2013-09-22
Autor: NTNWP

Budda i Jezus - Szlachetni Wędrowcy. Wiele ich łączy

Przystanek sprawiedliwość

A przecież i buddyzm, i chrześcijaństwo u swych narodzin były ruchami reform społecznych. Miały tchnąć nowe życie w kostniejące systemy społeczno-religijne, w jakich się rozwijały. Jezus reformował religię żydowską, Budda – religię kapłanów braminów. Do obu ciągnęli ludzie z klas niższych; obaj byli zwalczani przez polityczno-religijny establishment, który widział w nich konkurentów do rządu dusz.

Obaj wędrowni nauczyciele rozbudzali nadzieję na podniesienie z dna słabych i pogardzanych. Historia tak się potoczyła, że buddyzm rozszedł się ze swej północno-indyjskiej kolebki na cały świat, a w samych Indiach jest dziś wyznawany przez niewielką mniejszość. Podobnie ułożyły się losy chrześcijaństwa, które zostało wyparte z Ziemi Świętej, gdzie powstało. I tak jak przed wiekami, przyciąga tam głównie społecznie słabszych, czyli Palestyńczyków.

A we współczesnych Indiach do buddyzmu garnęli się tamtejsi wykluczeni, tzw. niedotykalni, ludzie z najniższych kast społecznych. Ale też ludzie wykształceni, a nieakceptujący waśni islamu z hinduizmem czy wojującego nacjonalizmu i ksenofobii hinduistycznych fanatyków, o których znów, niestety, słyszymy przy okazji prześladowań indyjskich chrześcijan w stanie Orisa.

Ceniony na Zachodzie indyjski pisarz Pankraj Mishra (rocznik 1969) wyznaje, że porywa go to nastawienie buddyzmu na niesienie pomocy ludziom niemogącym się odnaleźć w swoich czasach, bo stracili oparcie w dawnej wierze i dawnej wspólnocie. To przecież niezwykle aktualne w naszej ponowoczesnej epoce, kiedy tradycyjne sztywne pojęcie tożsamości przeżywa kryzys.

Budda już 2,5 tys. lat temu pokazał, że podlegamy cierpieniom, bo żyjemy w fałszywych wyobrażeniach o sobie i świecie. Ale pokazał też, jak możemy się od tych wyobrażeń uwolnić, poznając mechanizm naszych uzależnień. Jednak Budda, według pisarza Mishry, to nie tylko radykalny psycholog i psychoterapeuta, lecz także nasz współczesny. Przestrzega przed ideologiami, które chcą nas zredukować do roli ołowianych żołnierzyków, walczących i umierających za taką czy inną świętą sprawę.

Część współczesnych chrześcijan powie coś podobnego o Jezusie. Jego Ewangelia jest także drogą do wyzwolenia duchowego i społecznego. Chrześcijaństwo ma ciemne karty historii, ale ma też ogromne zasługi w budowaniu bardziej sprawiedliwego, bardziej otwartego systemu społecznego.

Choć w środowiskach chrześcijan liberalnych, a także niektórych racjonalistów, teozofów można spotkać opinie kwestionujące zdrowie psychiczne Jezusa (dr Charles Binet-Sanglé twierdził, że Jezus nie był przy zdrowych zmysłach i miał halucynacje; prominentny nowojorski psychiatra dr William Hirsh pisał, że „wszystko co wiemy o Jezusie, pasuje doskonale do klinicznego obrazu paranoi”; Fiodor Dostojewski czy Fryderyk Nietzsche podzielali te przypuszczenia), to polemizowali z tymi poglądami m.in. Albert Schweitzer w swojej pracy doktorskiej „Psychiatryczna ocena Jezusa: zagadnienia i krytyka” czy Carl Gustav Jung, twórca psychologii głębi i szkoły psychologii analitycznej.

