2014-10-14
Autor: nTimes

Dèng Xiaopíng – ten, który zmienił Chiny w Supermocarstwo

Deng-Xiaoping-CPC

Epoka Dèng Xiǎopínga

Błyskotliwe sukcesy lat 1979-1984 zapoczątkowały okres stałego (choć nie bez chwilowych załamań) wzrostu, podczas którego ChRL lokowała się stale w czołówce najszybciej rozwijających się państw świata. Znaczenie i walory reform, porównywanych do japońskiej „rewolucji Meiji” tak ze względu na ich wagę, jak i ogólny charakter, niełatwo jest jeszcze właściwie ocenić. To samo można rzec o ówczesnej roli Dèng Xiǎopínga, bez cienia wątpliwości patrona przemian i głównej osobistości epoki. Mimo zdominowania partii co najmniej od XII Zjazdu w 1982 r. musiał się on liczyć z rozmaitymi frakcjami w jej łonie w stopniu znacznie większym niż ongiś Máo. Fakt ten jest jednym z kluczy do zrozumienia meandrów chociażby w sferze ideologii. Choć kiedyś przejściowo (1953/54) dzierżył tekę ministra finansów, na ekonomii się nie znał i jego rola w gospodarczym cudzie ograniczała się do stworzenia warunków działania dla innych. Żądał osobistej odpowiedzialności za znaczące inicjatywy gospodarcze, ale rozwiązania szczegółowe zostawiał tym, którzy już je proponowali na początku lat sześćdziesiątych – Chén Yúnowi (przede wszystkim) oraz Bó Yībō, Péng Zhēnowi i Lǐ Xiānniànowi, a spośród młodszej generacji głównie Hú Yàobāngowi, Zhào Zǐyángowi i Wàn Lǐ. Owe milczące, a przecież trudne do przecenienia poparcie przypominało zastanawiająco wkład Czang Kaj-szeka w boom ekonomiczny Tajwanu. Swą unikalną pozycję zawdzięczał bardziej wewnątrzpartyjnym sojuszom i typowemu dla konfucjanizmu autorytetowi mędrca-patriarchy niż formalnym stanowiskom, z których zresztą powoli, lecz stale się wycofywał. W 1982 r. przestał być wiceprzewodniczącym KC, w 1987 r. – przewodniczącym Centralnej Komisji Doradczej (stworzonej na XII Zjeździe organizacji partyjnych weteranów, umożliwiającej im honorowe odsunięcie na boczny tor), w 1989 r. – przewodniczącym Centralnej Komisji Wojskowej KC. W istocie nie zmieniało to wiele i nawet gdy z racji wieku przestał pojawiać się na posiedzeniach Biura Politycznego, wieńczące te posiedzenia dokumenty musiały mieć jego aprobatę. Uderzało, że przeprowadzając faktyczną rewolucję, nawiązywał chętnie do VIII Zjazdu z 1956 r. Starymi słowami przekazywano jednak zupełnie nowe treści.

Dèng rozumiał – co dobrze o nim świadczy – że warunkiem rozwoju jest zahamowanie wydatków na obronę, tym racjonalniejsze, że degrengolada polityczna Sowietów i pogłębiający się krach gospodarczy Wietnamu pracowały na korzyść Chin. Mimo takich gestów, jak dokonane w 1980 r. próby z rakietami ICBM o zasięgu 7 tys. mil morskich (obejmującym obszar ZSRR i częściowo USA) oraz wystrzeleniu w 1984 r. satelitów geostacjonarnych, licząca ponad 4 mln ludzi armia zmniejszona została do końca 1985 r. do 3 mln, a w ciągu następnej dekady do 2,4 mln. Nowe wojsko zyskało w istocie na jakości, redukcje objęły bowiem głównie mało profesjonalne formacje pomocnicze, a w korpusie oficerskim – zwolenników „wojny ludowej” i zarazem przeciwników Dènga. Ich kompromitację unaoczniło zresztą starcie z Wietnamem. W 1984 r. przywrócono rangi i zasadę, że oficerem może być tylko absolwent szkoły wojskowej. Mające raczej charakter sondażowy zakupy uzbrojenia za granicą zostały finansowo co najmniej zrekompensowane przez trzeci co do wielkości na święcie eksport broni (w tym chemicznej i mogących ją przenosić rakiet). Niektórym krajom islamskim oraz Korei Północnej przekazano też – ku rosnącej irytacji Zachodu – technologię jądrową.

