2014-10-14
Autor: nTimes

Dèng Xiaopíng – ten, który zmienił Chiny w Supermocarstwo

Deng-Xiaoping-China-Leaders

Przywódcy chińscy: Máo Zédōng (1949-1976), Dèng Xiǎopíng (1978-1989), Jiāng Zémín (1993-2003), Hú Jǐntāo (2003-2013). Od 14 marca 2013 r. przywódcą jest Xí Jìnpíng (Przewodniczący ChRL).

Uznając ChRL za kraj totalitaryzmu (choć kurczącego się) można natomiast bronić tezy, że de facto nie jest to już kraj komunistyczny. W istocie ideologia, mimo rytualnych zapewnień o wierności marksizmowi-leninizmowi czy uroczystych obchodów stulecia urodzin Máo (którego wnuka Xīnyǔ witał w szeregach partii osobiście Jiāng Zémín), jest już skorupą całkowicie pustą. Jej pryncypia w gospodarce nie istnieją. Nakład rządowych gazet, mimo stałego do nich dopłacania, spadł już w 1987 r. do poziomu 6% rynku czytelniczego, przeprowadzone zaś wśród młodzieży w 1988 r. nieoficjalne ankiety wskazywały, że motywem wstępowania do KPCh była dla 59% chęć zrobienia kariery, a tylko dla 4 procent wiara w komunistyczne ideały (reszta akcentowała ułatwienia w edukacji etc.). Mimo propagandowego eksponowania chaosu w Rosji jako rzekomej ceny za odejście od komunizmu pewne jest, że w kluczowej, gospodarczej sferze Chiny (gdzie stopień prywatyzacji jest nie mniejszy niż np. w Polsce) są krajem być może bardziej zdekomunizowanym od swego północnego sąsiada (Lenina pozostawiono tam w mauzoleum, podobnie jak Máo).

Faktyczna śmierć ideologii, połączona z blokowaniem przemian politycznych, otworzyła natomiast wrota kultowi pieniądza (bàijīn zhǔyì) i rwącej z Zachodu fali konsumpcjonizmu, bez trudu obalającej nieprzekraczalne rzekomo bariery kulturowe. Po otwarciu w sierpniu 1992 r. pierwszej giełdy w strefie specjalnej Shēnzhèn kolejka chcących nabyć akcje liczyła ponad milion osób (!), doszło do prawdziwych bitew. Gwałtownie rozwinął się nielegalny handel, w tym narkotyków i rabowanych z grobowców dzieł sztuki. Jak słusznie wskazano, za pieniądze nie można nabyć tylko praw politycznych. Robiący majątek przedstawiciele uwłaszczanej nomenklatury nabywają wille, samochody, grobowce i konkubiny (kolejność typowo chińska), szukając dla córek „obiektów” (duì xiàng) z pozycją, pieniędzmi i zagranicznymi koneksjami wśród diaspory. W sondażu z 1992 r. 78% ankietowanych stwierdziło, że nic się nie da załatwić bez łapówek, na które na przykład mieszkańcy Hunanu wydawali 13% miesięcznych dochodów. W sytuacji, gdy nici afer prowadziły na same szczyty (w tym do rodzin Dèng Xiǎopínga i Zhào Zǐyánga), niewiele znaczyły kolejne „kampanie antykorupcyjne” i selektywne rozstrzeliwanie winnych – w marcu 2000 r. nawet byłego wicegubernatora prowincji Jiangxi. Zdarzało się zresztą, że policja współpracowała z mafiosami, lepiej od niej zaopatrzonymi w broń z nadwyżek armijnych. Drapieżność lokalnych prominentów dawała się odczuć zwłaszcza na wsi, gdzie podatek rolny nie przekraczał wprawdzie 5% dochodów, ale podatki miejscowe sięgały za to 40 procent – rezultatem było 5 tys. buntów na wsi tylko w 1995 r. We wrześniu tegoż roku skonfiskowano w Chinach 120 tys. sztuk nielegalnej broni. Ściągalność podatków przez rząd centralny stała się ponadto żałośnie mała, ponad sto razy mniejsza niż w Europie Zachodniej. Wszystko to żenująco wprost przypomina odsądzane przez partię od czci i wiary czasy Kuomintangu. KPCh, bolszewicka w strukturze, lecz porzucająca marksizm dla nacjonalizmu, ma przy tym może więcej wspólnego z dawnym arcyrywalem niż jego obecna kontynuacja na Tajwanie.

