2013-09-22
Autor: nTimes

Budda i Jezus – Szlachetni Wędrowcy. Wiele ich łączy

Buddha-and-JesusBudda i Jezus stworzyli ruchy, które mogłyby być duchowym filarem XXI wieku, gdyby dostrzegły, jak wiele je łączy.

Na pozór wszystko ich dzieli. Jezus przyszedł na świat w ubogiej rodzinie na głębokiej prowincji; jaka, po ludzku biorąc, mogła go czekać przyszłość? Książę Siddhartha, zwany też Gautamą i Siakjamunim (mędrcem z rodu Siakjów), urodził się ponad pięć wieków przed Chrystusem w rodzinie władców państewka na pograniczu Indii Północnych z Nepalem. Gdyby chciał, mógł być kolejnym władcą. Miał żonę i syna od wczesnej młodości. Ale, tak jak w Jezusie, musiał być w nim jakiś, tak byśmy dziś powiedzieli, niepokój egzystencjalny. To on sprawił, że życie zamożne, stabilne, ale skupione tylko na sobie i na własnej rodzinie, mu nie wystarczało.

Przystanek współczucie

Zło, które przyszły Budda dostrzegał wokół siebie, kazało mu szukać prawdy zdolnej uwolnić ludzi od cierpienia. Dlatego opuszcza ukradkiem pałac, porzuca rodzinę, ścina długie włosy, zdejmuje drogie szaty i klejnoty i w wieku 29 lat zaczyna radykalnie inne życie – wędrownego ascety.

Żyłem niezwykle wykwintnie, całkowicie wykwintnie. Mój ojciec miał nawet stawy lotosowe w naszym pałacu: jeden, gdzie kwitły czerwone lotosy, jeden, gdzie kwitły białe lotosy, i jeden, gdzie kwitły niebieskie lotosy – wszystko dla mego dobra. Miałem trzy pałace: jeden na porę zimną, jeden na porę gorącą i jeden na porę deszczową – Budda Siakjamuni, Sukhamala Sutta.

Jezus w tym samym mniej więcej wieku rozpoczyna wędrówkę po Galilei. Swoją prawdę wyraził językiem zrozumiałym dla współczesnych: jestem prawdą, drogą, życiem, jestem tym, kogo zbawcze przyjście zapowiada Biblia, kto we mnie uwierzy, będzie ocalony od zniszczenia po śmierci. Budda nie użyłby takiego języka. Mówił, że jest tylko tym, który wskazuje drogę wyzwolenia, a nie samym wyzwoleniem. A wkroczyć na tę drogę może każdy, każdy może zostać Buddą.

Jest więc między oboma nauczycielami zasadnicza różnica: Budda nie uważał się za Boga ani nie odwoływał do idei Boga, bo w jego tradycji filozoficznej i religijnej ta idea nie istniała w rozumieniu zachodnim, monoteistycznym. Dlatego pierwotny buddyzm nazywamy raczej filozofią człowieka i rzeczywistości, a nie religią. Buddyzm rozwija się od ponad dwu tysięcy lat w wielu wydaniach, azjatyckich i zachodnich, nie miał nigdy centrali ani inkwizycji stojącej na straży dogmatów, za to miał od zarania praktyczne, racjonalne nastawienie, niechętne spekulacjom metafizycznym. Nie zabraniał jednak szerokim rzeszom czcić Buddy na zasadzie religijnej. Ludzie modlą się w pagodach do Buddy jak chrześcijanie w kościołach do Boga. Mnisi buddyjscy bez większych trudności są w stanie porozumieć się z chrześcijańskimi w sprawach życia w wyrzeczeniu i kontemplacji.

To nie przypadek, że benedyktyni tak bardzo interesują się buddyjską medytacją i goszczą u siebie dalajlamę i innych przedstawicieli duchowości orientalnej. Wielki dwudziestowieczny filozof katolicki Romano Guardini dobrze wyczuł tę frapującą bliskość mimo wszelkich różnic. Pisał: Jednego tylko człowieka można by próbować zestawiać z Chrystusem – Buddę. Człowiek ten to wielka tajemnica. Jest wolny, ale nie wolnością Jezusa Chrystusa. Tego, co rozumie on przez Najwyższe Przebudzenie, nikt jeszcze nie zrozumiał ze stanowiska chrześcijańskiego. Nie zrozumiał może dlatego, że dopiero w naszych czasach zmienia się podejście do zagadki wielości religii. Dawniej widziano w tej wielości raczej zagrożenie niż zachętę do wzajemnego poznania się. Chrześcijaństwo uważało się za jedyną prawdziwą religię i patrzyło z góry na inne. Buddyzm uznano za postawę pesymizmu i bierności, wypraną z autentycznych wartości etycznych i duchowych.

Kościelni krytycy buddyzmu nie dostrzegali lub pomijali milczeniem zbieżności nauk i postawy Jezusa i Buddy – przede wszystkim właśnie etycznej. Jeśli spojrzeć na nich obu okiem współczesnym, bez uprzedzeń, wydają się niemal duchowymi braćmi, a ich przesłania dopełniają się jak skrzydła jednego okna na świat ludzkich wartości.

Tak widziane chrześcijaństwo to prawa osoby ludzkiej, ekumenizm, dialog międzyreligijny, budowana na miłości bliźniego pomoc humanitarna, natomiast buddyzm to swoboda duchowych poszukiwań, świadomość ekologiczna, wspólnota wszystkich istot żyjących, a nie tylko ludzi, odrzucenie przemocy jako zasady stosunków między jednostkami i narodami. W sumie – nie najgorszy program na ciężkie, kryzysowe czasy.