Podczas tzw. drugiego etapu reform, datowanego na lata 1984-1989, tempo rozwoju gospodarczego było nadal bardzo wysokie, wynosząc 10,7% rocznie. Rodziło to szczególnego rodzaju kłopoty, będące następstwem przegrzania gospodarki. Pojawiły się trudności z dostawą surowców, a przede wszystkim energii, której wzrost produkcji był w ogromnej mierze konsumowany. Dały o sobie też znać rozmaite „wąskie gardła”, będące rezultatem niedorozwoju sieci transportu. Na przykład trudniej było wyekspediować kontenery z Chéngdū do Hongkongu niż stamtąd do San Francisco. W październiku 1984 r. III Plenum 12. KC postanowiło przenieść punkt ciężkości reform ze wsi do przemysłu, ograniczając zasięg planowania, wzmacniając rolę dyrektora przedsiębiorstw w stosunku do władz partyjnych i decydując się na szeroko zakrojoną reformę cen. Te ostatnie uwolniono w maju 1985 r. w odniesieniu do 1,8 tys. artykułów. Podwyższono też płace robotników i urzędników, niemal niezmienne od czasu powstania ChRL. Równoległa reforma administracji przekazała w ręce lokalne dwie trzecie stanowisk dotąd kontrolowanych z Pekinu. W kwietniu 1984 r. za otwarte dla handlu zagranicznego uznano czternaście miast nadmorskich. Ich liczba miała szybko wzrastać, a w 1988 r. specjalną strefą ekonomiczną ogłoszono wielką, podniesioną do rangi prowincji wyspę Hajnan. U progu lat dziewięćdziesiątych wartość zagranicznych inwestycji w ChRL sięgnęła prawie 20 mld dolarów. Ogromna większość tego kapitału (około 75%) należała do 55-milionowej chińskiej diaspory, której roczny dochód był mniej więcej równy produktowi krajowemu brutto Chin kontynentalnych i której pozyskanie było trudnym do przecenienia sukcesem reżimu 1. Nad tworzonymi joint-ventures z kapitałem obcym (nawet jeśli chodziło o kapitał zamorskich Chińczyków) władze starały się jednak sprawować kontrolę, zwykle gwarantując w nich państwu przynajmniej mniejszościowy udział.

Industry-Graph

Warto zauważyć, że Polska w 1990 roku miała najwyższy udział przemysłu spośród pokazanych państw.