Ciosem dla konfucjańskiej moralności, niepodważanej dotąd nawet przez maoizm, jest rosnący współczynnik rozwodów – oficjalnie 10%, ale wśród młodych małżeństw w wielkich miastach trzy razy wyższy. Coraz większa swoboda w sferze seksu budzi przy tym w Chinach znacznie mniej zachwytu niż na Zachodzie. Niewiele skorzystały na niej kobiety, których los nie był zresztą nigdy najjaśniejszą stroną chińskiej cywilizacji. Tylko w latach 1996-1998 aresztowano (jak ogłoszono) 26 tys. handlarzy żywym towarem, uwalniając 23 tys. uprowadzonych przez nich kobiet. Relacja między tymi liczbami świadczy bezspornie, że sprzedanych było znacznie więcej. Podczas gdy nastolatki z ubogich prowincji, jak na przykład Junnan, oddawane są do domów publicznych, wypierając sprowadzane poprzednio w tym celu Wietnamki, chińscy biznesmeni, wzorem japońskich kolegów, wyruszają coraz chętniej na „erotyczne safari” po krajach Azji Południowo-Wschodniej. Reformy gospodarcze, przywracające autorytet patriarchy rodziny (jako gospodarza czy szefa firmy), uderzyły pośrednio w dziewczęta, często zabierane przez ojców ze szkół do pracy. Na wsi skąpi się im opieki lekarskiej, finansowanej dotąd z funduszy jednostek kolektywnych, w miastach zaś w pierwszej kolejności zwalniają je pracodawcy.

Odtrutki na konsumpcyjny tryb życia szuka się w odrodzeniu religijności, zarówno tradycyjnej (w procesjach poświęconych wypędzaniu duchów udział biorą żołnierze ChALW i sekretarze partii), jak i bardziej egzotycznych. Fenomenem, choć ograniczonym do małej części społeczności, jest witalność chińskiego chrześcijaństwa, a zwłaszcza katolicyzmu, nieustannie szykanowanego przez reżim (Dèng Xiǎopíng nigdy nie odpowiedział na gesty – w tym osobisty list papieża Jana Pawła II). Władze ChRL szukają też panaceum w nawrocie do nacjonalizmu, czego przykładem są jawnie antyzachodnie kampanie „walki z obcym śmieciem” czy „terminologią kolonialną” (w rodzaju billboardów ze słowami „Imperial”, „Queens”, „Empire”, a nawet „New York”).

