2013-11-01
Autor: nTimes

Po przodkach dziedziczymy wspomnienia, na przykład strach

Influence-in-Subsequent-Generations

Wiesz, że może cię dręczyć strach dziadka, ojca lub prapraprzodka? Dzieje się tak, ponieważ dziedziczymy wspomnienia poprzednich pokoleń. I choć jeszcze jakiś czas temu wydawało się to naukową herezją, doświadczenia pokazują, że coś jest na rzeczy. Wszystko dzięki mechanizmom, które uaktywniają lub usypiają nasze geny. Często także u naszych dzieci i wnuków.

Sprawa śmierdzi. Czujesz to całym swoim ciałem. A twój mózg wyraźnie domaga się, żebyś odpuścił. Ciarki chodzą po plecach i nieokreślony niepokój rozsiada się w twojej głowie. I trudno jednoznacznie powiedzieć, o co chodzi. Czego się boisz?

Zapytaj ojca. Albo dziadka. Bo to ich niepokój dręczy cię teraz w niespodziewanych okolicznościach. Odziedziczyłeś go w genach.

Tak, wiem, trąci Lamarckiem. To ten francuski biolog na początku XIX wieku wymyślił, że cechy nabyte mogą być dziedziczone. Pogląd ten, krytykowany przez wielu badaczy, skompromitował się ostatecznie, gdy w okresie Rosji radzieckiej zaprzągł go w kierat ideologii stalinowski agronom Trofim Łysenko. A tu masz!

Kazali myszom wąchać wiśnie. Co z tego wynikło?

Najnowsze badania opublikowane w „Nature Neuroscience” wywołują chichot historii. Dowodzą bowiem, że pewne cechy nabyte mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Jak na przykład reakcja lękowa wobec określonych zapachów.

Odkryto to, każąc myszom wąchać zapach kwiatu wiśni. Nie wiemy nic na temat tego, czy to dla gryzoni woń równie upojna co dla ludzi. Wygląda jednak na to, że nie mają do niej w zasadzie specjalnego stosunku. Chyba że w doświadczenie wkroczy eksperymentator i wąchającą wiśnie mysz trąci prądem. Niewiele trzeba, by w tej sytuacji zapach wiśni zaczął się zwierzętom kojarzyć z potężnym stresem i wywoływał strach. Woń wiśni czyni wtedy takie gryzonie bardzo nerwowymi i rozkojarzonymi. W ich mózgu także następuje zmiana – w korze węchowej pojawia się więcej receptorów reagujących na ten zapach, by dało się go wyczuć – jako zwiastujący niebezpieczeństwo – w znacznie niższych stężeniach (receptory te noszą nazwę M71). Gen odpowiedzialny za ten receptor zostaje pobudzony do działania. A to niezła gratka dla naukowców – bo dokładnie wiedzą, jaki to gen.

Lęk przed wiśniowym zapachem przeniósł się na potomstwo

Naukowcy z Emory University School of medicine w Atlancie postanowili sprawdzić, czy lęk przed wiśniowym zapachem nie przenosi się z owym genem na kolejne pokolenia myszy. Choć, na zdrowy rozsądek – czemu miało by tak się stać?

Od samców myszy bojących się wiśniowej woni pobrano nasienie. Zapłodniono nim samiczki, a gdy poczęte w ten sposób małe myszki dorosły, poddano je węchowej próbie. I co? Te pochodzące od ojców, dla których wiśnia równała się szokowi elektrycznemu (choć przecież ich dzieci nie miały o tym pojęcia), czując zapach, zaczynały zachowywać się naprawdę nerwowo. Co więcej, robiło tak też ich potomstwo. A bardzo dbano, by myszy nie miały ze sobą fizycznego kontaktu. Strach przed wiśnią mógł się przenieść jedynie przez dziedziczenie. I tak! Kolejne pokolenia miały w mózgach więcej receptorów M71.

Jak to możliwe?

Lamarcka ucieszyłaby wieść o mechanizmie, który za tym wszystkim stoi: epigenetyce. Co to takiego? Najkrócej rzecz ujmując, to rozmaite czynniki, które wpływają na ekspresję lub wyciszenie różnych naszych genów. Bo nieważne, co odziedziczymy po rodzicach – środowisko, w którym żyjemy, może zmienić działanie naszego DNA. Jak?

Co się stało, że geny nagle przestały działać?

Randy-Jirtle-thumbOdpowiedź na to przyniosły m.in. badania przeprowadzone przez dr Randy Jirtle z amerykańskiego Duke University (e-mail: jirtle@geneimprint.com). Zajmował się on myszami agouti. Laboratoryjną odmianą gryzoni, które od zawsze były żółte, grube i cierpiały na cukrzycę. Tak stworzyli je naukowcy, by badać na nich ludzkie choroby. Wszystkie kolejne myszy rodzące się z mamy i taty agouti wyglądały i zachowywały się tak samo.

Do czasu aż dr Jirtle zmienił dietę pewnej grupie ciężarnych myszek. Podawał im więcej kwasu foliowego, witamin z grupy B, soli organicznych. Jakie było jego zdumienie, kiedy nagle w laboratoryjnej klatce pojawiały się małe myszki jakby wzięte od innych rodziców: szczuplutkie, zwinne, brązowe. Zdrowe. Wyglądało na to, że w jakiś tajemniczy sposób geny, które z takim mozołem zaszczepiali myszom naukowcy, by wyhodować z nich chorowite spaślaki, nagle przestały działać. Ktoś lub coś je wyłączyło. Co?

Metylacja. Pod tą mało przyjaźnie brzmiącą nazwą kryje się pewna reakcja chemiczna. Polega na tym, że do rozmaitych naszych genów może przyczepić się cząsteczka zwana grupą metylową. A kiedy już się przyczepi, działa jak korek. Zatyka gen. Wyłącza go. Dezaktywuje.

Influence-in-Subsequent-Generations-Agouti

Laboratoryjna odmiana myszy Agouti, które od zawsze były żółte, grube i cierpiały na cukrzycę (po lewej). Po prawej – mysz poddana diecie dr Randy Jirtle’a – szczupła, zwinna, brązowa, zdrowa.

12

SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Poznaj Chiny

Artykuły w Kategoriach:

Ziemia Nocą

Komentarze (temp. OFF)

Teleskop Hubble'a