Przekształcanie ChRL w ekonomiczną hybrydę, w której rosnące wyspy kapitalizmu sąsiadowały z biurokratycznym planowaniem i wcale licznymi (zwłaszcza na zachodnich kresach) pozostałościami prymitywnej gospodarki naturalnej, ułatwiały gigantyczne rozmiary państwa, którego poszczególne prowincje, tak czy owak, musiały być silnie zróżnicowane i – choćby z powodu niedorozwoju transportu – zachowywały znaczną odrębność gospodarczą. Rozwojowy rozziew zaczął jednak przybierać rozmiary wręcz groźne dla spoistości kraju. Gdy w 1991 r. w nadmorskiej prowincji Fujian średni miesięczny zarobek wynosił 65 dolarów (mniej więcej jedną dziesiątą pensji na Tajwanie), to w zubożałej Anhui dochód per capita sięgał 74 dolarów – ale rocznie. W takich warunkach główną szansą interioru, oprócz stałego i olbrzymiego odpływu ludzi ku wybrzeżom, stały się przedsiębiorstwa pozarolnicze, pozostałe po podziale ziemi komun i rozrastające się przy decydującym udziale miejscowej nomenklatury. W latach osiemdziesiątych ów osobliwy sektor, o trudnym do określenia statusie własnościowym (wspólnikami miejscowych aparatczyków były gminy i firmy prywatne) przodował w szybkości rozwoju, powiększając wartość produkcji średnio o 26% rocznie (!) i zatrudniając więcej osób niż przedsiębiorstwa par excellence państwowe. Współgrało to ze zniesieniem z początkiem 1985 r. systemu obowiązkowych dostaw rolnych po sztywnych cenach i z zapewnieniem partii o kontynuowaniu dotychczasowej linii „indywidualnej odpowiedzialności w gospodarowaniu” (zé rèn zhì). Plony w ChRL stale rosły, kontrastując z załamaniem się rolnictwa sowieckiego. Poczynania te, acz jaskrawo sprzeczne z komunizmem, tłumaczono nadal używając marksistowskich frazesów. Okazało się, że Chiny, reprezentując „nierozwinięty jeszcze socjalizm” (bù fādá de shèhuìzhǔyì), mogą tolerować różne formy własności. Prawdziwą sprężyną przemian nie był jednak wypalony już doszczętnie marksizm, ale nigdy nie wyrugowany przez komunistów konfucjanizm. Dając pierwszeństwo przed jednostką rodzinie, mobilizował on jej członków do wytężonej pracy dla rodzinnych zwykle gospodarstw rolnych i firm, uczył dyscypliny i sumienności, wreszcie kładł silny nacisk na kształcenie (w tym dzieci), co w ogromnie zacofanym kraju miało znaczenie pierwszorzędne.

Wzrostowi gospodarczemu groziła jednak zniweczeniem tak bardzo zlekceważona przez Máo, znacznie szybsza eksplozja demograficzna. W latach 1964-1982 ludność Chin wzrosła o 300 milionów. Ekipa Dènga postanowiła zahamować tę gwałtowną tendencję wzrostową wszelkimi możliwymi środkami, od podniesienia minimalnego wieku zawierania małżeństw (do 20 lat dla kobiet i 22 dla mężczyzn) po często de facto przymusową sterylizację i aborcję. Wcielaniu w życie owej „polityki jednego dziecka w rodzinie” sprzeciwiała się jednak właśnie tradycja konfucjańska, akcentująca potrzebę posiadania syna (a najlepiej pięciu), gdyż tylko syn mógł składać niezbędne ofiary cieniom zmarłych przodków. Rezultatem była fala zbrodniczych (jak określił to Zhào Zǐyáng) dzieciobójstw niechcianych dziewczynek. Stopa urodzeń rzeczywiście drastycznie spadła, ale – wobec wkraczania w wiek małżeński pokolenia „dziecięcego wyżu” połowy lat sześćdziesiątych – stawało się jasne, że ambitny cel, czyli zerowy przyrost naturalny w roku 2000, nie zostanie osiągnięty.