• Według Carla Gustava Junga Chrystus był przykładem doskonałego, zintegrowanego archetypu jaźni. Jaźń w psychologii Junga reprezentuje jedność i pełnię osobowości, wraz ze wszystkimi zjawiskami psychicznymi.
• Immanuel Kant widział w Jezusie Chrystusie afirmację „czystej dyspozycji moralnej serca”.
• Hegel twierdził, że Jezus był jednocześnie Bogiem i człowiekiem, w jednej osobie.
• Baruch Spinoza mówił o Jezusie jako o najprawdziwszym symbolu niebiańskiej mądrości.
• Napoleon czuł się przekonany, że „Jezus nie był zwykłym człowiekiem, i że nie ma porównania pomiędzy Jezusem a jakimkolwiek innym przywódcą”.
• Jean-Jacques Rousseau mówił: „Jeśli życie i śmierć Sokratesa są godne mędrca, to życie i śmierć Jezusa są godne Boga”.
• John Stuart Mill mówił o Jezusie jako o „człowieku który otrzymał specjalne i wyjątkowe polecenie od Boga, aby poprowadzić ludzkość do prawdy i cnoty”.

Na początku XXI w. twarzami chrześcijaństwa i buddyzmu są w mediach Benedykt XVI (obecnie Franciszek) i XIV Dalajlama. Żadna inna globalna religia nie ma tak rozpoznawalnych i tak słuchanych (także krytycznie) przywódców. Buddyści i chrześcijanie wcale nie muszą wyciągać z tego wniosku, że mają się jednoczyć. Wielu z nich wręcz sobie tego nie życzy. Czują się dobrze w swych tradycyjnych duchowych tożsamościach. Dalajlama zachęca zresztą, by nie porzucać pochopnie tradycji, w której się wychowało. Zasłynął jednak słowami, że jeśli Bóg jest miłością, to i on, religijny przywódca buddyzmu tybetańskiego, wierzy w Boga. A na spotkanie w Indiach z chrześcijanami uprawiającymi medytację przyniósł malowidło przedstawiające Boże Narodzenie widziane oczami artysty Tybetańczyka: wół przypominał jaka, anioł zaś – bodhisattvę. Spotkanie zorganizowano w miejscu tzw. przebudzenia Buddy.

Przystanek wolność

Gest Dalajlamy oznaczał nie tylko to, że przebudzenie Buddy jest tak ważne dla buddystów jak Boże Narodzenie dla chrześcijan. Oznaczał także, że buddyzmowi łatwiej niż chrześcijaństwu przestawić się na język innych religii, bo dostrzega, że jest to język symboliczny, a nie najgłębsza treść doświadczenia duchowego. Dlatego buddystów mniej szokuje wyznanie słynnego współczesnego buddyjskiego mnicha z Wietnamu Thich Nhat Hahna, że dzielił Eucharystię z mnichem chrześcijaninem z USA. „Niektórzy buddyści byli wstrząśnięci – pisze w książce »Żywy Budda, Żywy Jezus« – wielu chrześcijan wyglądało na naprawdę przerażonych. Dla mnie życie to życie religijne. Nie widzę żadnego powodu, by spędzać całe życie, smakując tylko jeden gatunek owoców. My, istoty ludzkie, możemy być karmieni najlepszymi wartościami wielu tradycji” (przeł. Robert Bartołd).

Wśród chrześcijan też znajdziemy takich duchowych harcowników, badających, jak daleko można posunąć się w dialogu z buddyzmem. Wciąż chyba najbardziej znany jest przykład amerykańskiego trapisty, pisarza i poety Tomasza Mertona (zm. 1968 r.). Podkreślał on, że buddyzm zabiega o wolność i niezależność człowieka od sił, które blokują mu dostęp do jego własnych zasobów ducha i psychiki.

Taka myśl przyszła do mnie: Życie rodzinne jest tłoczną, zakurzoną drogą. Odchodząc, stajesz się wolnym. Nie jest wcale łatwe życie w domu w porównaniu ze świętym życiem, które jest całkowicie doskonałe, całkowicie czyste jak wypolerowana powłoka - Budda Siakjamuni, Maha-Saccaka Sutta.

