Teresa Torańska: wywiad z Wojciechem Jaruzelskim (część II)

13 grudnia 1981 r. od godz. 6 rano Telewizja Polska nadaje przemówienie Generała Wojciecha Jaruzelskiego o ogłoszeniu Stanu Wojennego. Większość Polaków nie miała jeszcze telewizorów kolorowych, nadawano tylko dwa kanały: TVP1 i TVP2.
2 stycznia zmarła wybitna dziennikarka Teresa Torańska, autorka m.in. niezwykle cennej i wartościowej historycznie książki „Oni”. Za portalem Wyborcza.pl przedstawiamy jej wywiad z Wojciechem Jaruzelskim, I Sekretarzem KC PZPR w okresie Stanu Wojennego (do 1989 r.), opublikowany 13 grudnia 2004 r.
Pamięta Pan jej pogrzeb?
Tak, oczywiście. Matka z siostrą mieszkały w Lublinie. Byłem wtedy szefem Sztabu Generalnego i wiceministrem obrony narodowej. Zastanawiałem się, co zrobić.
Jechać czy nie jechać?
Nie miałem wątpliwości, że pojadę. Ale to był katolicki pogrzeb. Moja matka była osobą głęboko wierzącą. Zresztą moja siostra i szwagier też. Ona jest absolwentką KUL-u, on był tam profesorem.
Przed wyjazdem rozmawiałem z ministrem obrony narodowej marszałkiem Spychalskim. Poinformowałem go, że chcę jechać.
Po co?
Bo na drugi dzień i tak miałby na biurku informację, że generał Jaruzelski był na katolickim pogrzebie. Uznałem, że będzie lepiej, gdy otrzyma ją wcześniej i ode mnie.
Odpowiedział: no cóż, to jest wasza decyzja, ale rozumiecie, że my w wojsku nie zachęcamy naszych oficerów do uczestnictwa w uroczystościach religijnych.
Stał Pan pod kościołem.
Tak jest.
W mundurze?
Nie, po cywilnemu.
Zrobiłem jeden krok, że na pogrzeb pojechałem, że byłem na cmentarzu i de facto uczestniczyłem w religijnym pochówku mojej matki, ale nie zrobiłem drugiego kroku: nie wszedłem do kościoła. Bardzo dzisiaj nad tym ubolewam. Ale wie pani, to było tchórzostwo i odwaga. Nie, powiem inaczej. To były: małoduszność i przyzwoitość. Małoduszność, że uległem presji ideologii, która wtedy obowiązywała, i przyzwoitość, że choć nie w pełni, ale się jej jednak przeciwstawiłem.
A gdyby Pan wszedł?
Byłoby to nielojalne wobec Spychalskiego i kierownictwa resortu. Oraz niemoralne w stosunku do podwładnych, wobec których istniały zasadnicze przeciwwskazania do uczestniczenia w podobnych uroczystościach.
Nie wolno im było po katolicku pochować najbliższych?
Krytycznie oceniane były też śluby kościelne, chrzczenie dzieci, posyłanie ich na religię. Takie fakty traktowane były u członków partii jako przejaw dwulicowości.
A te zakazy były moralne?
Dla jasności: formalnych nie było. Ale na ogół starano się ich przestrzegać, licząc się z różnymi konsekwencjami, jeśli nie bezpośrednimi, to pośrednimi - nie dostawali na przykład awansu. Takie były realia tamtego czasu. Miałem świadomość rozdwojenia. Powtarzam: bardzo ubolewam, że były.









