© New Times 2012. Wszelkie trawy przystrzyżone. Prosimy odsunąć się od toru. Redakcja zastrzega sobie dokonywanie skrótów, wydłużeń, błędów i wypaczeń. Redakcja nie odpowiada za treść artykułów, podwyżki cen cukru i zaćmienia słońca. Ogłoszenia bardzo drobne: Aaaaaaaaaaaby pozbyć się jąkania zadzwoń. Link i korespondencja: www.NewTimes.pl, e-mail: [email protected]. Redaktor Bezczelny: Andrzej Dur-Napała.

Napisz artykuł do NewTIMES lub komentarz na:

NEW TIMES: CZYTAJ I PISZ!

Startuje nowy portal NewTIMES.pl.

Podczas gdy zalewa nas w Internecie potop

banału i niezdrowych emocji, może to właśnie nam,

wspólnie z Wami, uda się stworzyć coś wartościowe-

go. Tych, którzy mają coś ciekawego do zakomunikowania, zapraszamy do lektury i pisania obok naszych znakomitych redaktorów: Barbary Jackowskiej, b. Marszałka Senatu, prof. Longina Pastusiaka

czy Jadwigi Inglis

z Los Angeles.

ALBERT EINSTEIN - GENIALNY MELANCHOLIK ZE SKRZYPCAMI W TLE

Albert Einstein (1879-1955), jeden z najwybitniejszych fizyków w historii nauki. Urodzony w Niemczech (Ulm) w rodzinie żydowskiej, studiował w Szwajcarii (Zurych), a pracę zawodową rozpoczął w pobliskim Bernie jako urzędnik bankowy. Po opublikowaniu pierwszych ważnych prac (o ruchach Browna i korpuskularnej teorii światła) został w 1909 roku profesorem uniwersytetu w Zurychu. Opracował podstawy tzw. Prawa Einsteina (kwantowej teorii pola elektromagnetycznego), Szczególną (1905) i Ogólną (1916) Teorię Względności. W 1921 został laureatem Nagrody Nobla za podstawowe prace teoretyczne dotyczące natury światła. Był inicjatorem Manhattan Project (stworzenie pierwszej amerykańskiej bomby atomowej). Później pracował nad unifikacją teorii oddziaływań grawitacyjnych i elektromagnetycznych, jednak bez sukcesów. Pomimo znaczącego wkładu, który wniósł w rozwój korpuskularnej teorii światła (zjawisko fotoelektryczne) pozostał przeciwnikiem mechaniki kwantowej, a w szczególności jej tzw. interpretacji kopenhaskiej (Nielsa Bohra) opartej na pojęciu prawdopodobieństwa. Nie lubił przypadku w przyrodzie, wolał wierzyć w jej absolutną harmonię. W zgodzie z Ogólną Teorią Względności Einsteina przestawała istnieć nieskończona, trójwymiarowa przestrzeń, i – podobnie jak czas – zaczęła być rozumiana względnie, jako każdorazowo wyznaczona przez znajdujące się w niej i poruszające ciała. OTW była rewolucją w nauce. Stała się przyczyną zmian myślenia nie tylko w naukach ścisłych, ale także przyrodniczych, w kosmologii czy filozofii. Oddziałała również na twórczość artystyczną XX wieku. Może to dziś jest niewiarygodne, ale spowodowała, iż Einstein był... najpopularniejszym celebrytą swoich czasów.

Cały świat zna tę niepozorną postać - ubraną z niedbałością typową dla ludzi, którzy na co dzień żyją sprawami zupełnie oderwanymi od spraw tego świata, z długimi włosami w wiecznym nieładzie, niepozorną, drobną... Nie chciał być sławny i bogaty, jego najgłębszym pragnieniem było WIEDZIEĆ, wydrzeć światu, a właściwie Wszechświatowi jego tajemnicę... Poza tym interesowała go właściwie tylko muzyka, no i może trochę koty... Ludziom, którzy go znali najlepiej, krewnym i przyjaciołom, kojarzył się mimo to przede wszystkim z rzeczami najprostszymi, niemal banalnymi - dźwiękami skrzypiec (dochodzącymi z... kuchni o najdziwniejszych porach), przyjemnym aromatem fajki i nagłymi wybuchami gromkiego śmiechu, tak donośnego, że rozlegał się po całym domu...

Urodził się 14 marca 1879 roku w Ulm, w Niemczech, przy ulicy Bahnhoffstrasse 135. Większość jego krewniaków zajmowała się drobnym handlem – zdolności do rozwiązywania problemów matematycznych odziedziczył po ojcu. Einstein senior był niezwykle utalentowany, ale z powodu ciągłych kłopotów finansowych rodziny nie mógł studiować. Natomiast namiętność do muzyki (Einstein uwielbiał muzykę w każdej postaci – przy goleniu w łazience pięknie gwizdał, lubił nucić pod nosem różne melodie, a gra na skrzypcach była jego prawdziwą pasją) odziedziczył po matce, Paulinie Koch.