Wyjałowienie najpierw komunizmem, a następnie konsumpcyjnym kapitalizmem sprawiło, że obniżyła się też kondycja wspaniałej niegdyś kultury chińskiej. Niektóre straty stały się niemal nie do odrobienia. Na przykład zamknięcie teatrów i szkół teatralnych przez ponad siedem lat „rewolucji kulturalnej” sprawiło, że dla nowej publiczności niełatwy kod klasycznej opery chińskiej stał się trudny do rozszyfrowania. Próbą odreagowania maoistowskiego terroru stała się tak zwana literatura ran i blizn (shānghén wénxué; nazwa od tytułu powieści Lù Xīnhuá), której przedstawiciele, jak Zhāng Xiánliàng, Gǔ Huá, Liú Xīnwǔ, ostrożnie próbowali rozliczyć się z przeszłością. Nie było to jeszcze całkiem bezpieczne i Wáng Méng, minister kultury w latach 1986-1989, uważany przez niektórych za najwybitniejszego z żyjących pisarzy, stracił stanowisko po „pekińskiej wiośnie” (choć – co było już znakiem nowych czasów – mógł wytoczyć swoim prześladowcom proces). Zhāng Xiánliànga atakowano z kolei za „pornograficzne” wątki w powieści Nánrén de yībàn shì nǚ rén (Połowa mężczyzny jest kobietą), choć sceny erotyczne były tam znacznie bardziej stonowane niż choćby te w Dziejach grzechu Stefana Żeromskiego. Od wielkich wydarzeń politycznych abstrahowały satyryczne opowiadania Gāo Xiàoshēnga, subtelnie krytykującego stosunki panujące na wsi, oraz refleksyjna, inspirowana religią twórczość pisarki Zhāng Jié. Wielowątkowym fenomenem była literatura poszukiwania korzeni (xúngēn wénxué) lat 1984-1988. Jej ojciec duchowy Wāng Zēngqí, byli czerwonogwardziści Hán Shàogōng i Li Ruì oraz piszący po chińsku Tybetańczyk Zhaxi Dawa odrzucili dominację realizmu i ideologicznego posłannictwa, zwracając się ku pełnym mitów, magii i groteski tradycjom ludowym. Wirtuozów tak zwanej „poezji cieni” (méng lóng shī), Běi Dǎo i Gù Chénga, cechowało sięganie do zapomnianych motywów literackich i tradycji oraz konstruowanie wierszy w formie luźnego łańcucha myśli, zdarzeń i obserwacji. Oskarżany o niezrozumiałość, nurt ten, porzucający dotychczasowe schematy, był najciekawszym od dziesięcioleci zjawiskiem w chińskiej poezji.

W dziedzinie dramatu być może najwybitniejszym wydarzeniem stała się twórczość Gāo Xíngjiàna, poszukiwacza nowej formy nawiązującej do francuskiego teatru absurdu, lecz zarazem moralisty wzywającego do prawdziwej odnowy kulturalnej Chin. Uhonorowanie tego osiadłego we Francji emigranta, także eseisty i powieściopisarza, literacką Nagrodą Nobla za rok 2000 nie wzbudziło zachwytu reżimu, uważającego to jednak za mniejsze zło niż alternatywna kandydatura znacznie bardziej zaangażowanego antyrządowo Běi Dǎo. Te literackie perły nie mogą jednak zrównoważyć zalewu komercyjnej szmiry, pochodzącej zazwyczaj z Tajwanu i Hongkongu, romansowej lub mówiącej o bohaterach miecza, co budzi często prognozy głęboko pesymistyczne. Według jednego z szacunków w 1993 r. w Chinach istniało 200 tys. kabaretów, dansingów i lokali karaoke, ale tylko 2,5 tys. bibliotek publicznych, z których 1341 kupiło w owym roku mniej niż sto książek. Z kolei na osiemnastu głównych ulicach dwustutysięcznej Lhasy naliczono w 1999 r. 896 „agencji towarzyskich” i barów karaoke (w których świadczy się podobne, formalnie nielegalne, usługi), co daje jeden dom publiczny na 223 mieszkańców. Import tego rodzaju „wartości” budzi uzasadnione oburzenie nie tylko wśród Tybetańczyków.

