Tajemnica nieśmiertelności człowieka tkwi w… meduzie
“Myślę, że moglibyśmy dać ludziom nieśmiertelność”
Kolejne wyzwanie to fakt, że trudno stworzyć w laboratorium warunki odpowiednie do hodowania stułbiopławów. Na świecie jest tylko jeden naukowiec, który poświęcał się temu przez dłuższy czas. Japończyk Shin Kubota zajmuje się hodowlą polipów Turritopsis od 15 lat. Mieszka w Shirahamie na południe od Kioto, ma małe laboratorium i kilku współpracowników. Według Richa 60-letni Kubota to dziś jedyna szansa świata na odkrycie tajemnic “meduzy Benjamina Buttona”.
Wielu naukowców zachowuje sceptycyzm co do potencjalnej wagi odkrycia tego, co stoi za różnicującymi się w nieskończoność komórkami tego stułbiopława. Do tych naukowców na pewno jednak nie należy badacz z Shirahamy. - Zastosowanie tej samej zasady transdyferencjacji do organizmów ludzkich to dziś największe marzenie. Jak już uda nam się dowiedzieć, w jaki sposób te meduzy potrafią się odmładzać, powinniśmy dokonać wielkich rzeczy. Według mnie moglibyśmy dać ludziom nieśmiertelność - ocenił Kubota w rozmowie z Richem, który spędził z nim cały tydzień.
Japończyk odrzuca też argumenty innych badaczy, którzy utrzymują, że nawet jak uda się dokonać tego odkrycia, to przełomu nie będzie, bo stułbiopławy są zbyt różne od ludzi. - Pod względem genetycznym z meduzami mamy szokująco dużo wspólnego - przyznał mu rację w rozmowie z “NYT” Kevin J. Peterson, paleobiolog molekularny. - Poza tym, że ludzki genom jest zdublowany, to od strony genetycznej człowiek wygląda zupełnie jak te cholerne meduzy - dodał.
“To komórki są nieśmiertelne, nie sam organizm”
Mimo wszystko Turritopsis dohrnii nie są zupełnie “nieśmiertelne” - w gruncie rzeczy łatwo je zabić. Groźne dla nich są przede wszystkim ślimaki morskie. Łatwo też duszą się przygniecione materią organiczną. - To cudy natury, ale ciągle niekompletne - przyznał Kubota.
Transdyferencjacja oznacza też, że w momencie, gdy ten stułbiopław cofa się do swojej najwcześniejszej fazy rozwoju i zaczyna rozwijać się ponownie, to rośnie już jako inny organizm niż ten, który zaczął się odmładzać. - Nieśmiertelność to kwestia semantyki. W tym przypadku to komórki są nieśmiertelne, nie sam organizm - wyjaśnił.
A to oznacza, że gdyby zastosować tu popularne porównanie Turritopsis dohrnii do postaci granej przez Brada Pitta, to historia Benjamina Buttona skończyłaby się w ten sposób - wróciłby on w końcu do fazy zarodka, by odrodzić się już jako kompletnie inny człowiek, z nowym mózgiem, nowym sercem, nowym ciałem.
Źródło: Gazeta.pl











Zaprogramowany koniec komórek broni nas przed przedwczesną śmiercią na przypadłość zwaną po łacinie “carcinoma”. Wszystkie “kombinacje” przy telomerazie na żywych organizmach kończyły się zapadnięciem na tę przypadłość.
scythe_sharpening_stone
Trzeba zdawać sobie sprawę, że nieśmiertelności nie ma. Nieśmiertelność nie istnieje i dlatego śmierć dla nas nie jest złem, bo po prostu nas nie dotyczy; póki my istniejemy - śmierci nie ma, kiedy zaś śmierć nadchodzi - nie ma już nas (Epikur).
@scythe_sharpening_stone
Błąd logiczny w tekście na potrzeby nastolatków, lubiących sobie trochę pofilozofować. Po pierwsze nieśmiertelność może istnieć niezależnie od istnienia śmierci. Starasz się udowodnić nieistnienie śmierci, co ma implikować nieistnienie nieśmiertelności.
Po drugie, dlaczego śmierć miałaby być złem, nawet jeśli mogłaby nas dotyczyć? WTF? Jeżeli coś mnie dotyczy jest złem, jeśli nie, jest dobrem? Bez sensu.
Śmierć nas nie dotyczy póki my istniejemy - większego absurdu nie słyszałem. Śmierć może co najwyżej nie dotyczyć mnie, kiedy już umrę. Każdy stan, który zmienia stan faktyczny, dotyczy mnie. Kiedy umrę, nie dotyczy mnie życie, nie na odwrót.
Ponadto, starasz się nieudolnie przekazać filozofów przyrody. Śmierć może być stanem (jest vs nie ma) lub procesem. Jako stan nie-życia, rozpoczyna się kiedyś i tego momentu nie można skrócić na tyle, żeby z całą pewnością trwał tylko w stanie śmierci, a nie stanie życia. Jeżeli śmierć jest procesem, to równie dobrze może dotyczyć nas od momentu narodzin. Wszystko przemija co np. sekundę.
To tak jakbym powiedział, że mój zamek w drzwiach wejsciowych nie istnieje. Bo kiedy jestem na klatce schodowej, to jeszcze go nie otworzyłem, a kiedy stoje już w mieszkaniu, wszak jest już po wszystkim.
A co z procesem otwierania? Nawet, gdyby trwał pół sekundy? Czy mogę być tylko w mieszkaniu lub tylko poza nim?
Niezależnie od tego, jak bardzo jechało “Alchemikiem”, Twój post zmusił mnie do wysiłku, za co dziękuję.