Za kolosalnymi przemianami gospodarczymi nie nadążały też mające je legitymizować działania w sferze prawa. Co prawda przyznać, że wychodzono tutaj najdosłowniej z niczego. Już 1 lipca 1979 r. weszła w życie ustawa o przedsiębiorstwach joint-venture z mieszanym kapitałem torująca drogę reformom. Przywrócono też jednocześnie Ministerstwo Sprawiedliwości, a w ciągu paru lat utworzono system sądów oraz prokuratur. W 1980 r. wszedł w życie pionierski w ChRL Kodeks karny, a w 1986 r. także cywilny. Ten pierwszy, głosząc w art. 2 (zniesionym w 1998 r.), iż ma na celu walkę z „aktami kontrrewolucyjnymi […] w obronie systemu dyktatury proletariatu” nie pozostawiał wątpliwości, że służyć ma władzy, nie sprawiedliwości. Mimo wcale obfitej działalności legislacyjnej (do końca stulecia 360 ustaw parlamentarnych, 700 rozporządzeń rządowych i 7 tys. lokalnych) na szczeblu powiatu i gminy dominowały przepisy administracyjne, często niejawne (choć „tajne prawo” dla człowieka Zachodu brzmi jak oksymoron). Zdarzało się też często, że eksperymentalne rozwiązania uznawano za prawo po tym, jak okazały się sukcesem. Uderzało, że chłopom nie przyznano formalnej własności ziemi (jedynie „kontraktowanej”), co wynikało zarówno z chęci ocalenia resztek komunistycznych pryncypiów, jak i z tradycji chińskiej, w której ziemia była teoretycznie zawsze własnością publiczno-państwową. W 1987 r. w Chinach działało tylko 13 tys. notariuszy (w 1980 – 1 tys.) i 30 tys. adwokatów, definiowanych zresztą jako urzędnicy państwowi. Jeden przypadał na 300 tys. mieszkańców, podczas gdy w Hongkongu proporcja ta wynosiła 1:3750. Mimo odtworzenia starych wydziałów prawa (było ich tylko sześć!) i otwierania nowych, rocznie wydawano najwyżej 6 tys. dyplomów. Na pierwsze spotkanie z prawnikiem w prowincji Anhui przyszło 100 tys. osób – trzeba je było przenieść z sali konferencyjnej na stadion.

Przetrwało też imperium obozowe, choć nie odzyskało już dawnej potęgi po załamaniu w latach 1978/79, kiedy opuściła je – jak się szacuje – około połowa więźniów. W latach 1978-1985 wydano blisko trzysta nowych przepisów i „instrukcji” zakazujących aresztowań bez zgody prokuratury, wprowadzających prawo więźnia do obrony, obowiązek poinformowania rodziny o aresztowaniu, równość wobec prawa w nowym Kodeksie karnym (czyli koniec tzw. czarnych kategorii) 2 – ale nie domniemanie niewinności. Skład więźniów uległ zmianie. Po raz pierwszy dominowali wśród nich będący wytworem nowego rynku kryminaliści, i to z reguły w wieku poniżej trzydziestu lat, czyli zupełnie odwrotnie niż za czasów Máo. Walor ekonomiczny láogǎiów był zresztą jak zawsze żaden. W 1988 r. dawały one 0,4% chińskiego produktu narodowego brutto i nawet w obozach uznanych za modelowe (plantacje herbaty; w 1983 r. 3 procent ogólnej liczby zbiorów) wydajność z hektara pozostawała na poziomie lat pięćdziesiątych.

Nowych więźniów dostarczały przede wszystkim kampanie przeciw „burżuazyjnej liberalizacji” oraz „skażeniu duchowemu”, podejmowane w latach 1981, 1983, 1986 i 1989. Inicjowane osobiście przez Dènga spowodowały wysłanie do láogǎiów ponad 2 mln często rzeczywistych kryminalistów, ale także „włóczęgów” (przeważnie młodych ludzi bez pracy), prostytutek, a nierzadko po prostu osób ekscentrycznie ubranych czy też zakochanych ostentacyjnie wyrażających swoje uczucia. Akcje te nawet w przybliżeniu nie dorównywały skalą maoistowskiemu terrorowi, ale ukazywały mniej atrakcyjną stronę reżimu i dowodziły, że modernizujące się Chiny są nadal państwem totalitarnym. Przeciwko skazanym usiłowano mobilizować „gniew ludu”, egzekucje (ponad 10 tys. tylko w 1984 r.) często wykonywano publicznie, orzekanie kary śmierci uproszczono, a narzucanie z góry liczby aresztowanych wprost zachęcało do nadużyć. Na przykład w Hangzhou w 1983 r., aby wypełnić określony limit aresztowań prostytutek, otoczono kina i wyciągano z nich wszystkie „nieodpowiednio” ubrane kobiety. Rozkwit rozmaitych patologii społecznych był faktem już od czasów „rewolucji kulturalnej”, ale w tej dziedzinie przodowali członkowie partii, którym korupcja ułatwiała integrację z nowym ładem ekonomicznym. Tymczasem, choć w latach osiemdziesiątych aż 30% aresztowanych należało do KPCh (skupiającej tylko 4% społeczeństwa), to stanowili oni jedynie 3 procent spośród straconych.