Film chiński z dotychczasowej zapaści na wyżyny wyprowadzili obrazem Huáng tǔ dì (Żółta Ziemia, 1984) operator Zhāng Yìmóu i reżyser Chén Kǎigē. Pierwszy z nich, już jako reżyser, miał otrzymać w 1988 r. Złotego Niedźwiedzia w Berlinie za Hóng gāo liáng (Czerwone sorgo), odważną opowieść o miłości i walce w czasie wojny antyjapońskiej. Film drugiego Bà wáng bié jī (Żegnaj, moja konkubino, 1993) był pierwszym z ChRL uhonorowanym Złotą Palmą w Cannes. Obaj ci czołowi przedstawiciele tzw. piątej generacji reżyserskiej uczynili gwiazdą Gǒng Lì, pierwszą aktorkę z Chin Ludowych o sławie naprawdę światowej. Tworzący w Hongkongu szanghajczyk Wong Kar-wai, zwany „Godardem lat dziewięćdziesiątych”, w filmach tak różnych, jak migawkowy Chóngqìng Sēnlín (Chungking Express, 1993) i poetycko wysmakowany obraz pt. Huā yàng De Nián huá (Spragnieni miłości, 2000) opowiadał o niemożności spełnienia autentycznego uczucia w odhumanizowanym świecie współczesnym. Wspaniały rozmach kina hamowała jednak cenzura. Znakomity Lán fēng zhēn Tián Zhuàngzhuànga (Błękitny latawiec, 1993) pokazywany był głównie za granicą, bo nazbyt krytykował „rewolucję kulturalną”. W 1997 r. film Sòng Jiā Huáng Cháo (Siostry Soong) autorstwa reżyserskiej pary z Hongkongu, Mabel Cheung Yueng-Ting i Alexa Law Kai-Yui, został ocenzurowany za nieortodoksyjne przedstawienie dwóch z tytułowych sióstr, Qìnglíng (Maggie Cheung Man-yuk), później wiceprzewodniczącej ChRL, i Měilíng (Vivian Wu), żony Czang Kaj-szeka. Nawet w poruszających problem uchodźców Tóubēn Nù Hăi (Boat people, 1982) w reżyserii Ann Hui dopatrzono się post factum aluzji do przejęcia Hongkongu przez ChRL w 1997 r. Bezpieczniejsze było hongkońskie kino komercyjne, czy to policyjne filmy Jackie Chana, czy nieodległe od nich obrazy w stylu kung-fu, nawiązujące do triumfów Lǐ Xiăolónga, znanego jako Bruce Lee.

Wieści dochodzące z ojczyzny najstarszej żywej cywilizacji dają więc na początku XXI w. obraz nader niejednoznaczny. Trzeba jednak podkreślić, że blaski przeważają w nim nad cieniami. Transformacja chińskiej gospodarki nie ma sobie równej ze względu na swe tempo i rozmiary, a jej przebieg, mimo wszystko, pozwala na uzasadniony optymizm. Erozja komunizmu, legendarna pracowitość Chińczyków i stała pomoc diaspory, której na szczęście maoizm nie mógł dosięgnąć i zrujnować, sprawiają, że warunki bytowe, acz nadal skromne, ulegają stałemu polepszeniu (choć pogłębiają się też różnice majątkowe). Pod względem zaś takich wskaźników, jak średnia długość życia i poziom edukacji Chiny zajmują znacznie wyższą pozycję, niż sugerowałby to tylko sam produkt krajowy brutto per capita. Mimo brutalnych nieraz represji zmniejsza się też coraz szybciej zakres kontroli reżimu nad społeczeństwem, które angażuje się coraz mocniej w rozmaite, choć przeważnie niepolityczne, formy niezależnej działalności.