Ale im wyżej, tym sytuacja jest bardziej skomplikowana. Choć Jana Pawła II i XIV Dalajlamę łączyła głębsza duchowa znajomość, papież Wojtyła wywołał protesty buddystów wypowiedziami, że buddyzm jest ateistyczny (co brzmi dla wielu negatywnie), a chodzi w nim przede wszystkim o to, by „zobojętnieć na świat, który jest źródłem zła”. Kardynałowi Ratzingerowi zapamiętano z kolei, że nazwał zainteresowanie buddyzmem onanizmem umysłowym. I powtarzał, że dla katolicyzmu buddyzm jest większym zagrożeniem niż komunizm. Pytany o ocenę tych wypowiedzi, Dalajlama uznał je za smutny dowód niezrozumienia buddyzmu. Pochwalił za to postawę kardynała Arinze, wieloletniego watykańskiego ministra dialogu międzyreligijnego, który określił buddyzm i chrześcijaństwo jako wspólnoty przebaczenia i współczucia.

W przewidywalnej przyszłości wspólnoty Buddy i Jezusa będą szły swoimi drogami. Jakaś sztuczna religia na bazie Ewangelii i Dharmy nie ma sensu. Zwłaszcza że większość buddystów i chrześcijan uważa, że ich wiara jest najlepsza. Dziś najwięcej, czego można oczekiwać, to postawa taka jak amerykańskiego Żyda, specjalisty od dialogu religii, prof. Harolda Kasimowa: „Czerpiąc z własnego doświadczenia spotkania z buddyzmem, muszę powiedzieć, że buddyzm wzbogacił moje rozumienie judaizmu i nauczył mnie bardziej cenić tradycję, w której wyrosłem. Choć potrafię głęboko pogrążyć się w buddyjskiej medytacji, to i tak przeżycie to zdecydowanie różni się od tego, czego doświadczam podczas nabożeństwa Jom Kippur. Kocham rodziców wielu z moich przyjaciół, ale nie są to moi rodzice. Wszystkie tradycje wydały licznych świętych, lecz nie wszyscy święci są tacy sami”.

Oto dzisiejsza poprawność religijna: istnieje wiele dróg do prawdy i zbawienia, ale ja czuję się zespolony z moją, a tamte szanuję.

Lecz czasy się zmieniają. Nie wiemy, czy za sto lub dwieście lat potrzeby i oczekiwania duchowe człowieka nie zmienią się tak bardzo, że credo Kasimowa już nie wystarczy. Wtedy może się pojawić coś zupełnie nowego – równie niespodzianie i rewolucyjnie, jak pojawili się w swoim czasie ci dwaj najwięksi dotąd wędrowcy egzystencjalnej prawdy o człowieku.

Adam Szostkiewicz

Najpiękniej połączył obie te idee George Harrison, były Beatles, w piosence z 1970 r. „My sweet Lord”:

Źródło: PolitykaWikipedia

12

O Autorze

NTNWP

 > Mohandas Karamchand Gandhi (nazywany mahatmą co znaczy "wielka dusza") urodził się w rodzinie hinduskiej, w społeczności tzw. modhów (zajmującej się głównie handlem) w mieście Porbandar (Gujarat) w 1869 r. Był synem Karamchanda Gandhiego oraz jego czwartej żony Putlibaj, hinduski z odłamu wisznuickiego. Wychowywanie odebrał od matki – żarliwej wyznawczyni Wisznu. Od młodych lat poznawał zasady szanowania każdej żywej istoty, wegetarianizmu oraz poszczenia w celu samooczyszczenia organizmu i wzajemnej tolerancji pomiędzy wyznawcami różnych religii. Propagator pacyfizmu jako metody uzyskania celów politycznych.


Komentarz: 1
  1. emkaminsk emkaminsk pisze:

    Warto zwrócić uwagę, w jaki sposób buddyzm i chrześcijaństwo łączy popularny w ostatnich latach Eckhart Tolle w swoich książkach i nauczaniu na temat przebudzenia duchowego.

SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Artykuły w Kategoriach:

Pogoda

Warszawa
Przejaśnienia
1°C
Ciśnienie: 1000 mb
Wilgotność: 93%
Wiatr: 4 km/h E
Prognoza na 2014-02-09
dzień
Częściowo słonecznie, przelotne deszcze
8°C
noc
Przelotny deszcz
1°C