Był jeszcze niemowlęciem, kiedy za namową wuja Jakuba, obiecującego złote góry, rodzina Einsteinów przeniosła się do Monachium. Tu, ojciec przyszłego wielkiego uczonego zajmował się przez pewien czas wytwarzaniem prądnic. Interes jednak upadł i rodzina znalazła się na skraju nędzy. Albertowi jednak jakimś cudem udawało się studiować. Ożenił się bardzo wcześnie. Małżeństwo zawarte, jak sam twierdził „z litości” okazało się nie tylko ogromnym niewypałem, ale na dodatek wynikły z niego dalsze nieszczęścia...

Mileva Maric, pierwsza żona Einsteina była, zgodnie z opinią współczesnych, „brzydka, kulawa i niesympatyczna”. Całe otoczenie usiłowało wyperswadować ten mariaż doskonale zapowiadającemu się, niezwykle zdolnemu młodzieńcowi. Na próżno. Albert intensywnie pracował, w domu panowało napięcie. Kiedy na świat w krótkim czasie przyszło dwóch synów, sytuacja się pogorszyła. Najboleśniej odczuwał to starszy syn, Edward. Niezwykle inteligentny i wrażliwy nie był w stanie znieść domowych stresów, w końcu, jako schizofrenik, znalazł się w zakładzie dla umysłowo chorych.

W tym samym 1921 roku, w którym Einstein odbierał nagrodę Nobla, rozpadło się jego małżeństwo. Dlaczego doszło do tej ostatecznej porażki? Być może dla Mileny, Serbki, nieznośne okazało się ciągłe przebywanie na obczyźnie, a na dodatek nieustanne przeprowadzki do Szwajcarii, stamtąd do Czechosłowacji i z powrotem. A może powodem była zwykła, przyziemna zazdrość? Milena również była fizykiem. To nieudane małżeństwo nie powstrzymało jednak uczonego przed następnymi eksperymentami matrymonialnymi. Przyjaciel Einsteina, Samuel Johnson określił to jako „triumf nadziei nad doświadczeniem”. Bezsprzecznie kolejny związek tym razem z daleką kuzynką, Elsą Einstein, należał do o ile nie nieudanych, to przynajmniej bardziej udanych niż poprzedni. Druga żona wniosła co prawda w posagu dwoje własnych dzieci – córki Margot i Illse, ale dziwnym zrządzeniem losu to właśnie jedna z pasierbic miała stać się kiedyś dla uczonego jedynym oparciem, jedyną bliską duszą, wierną do końca towarzyszką ostatnich dni.

Tymczasem jednak uczony cieszył się nową rodziną, nową żoną... Na tyle, na ile to było możliwe. „Cieszę się” – zwierzał się przyjaciołom – „że Elsa nie ma pojęcia o nauce...”. W ustach Einsteina był to komplement. Nie da się ukryć – autor najsłynniejszego równania świata był niestety klasycznym przykładem męskiego szowinizmu: „Moja definicja dobrej żony oscyluje gdzieś między świnią (chodziło zapewne o Malevę), a notoryczną sprzątaczką”, (czyli Elzą) – zwykł często mawiać. „Sprzątanie” otoczenia Einsteina nie było zadaniem łatwym, ani zapewne przyjemnym, a przecież nikt bardziej niż on, zmagający się samotnie w czterech ścianach swojego laboratorium z tajemnicami Wszechświata, tak nie potrzebował wsparcia i obecności kobiety. I to kobiety właśnie takiej jak Elza: łagodnej, dobrej i szczerej, ale i stanowczej. To ona, ta „nie mająca pojęcia o nauce” broniła Alberta przed nim samym – jego bezgraniczną naiwnością („Kiedyś jakiś cwaniak wmówił mu, że potrzebne nam są ruchome schody do naszego parterowego domku” – mawiała), jego bałaganiarstwem i niedbałością o strój (on sam nie przywiązywał do wyglądu zewnętrznego najmniejszej wagi), a wreszcie jego atakami melancholii.

Elsa twardą ręką trzymała cały dom, nieugięcie stała na straży finansów. To ostanie czyniła zresztą z pewną przesadą. Einstein jako laureat nagrody Nobla, a potem pracując w Stanach Zjednoczonych na specjalne zaproszenie rządu amerykańskiego nie był człowiekiem ubogim, jednak na co dzień był ograniczany przez ostry reżim zaprowadzony przez małżonkę. Uczony często narzekał, że nie ma pieniędzy na swoje osobiste potrzeby. Finanse były powodem często wybuchających, niezwykle zajadłych i głośnych sprzeczek w stadle Einsteinów...

Na zdjęciu obok: Dom Alberta Einsteina przy 112 Mercer Street w Nowym Jorku, w którym wraz z żoną Elsą mieszkał od 1935 roku. W roku następnym Elsa zmarła.