w Sklepie Polityki.

Polecamy też inne wydanie tygodnika Polityka: Niezbędnika inteligenta Plus – „Trzęsienie kapitalizmu, czyli jak zaczął się kryzys i czym się skończy”.

You need to install or upgrade Flash Player to view this content, install or upgrade by clicking here.

Film Chimeryka z serii Finansowa Historia Świata, którego fragment tu publikujemy możesz kupić (lub oglądać) na kanale BBC Polska.

123

SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Poznaj Chiny

Artykuły w Kategoriach:

Ziemia Nocą

Komentarze (temp. OFF)

Teleskop Hubble'a