Sama częstotliwość kampanii przeciw „skażeniu duchowemu” dowodziła jednak bezsilności władz w walce z niewidzialnym wrogiem, który wdzierał się do Chin dzięki nieznanej dotąd turystyce, coraz częściej słuchanym zagranicznym rozgłośniom, antenom satelitarnym, kasetom wideo, przekładom książek (np. Freuda), magazynom mody, pociągającym za sobą takie imprezy jak choćby konkursy piękności (pierwszy w 1985 r. w Kantonie). Wśród tych, którzy najboleśniej odczuwali pogłębiające się rozbieżności między ekonomiczną transformacją a politycznym marazmem, byli, jak zwykle, studenci, których dziesiątki tysięcy (do 1995 r. – ćwierć miliona!) wysłano po 1979 r. za granicę. Ich liderem stał się Fāng Lìzhī, profesor astrofizyki i prorektor uniwersytetu w Hefei (prowincja Anhui). Swoją twórczością wsparli ruch znani autorzy, tacy jak Wáng Rùowàng i Liú Bīnyàn, wiceprzewodniczący Związku Pisarzy Chińskich. Zdawało się, że nurt ten znajduje odzew wewnątrz partii, gdzie Hú Yàobāng podjął wiosną 1986 r. próbę oddzielenia aparatu państwowego od partyjnego, przez związanego z sobą Hú Qǐlì zachęcał Kongres Pisarzy do wolności twórczej, a wreszcie (we wrześniu) zainspirował artykuł prasowy, wzywający sędziwego Dènga do ustąpienia. W rezultacie w listopadzie 1986 r. rozpoczęła się studencka rewolta, ogarniająca – jak potem oceniano – ponad sto pięćdziesiąt uczelni i szkół średnich. Jej centrum był Szanghaj, gdzie demonstracje zdołał stłumić – brutalnie, lecz bez przelewu krwi – burmistrz Jiāng Zémín, uhonorowany za to rychło przez Pekin (został sekretarzem generalnym Komunistycznej Partii Chin w 1989 r., był nim do roku 2002). Studenci, ale także partyjni „reformiści”, ponieśli ciężką klęskę. Z KPCh wykluczono Fāng Lìzhī, Liú Bīnyàna i Wáng Rùowànga, 16 stycznia zaś nastąpiła dymisja Hú Yàobānga z funkcji sekretarza generalnego (pozostał jednak w Biurze Politycznym). Dèng, oznajmiwszy, że nie odejdzie, podsumował wypadki słowami zaskakującymi tylko tych, którzy zupełnie nie rozumieli jego polityki: „Bez takiego środka jak dyktatura nie można się obejść. O dyktaturze należy nie tylko mówić, lecz w razie konieczności trzeba ją też stosować. Rzecz jasna, stosować uczciwie i z rozwagą, jak najmniej ludzi aresztować. Ale jeśli jacyś ludzie chcą doprowadzić do krwawych incydentów – jakież inne możemy mieć wyjście?” 3.

Industry-Top-5-Manufacturing

SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Poznaj Chiny

Artykuły w Kategoriach:

Ziemia Nocą

Komentarze (temp. OFF)

Teleskop Hubble'a