South-China-SeaSukces chińskich reform zależy obecnie w znacznej mierze od wyobraźni aktualnego (i przyszłego) kierownictwa. Między innymi od nieulegania przez nie pokusie inwestowania zysków z obecnego boomu w zbrojenia, których ograniczenie było jednym z fundamentów dotychczasowych sukcesów. Potrzeby ich zwiększenia nie ma, gdyż Chiny nie są dziś – po raz pierwszy od wojen opiumowych! – naprawdę zagrożone przez żadne wielkie mocarstwo. Z drugiej strony spory terytorialne z kilkoma krajami Pacyfiku o wyspy Spratly (Nánshā), Paracelskie (Xīshā) i Senkaku (Diàoyúdǎo), histeryczne niemal reakcje na odnowienie w 1997 r. (istniejącego w końcu niemal pół wieku!) aliansu amerykańsko-japońskiego, wspieranie Pakistanu ostro skonfliktowanego z Indiami (od 1998 r. są to mocarstwa nuklearne!) – wszystko to kryje w sobie potencjalne pułapki. Kwestią nadrzędną i z wielu względów kluczową jest jednak utrzymanie dobrych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, niebędącymi już, jak w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, quasi-sojusznikiem (bo przeciw komu?), ale na pewno też i nie wrogiem. Z tego punktu widzenia fakt, że w 1997 r. 60% ankietowanych Amerykanów uznało Chiny za kraj nieprzyjazny, wcześniej zaś (1995) aż 85% Chińczyków oceniło tak samo USA, nie może nie budzić troski. Dla strony amerykańskiej jest to jednak kolejna wersja niedawnej obsesji na temat Japonii (w której też dostrzegano rywala numer jeden), w wypadku zaś Chin próba dowartościowania własnej ojczyzny jako alternatywnego supermocarstwa, wymagająca dystansu ze strony przywódców pekińskich. Ci w istocie nie mają innego wyjścia. Rozmaite gesty, w rodzaju podpisanego 16 lipca 2001 r. przez prezydentów Jiāng Zémína i Władimira Putina układu o współpracy, zakładającego m.in. dozbrojenie Chin przez Rosję, muszą pozostać w obliczu realiów gospodarczych (handel ChRL z USA jest wart 116 mld dolarów, a z Rosją 8 mld) jedynie demonstracją. Pierwsze miesiące po ataku terrorystycznym na Nowy Jork 11 września 2001 r., gdy Pekin (mimo tradycyjnej niechęci do polityki interwencji) zadeklarował solidarność z Waszyngtonem w walce z terroryzmem, wydają się świadczyć o tym, że zrobiono krok we właściwym kierunku. Oba kolosy, podobne, jeśli chodzi o zajmowany obszar i ambicje, oraz obserwujące się z mieszaniną fascynacji i pogardy, są w globalizującym się świecie skazane na siebie. Chiny będą musiały zrozumieć, że są zbyt wielkie, aby ich problemy wewnętrzne (jak sprawa Tybetu czy przestrzeganie praw człowieka) nie stawały się problemami światowymi, USA zaś – że Pekin może działać inaczej niż one, nie żywiąc jednak do nich wrogości.

Chińskie wydatki zbrojeniowe są dziś relatywnie niewielkie, w granicach 30 mld dolarów (oficjalnie podawane 10 mld wynika z ukrycia reszty kwoty w innych pozycjach budżetu) i skromniejsze od nakładów, jakie Japonia ponosi na armię, 10-krotnie mniejszą (200 tys. wobec 2,4 mln), lecz mającą ogromną siłę uderzeniową z racji nieprawdopodobnego nasycenia supernowoczesnym sprzętem. Ten ostatni nie jest mocną stroną ChALW, której podstawowym średnim bombowcem jest nadal przestarzały H-6 (zmodernizowany sowiecki Tu-16), trzonem zaś floty pozostaje 65 okrętów podwodnych z silnikiem Diesla i tylko jeden atomowy. Międzykontynentalnych rakiet balistycznych jest jedynie dwadzieścia. Począwszy od lipca 1998 r., rząd podjął próbę likwidacji skorumpowanego i będącego istnym państwem w państwie imperium handlowego armii (linie lotnicze, hotele, kasyna gry). Wpływ tego słusznego skądinąd przedsięwzięcia na polityczną bazę reżimu pozostaje jeszcze niejasny.

Jednym z kluczowych czynników dla przyszłości Chin będzie też sposób rozwiązania problemu tajwańskiego. Choć ChRL (inaczej niż w czasach Máo) ma już wojskowe środki do zawładnięcia wyspą, to krok taki, równoznaczny z groźbą dla Japonii i wyzwaniem dla USA, byłby politycznym i ekonomicznym szaleństwem. Jedynym wyjściem wydaje się więc strategia długofalowych nacisków przy jednoczesnej coraz silniejszej integracji gospodarczej. Trzeba przypomnieć, że w dziejach Chin okresy politycznego rozbicia kraju były w sumie dłuższe niż czas jedności, co jednak nie przeszkadzało mocnemu poczuciu przynależności do jednej cywilizacji.