God-Genes-World-Religion-MapPrzystanek kuszenie

Podobnie jak Jezus, Budda lubił się spotykać i rozmawiać nie tylko z wędrującymi wraz z nim uczniami, lecz także ze zwykłymi ludźmi, pod gołym niebem. Na ścieżce ascezy nie znalazł jednak tego, czego szukał i co kazało mu wyrzec się normalnego życia. Skrajnie wyczerpany umartwianiem się, opuszczony przez kilku ascetów, którzy mu wcześniej towarzyszyli, przyszły Budda skrzyżował nogi w pozycji lotosu pod świętym drzewem figowym w miejscowości Gaja (Bodhagaya) w ówczesnym północnym królestwie Magadhy, po którym wędrował, szukając, na razie bezskutecznie, duchowego oświecenia. Pogrążył się w medytacji na 49 dni i nocy.

To kluczowy moment. (Pamiętamy 40 dni Jezusa na pustyni). 35-letni Gautama doznaje w efekcie oświecenia, bodhi, staje się Buddą, przebudzonym ze snu pozorów i złudzeń, mistrzem i nauczycielem prawdziwej wolności. Odkrywa, że droga do owej wolności jest drogą między skrajnościami, drogą środka, odrzucającą zarówno udręki ascezy, jak i hedonistyczne używanie życia. Obie te zabójcze skrajności są wynikiem fałszywego podejścia do rzeczywistości.

Ale oświecenie nie przyszło bez walki. Gautama jest kuszony, by wstał spod rozłożystego figowca i przerwał medytację. Mara, indyjski szatan, bombarduje go złymi wieściami, podsuwa erotyczne wizje, napuszcza żywioły przyrody. Mara żąda dowodów, że Gautama nie jest szarlatanem, że nie szuka tylko rozgłosu. Lecz tak jak Jezus na pustyni, Gautama nie ulega kusicielowi. A świadczy za nim Ziemia, której Gautama dotknął dłonią atakowany przez Marę. – Ja jestem jego świadkiem – odzywa się Ziemia głosem gromu. Uderzająco podobną scenę znajdujemy w Ewangelii: – Tyś jest mój Syn umiłowany – odzywa się niebo na widok Jezusa wychodzącego z Jordanu, gdzie przyjął chrzest od Jana. I tak Koło Dharmy, powszechnego prawa życia i śmierci, poszło w ruch. Odtąd Budda będzie głosił cztery prawdy o cierpieniu i wyzwoleniu od cierpienia ludziom wszystkich stanów w kotlinie Gangesu, aż do śmierci w 80 roku życia.

W XIX w. – kiedy zaczęto się na Zachodzie interesować buddyzmem, nie żeby go zwalczać, lecz poznać – przypomniano, że kontakty między chrześcijaństwem i buddyzmem istniały już w starożytności – imię Buddy wymienia już Klemens Aleksandryjski.

W średniowieczu wielką popularność zdobyła legenda o Barlaamie i Jozafacie (Joazafie). Ten Jozafat to zniekształcone imię bodhisattwa, oznaczające Buddę. Królewicz Jozafat nawraca się, wbrew woli ojca, na chrześcijaństwo pod wpływem pustelnika Barlaama. Po objęciu tronu ustanawia nową religię w swym królestwie, a kiedy się ugruntowała, abdykuje i sam zaczyna pełne umartwień życie pustelnika. Bohaterów tej legendy – a więc i Buddę! – uznano w XVI w. za świętych; Kościół wspominał ich 27 listopada. Legenda poszła w końcu w zapomnienie. Choć ochrzciła Buddę, co naturalnie nie musi się podobać buddystom, pokazuje, że Orient przyciągał uwagę świata chrześcijańskiego. Co gorliwsi orędownicy zbliżenia z buddyzmem spekulowali nawet, że Jezus, nim zaczął swą misję publiczną, wyprawił się do Indii i zgłębiał tam jej duchowe tajemnice (na co nie ma historycznych dowodów).

Na Zachodzie jednak, często nawet w naszych czasach, powtarza się krzywdzące stereotypy, przedstawiające buddyzm jako odwrócenie się od świata i historii, obojętność na innych, skupienie się wyłącznie na swoim oświeceniu i wyzwoleniu. W takim wypaczonym ujęciu buddyści wychodzą na egoistów, za to chrześcijanie na altruistów, a buddyzm – na pseudoreligię pyszałków wierzących, że mogą o własnych siłach, bez pomocy Boga i Kościoła, dostąpić zbawienia. Podobnie niesprawiedliwe sądy można też spotkać o chrześcijaństwie po stronie buddyjskiej. I chrześcijaństwo, i buddyzm mają swych fundamentalistów i fanatyków.

Na dodatek, po rozpadzie systemu kolonialnego, wielu Azjatom wydawało się, że ich kraje muszą się odwrócić od Zachodu (a więc i chrześcijaństwa), a oprzeć albo na buddyzmie, albo na adaptowanym marksizmie. XIV Dalajlama był zafascynowany komunizmem. Trzeba jednak pamiętać, jak bezmierna była azjatycka nędza i zacofanie, w tym w Tybecie i Chinach.

 

12
Komentarz: 1
  1. emkaminsk pisze:

    Warto zwrócić uwagę, w jaki sposób buddyzm i chrześcijaństwo łączy popularny w ostatnich latach Eckhart Tolle w swoich książkach i nauczaniu na temat przebudzenia duchowego.

SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Poznaj Chiny

Artykuły w Kategoriach:

Ziemia Nocą

Komentarze (temp. OFF)

Teleskop Hubble'a