2013-10-11
Autor: nTimes

O śmierci - biologia, filozofia i kultura. „Non omnis moriar”

Death-DNA

Najważniejsze jest DNA. Istotą życia nie jest materia, ale informacja. Ta pierwsza przez nas tylko „przepływa”. A dzięki informacji genetycznej zapisanej w DNA żyjemy wiecznie. Mimo że nie potrafimy bez końca odnawiać naszych ciał na podstawie zapisanego w niej wzorca, to przekazujemy je następnym pokoleniom. „Non omnis moriar” - nie wszystek umrę.

Śmierć (z łac. mors, exitus letalis) to stan charakteryzujący się ustaniem oznak życia spowodowany nieodwracalnym zachwianiem równowagi funkcjonalnej i załamaniem wewnętrznej organizacji ustroju.

Niektórzy naukowcy twierdzą, że pierwszy człowiek, który dożyje 150 lat, już się narodził. Jednak nie warto żyć wiecznie. Śmierć ma złą prasę. Jest nieproszonym gościem, zawsze przychodzi za szybko, jest nieunikniona i przez to przerażająca. To nasz ostatni wróg - jak mówi Biblia.

Fyodor-Dostoyevsky-thumbDlaczego ludzie potrafią lepiej umierać niż żyć? Dlatego, że żyć trzeba długo, a umrzeć można prędko
- Fiodor Dostojewski.

Jednak wielu poetów, filozofów, ewolucjonistów uważa, że bardzo żałowalibyśmy nieśmiertelności. To właśnie świadomość nieuniknionego upływu czasu podnosi nas rano z łóżka i popycha do kreatywności. Możemy marzyć o tym, że kiedyś ktoś wymyśli lek na śmierć, ale bez śmierci wpadniemy w pułapkę bezczynności. Zdegenerujemy się mentalnie i biologicznie jako gatunek.

Ale czy to wystarczający powód, żeby umierać?

Jeśli seks, to i śmierć

- Z biologicznego punktu widzenia proces starzenia się i śmierć to konsekwencja rozmnażania płciowego - tłumaczy prof. Bogusław Pawłowski, kierownik Katedry Biologii Człowieka Uniwersytetu Wrocławskiego. - Według wielu ewolucjonistów jest ono efektem wyścigu zbrojeń między długo żyjącym gospodarzem a jego o wiele szybciej ewoluującymi patogenami. Zmieszane geny i związana z tym „modernizacja” mechanizmów odporności w każdym następnym pokoleniu gospodarza to dla potencjalnych patogenów wyzwanie. Będąc zmuszeni do „zabawy w chowanego”, musimy więc robić patogenom psikusa i po prostu umierać - podsumowuje naukowiec.

Ale jak każde żywe stworzenie robimy wszystko, żeby przeżyć. No i w odróżnieniu od innych zwierząt wiemy, że życie kiedyś nam się skończy. Nasze wspaniałe mózgi, tak dobre w wyciąganiu wniosków i logicznym myśleniu, mówią nam, że ta najgorsza rzecz na świecie pewnego dnia się zdarzy. Żyjemy zatem w cieniu własnej zagłady.

Richard-Dawkins-thumbUmrzemy, i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie. Należymy do nielicznych, którzy na tej loterii narodzin trafili szczęśliwy los. Jak można w tej sytuacji mieć czelność skomleć na myśl o nieuchronnym powrocie do stanu, z którego tak wielu nigdy nie miało szansy wyjść? - Richard Dawkins.

To nie jest łatwe. Raczej przerażające i czasami zupełnie paraliżujące. Pracujemy więc bardzo pilnie, żeby oszukać śmierć lub odsunąć ją w czasie na tyle, na ile to tylko możliwe. Dbamy o siebie i rozwijamy medycynę. Niektórzy naukowcy twierdzą, że pierwszy człowiek, który dożyje 150 lat, już się narodził.

A może da się pożyć jeszcze dłużej?

Od samego poczęcia jesteśmy zlepkiem mniejszych lub większych błędów. Mało kto wie, jak wiele zarodków nie przechodzi pierwszej selekcji i nie przeżywa. W końcu któremuś się uda, bo „system kontroli” dochodzi do wniosku, że ten materiał genetyczny dobrze rokuje na przyszłość. I czyjaś droga się rozpoczyna.

Ale jego albo jej dalsze życie jest bezustannym kompensowaniem błędów genetycznych. Na szczęście, jeśli coś się zepsuje i nie można tego naprawić, to prawie zawsze można taki błąd obejść. Zazwyczaj gen ma dwie kopie. Kiedy jedna przestaje działać, to jej funkcje często skutecznie może przejąć druga. Czasami da się nawet obejść cały popsuty szlak i zastąpić go innym.

Niestety, ten margines błędów wcześniej czy później się kończy. Organizm już nie jest w stanie kompensować codziennych strat. Brakuje mu energii na walkę z infekcjami, stale rozwijającymi się komórkami nowotworowymi (każdy z nas ma takie komórki, ale albo same się „wykańczają”, albo wychwytuje je nasz układ odpornościowy).

Dlatego nie da się w nieskończoność wydłużać ludzkiego życia. Musiałyby się zmieniać zasady, na jakich istniejemy, np. powinniśmy przestać rozmnażać się płciowo, a zacząć pączkować. Organizmy oparte na rozmnażaniu bezpłciowym są niemal wieczne. Ale za to nie uprawiają seksu.

- Wyobraźmy sobie zresztą, że człowiek żyje wiecznie. Jak szybko wzrosłaby liczba nas wszystkich? Czy sens miałaby potem silna rywalizacja o ograniczone zasoby środowiska między prapraprapradziadkiem i setkami jego praprapraprawnuków? Katastrofa ekologiczna byłaby nieunikniona - uważa prof. Pawłowski.

123

O Autorze

nTimes

 > 

SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Poznaj Chiny

Artykuły w Kategoriach:

Ziemia Nocą

Teleskop Hubble'a