Detektor AMS wykrył ciemną materię
Spory nadmiar pozytonów – cząstek antymaterii, które są alter ego elektronów w świecie antymaterii – wykrył detektor AMS na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. To może być namacalny dowód na to, że tajemnicza ciemna materia rzeczywiście istnieje.
O odkryciu poinformowali w środę fizycy na seminarium w ośrodku jądrowym CERN pod Genewą. Magnetyczny Spektrometr Alfa (AMS) został zbudowany kosztem 1,6 mld dol. i przed dwoma laty umieszczony na orbicie. Mierzy promieniowanie kosmiczne, czyli wysokoenergetyczne cząstki przemierzające przestrzeń kosmiczną, zanim zderzą się z ziemską atmosferą.
Wielu naukowców uważa, że to ten detektor dostarczy wreszcie pierwszych konkretnych informacji dotyczących ciemnej materii. Na jego pierwsze wskazania niecierpliwie czekano, bo apetyt na jakiekolwiek wieści o tej tajemniczej substancji jest ogromny i dotąd niezaspokojony.
Ta materia wymykała się dotąd wszelkim poszukiwaniom. Wiadomo tylko, że nie świeci i nie pochłania światła, jest całkowicie niewidoczna. A jest jej we Wszechświecie – bagatela – blisko siedem razy więcej niż atomów, z których jesteśmy zbudowani my sami i wszystko to, co nas otacza. Co więcej, gromadzi się ona w tych samych miejscach, gdzie zwykłe gwiazdy, planety i obłoki gazów międzygwiazdowych, czyli w galaktykach i wokół nich. W zasadzie jest nawet na odwrót. To nasza materia gromadzi się tam, gdzie jest ta ciemna.
Większość modeli ewolucji kosmosu zakłada dziś, że to ciemna materia tworzyła potężne włókna i grona, które grawitacyjnie ściągnęły świecącą materię i ułatwiły jej sformowanie widocznych galaktyk i gromad.
Jednym słowem, wszystko to, co świeci i przez teleskopy jest widzialne w kosmosie, można porównać do świecidełek rozwieszonych na rozległym rusztowaniu z niewidocznej ciemnej materii.
To rusztowanie astrofizycy widzą nie tylko oczami wyobraźni. Ciemna materia swą wielką masą wpływa na ruch galaktyk, a także zakrzywia światło z odległych gwiazd. Wszystko to mierzono i obserwowano od wielu lat (jako pierwszy już w 1932 r. robił to astronom Fritz Zwicky).
Ale z czego jest złożona ta substancja?
Jak jej dotknąć? Hipotez jest prawie tyle, ilu fizyków zajmujących się tą zagadką. Niektórzy zresztą twierdzą, że nie ma żadnej ciemnej materii, a wszystkie obserwacje galaktyk będą do siebie pasować, jak tylko odpowiednio zmodyfikujemy prawo ciążenia.
Większość jednak uważa, że mamy do czynienia z nieznanymi jeszcze cząstkami elementarnymi, które zresztą zrazu ochrzczono mianem WIMP, co jest skrótem od „słabo oddziałujące masywne cząstki”, co znakomicie oddaje naszą skąpą o nich wiedzę. Bo gdyby oddziaływały „silnie”, to już dawno dałyby o sobie znać dociekliwym naukowcom w laboratoriach.