Zważywszy, że poparcie światowej opinii (wbrew niezadowoleniu ChRL) Tajwan zawdzięcza w znacznej mierze demokratycznemu charakterowi swego rządu, ewolucja władz w Pekinie w tym kierunku może im przynieść tylko korzyść. Nie musi być to koniecznie demokracja typu zachodniego – taka, wbrew pozorom, nie istnieje nawet w Japonii. Jednakże nowy system powinien dawać więcej wolności niż obecny, eliminować hamującą dziś rozwój korupcję i uwzględniać naturalną ludzką potrzebę posiadania reprezentantów, za pośrednictwem których oddziaływano by na życie polityczne. Czy Chiny podążają w kierunku takiego rozwiązania, czy też raczej (jak oskarża m.in. Fāng Lìzhī) nacjonalistycznej dyktatury, pokaże przyszłość.

Wobec rozmiarów ChRL los podjętych przez nią reform dotyczy bez żadnej przesady całej ludzkości. W związku z tym uderza fakt, że choć wielu autorów roztacza różne (często czarnej barwy) scenariusze dotyczące przekształcenia się Chin w supermocarstwo, to prawie nikt nie stawia sobie pytania, jak przerażające skutki gospodarcze, demograficzne i ekologiczne przyniosłoby nagłe załamanie się dalekowschodniego kolosa.

OECD-Report-China

Źródło: Raport OECD – oryginał (wersja angielska) – Looking to 2060: Long-term growth prospects for the world

Na odbytym 8-14 listopada 2002 r. XVI Zjeździe KPCh Jiāng Zémín ustąpił z funkcji sekretarza generalnego. Pozostawił po sobie wpisaną teraz do statutu partii teorię „trzech reprezentacji”, sankcjonującą zaproszenie do rządzącego grona prywatnych przedsiębiorców i w istocie zrywającą z dogmatem o sojuszu robotniczo-chłopskim, mimo charakterystycznych zapewnień, że „zbudowanie komunizmu jest najwyższym ideałem i ostatecznym celem partii” 1. Z rewolucyjnych ambicji ostała się w ten sposób jedynie chęć utrzymania władzy. W jakiej mierze Jiāng, który w marcu 2003 r. złożył też prezydenturę, ustąpił rzeczywiście, w jakiej zaś zamierza – wzorem Dèng Xiǎopínga – rządzić nadal zza kulis, nie jest bynajmniej jasne. Zatrzymanie przezeń stanowiska przewodniczącego arcyważnej Centralnej Komisji Wojskowej wskazywałoby raczej na to drugie.

Hu-Jintao-thumbPewne jest to, że Hú Jǐntāo (胡锦涛), nowy przywódca partii i państwa, stanowi w znacznej mierze zagadkę dla zagranicy. Zwykle uśmiechnięty, 59-letni inżynier hydraulik, który bezpiecznie przetrwał w Kuejczou (Guizhou) i Tybecie czystki lat 1987 i 1989 (skutecznie pacyfikując Tybet) jest nowicjuszem na forum międzynarodowym i – według sarkastycznych opinii – w czasie swej wspinaczki na szczyty władzy nigdy nie wypowiedział naprawdę własnego zdania. Jako postać niewiele mniej enigmatyczna jest też postrzegany kolejny (od 16 marca 2003) premier Wēn Jiābǎo, z wykształcenia geolog, uważany za postać mniej dynamiczną od swego poprzednika Zhū Róngjī.

Przejmujący władzę nowy, dziewięcioosobowy Stały Komitet Biura Politycznego składa się z technokratów głównie z tytułami inżynierskimi, przedstawicieli „czwartego pokolenia” przywódców, wychowanych już w ChRL. Nie ma wśród nich Lǐ Ruìhuána, uważanego za najliberalniejszego reprezentanta władz dotychczasowych, przeznaczonego na niezbyt ważne w Pekinie stanowisko przewodniczącego parlamentu. Znajduje się natomiast Zēng Qìnghóng, postrzegany jako prawa ręka Jiāng Zémína i strażnik wpływów partyjnej starej gwardii.

Wybranie go w marcu 2003 r. wiceprezydentem zdumiewająco niską jak na ChRL większością głosów (87%, dla porównania, Hú Jǐntāo otrzymał magiczne 99,76 procent) wskazywałoby na krytycyzm wielu posłów wobec niego i jego protektora. Na ile te oceny są słuszne, pokaże naturalnie czas. Hú Jǐntāo jest – obok sekretarza z bogatego Guangdongu, Lǐ Chángchūna – najmłodszym z tego grona, ale jednak starszym niż Máo lub Huà Guófēng w momencie przejmowania władzy. Na owej nielicznej i nie najmłodszej już (średnia wieku 62 lata) ekipie spoczywa więc w znacznej mierze odpowiedzialność za to, w jakim stopniu wiek XXI – jeśli nawet nie okaże się, jak wielu przepowiada, „wiekiem chińskim” – będzie stanowił antytezę tragicznego dla Państwa Środka XX stulecia i w jaki sposób ogromny naród chiński odnajdzie miejsce dla siebie między świetną i niezrównanie długą tradycją a nowym kapitalizmem azjatyckim.

Deng-Chiny-Book-thumbCHINY. Historia państw świata w XX wieku – Jakub Polit. Wydawnictwo: Trio, stron: 420. Książka opisująca dzieje kraju, który jest ojczyzną najstarszej żywej cywilizacji i obejmująca wydarzenia z całego XX wieku. Chiny to kraj o wyjątkowo burzliwej historii, którego rola w świecie rośnie zadziwiająco szybko. Autor, przedstawiając mnóstwo znanych i mniej znanych faktów i informacji, posługuje się barwnym, potoczystym językiem, a skomplikowane niekiedy zagadnienia przedstawia w sposób przejrzysty i zwięzły. Pisząc o osiągnięciach Państwa Środka (także w niedocenianym zwykle okresie przedwojennym), przedstawia również problemy, stojące przed tym gigantem (ponad 1,35 miliarda ludności, co piąty człowiek na Ziemi). Przedstawiliśmy ok. 7% książki, biografię Dèng Xiǎopínga. Pominęliśmy czasy wcześniejsze, w tym niezwykle burzliwe, ciekawe i dramatyczne wydarzenia w okresie przywództwa Máo Zédōnga (1949-1976). Tę ważną i – niestety – mocno niedocenioną publikację możemy gorąco polecić jako lekturę obowiązkową inteligenta XXI wieku.

* * *

Postscriptum: książka „Chiny” Jakuba Polita została wydana dość dawno, bo w 2004 r. i nie była wznawiana ani uzupełniania, wielka szkoda. O tym, co się dzieje we współczesnych Chinach, czyli przez co najmniej ostatnie 10 lat, możesz dowiedzieć się z innych artykułów w NewTIMES:
Teraz… Chiny? Wejście Smoka • Chiny czy USA. Smok czy Orzeł będzie władcą Świata? • Aż 95% (!) Metali Ziem Rzadkich mają Chiny • Przemysł dawno uciekł z Europy i USA do Azji (głównie do Chin) • Raport OECD: Świat w 2030 r. będzie już zupełnie inny.

Deng-Xiaoping-Glowacka-Goralczyk-thumbCykl Biosfera (opowieści o nieprzeciętnych postaciach historii) w radiu TOK FM prowadzi red. Karolina Głowacka (kontakt). „Dèng Xiǎopíng. Chiński polityk ważniejszy od Máo” – barwnie opowiada prof. Bogdan Góralczyk (kontakt), publicysta, dyplomata, politolog i sinolog z Centrum Europejskiego UW, ekspert i autor wielu książek, głównie o Chinach.

SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Poznaj Chiny

Artykuły w Kategoriach:

Ziemia Nocą

Komentarze (temp. OFF)

Teleskop Hubble'a