2013-06-20
Autor: nTimes

To nasze narkotyki mnożą biedę i zyski Karteli Narkotykowych

Co wspólnego z wojną z narkotykami mają te fabryki na pograniczach?

- Chodzi o dehumanizację. W tych fabrykach życie ludzkie traci na znaczeniu. Poza tym w systemie, który mamy, tym turbokapitalizmie, korporacje przetrząsają glob w poszukiwaniu jak najtańszej siły roboczej. Niektóre koncerny doszły do wniosku, że opłaca im się przeprowadzić fabryki z Meksyku do Hondurasu czy Azji, nawet biorąc pod uwagę koszty transportu. Część koncernów więc przeniosła produkcję i porzuciła miasta, metropolie, które nie miały jednak nawet porządnego systemu szkół czy nawet elektryczności.

W tych porzuconych miastach praca została już niemal tylko w narkobiznesie. Struktura płac czy ścieżki kariery są tam jasne: najpierw jesteś tym, który stoi na czatach, potem zostajesz kierowcą podczas porwania, potem porywasz, potem zabijasz.

To klisze, ale jak się mówi - biedny Meksyk jest daleko od Boga, ale blisko Stanów Zjednoczonych… Coś w tym jednak jest. Ameryka: ta fantasmagoria, gdzie centra handlowe ociekają brokatem i skąd pochodzą hollywoodzkie mity. No bo kim są członkowie narkogangów? Jeśli udało im się zrobić karierę, to stać ich na podkoszulek za 100 dolarów. Jeśli marzy im się ta chica, to muszą mieć tego iPhone’a, a nie tamtego, albo jakiegoś konkretnego SUV-a.

Oczywiście, to nie jest aż tak banalne, ale nie da się też przecenić tego aspektu. Narko są wzorami do naśladowania. 10-latek widzi rodziców wracających wyczerpanych z fabryki, gdzie zarabiają kilkaset peso. Widzi też gangsterów ze złotymi łańcuchami na szyi, świetnymi samochodami i kobietami. Kim chciałbyś być?

Amerykanom udaje się utrzymywać tę wojnę w granicach Meksyku. Przemoc nie rozlewa się na teren USA. Jak dużym zagrożeniem dla Amerykanów jest więc ta wojna?

- Rzeczywiście, wojna nie rozlewa się, jak można by przewidywać. Ale też kartele nie chcą, by tak się stało. Trzeba jednak zaznaczyć, że w przygranicznych amerykańskich stanach dochodziło do poważnych przestępstw, np. kartele porywały migrantów. W USA przemoc związana jest ze spożywaniem i sprzedażą narkotyków - speedu, cracku i metamfetaminy.

Powinniśmy też dodać, że Amerykanie de facto w dużej mierze uzbrajają kartele?

- Tak. Jest to bardzo korzystne dla karteli, że w czterech stanach, które graniczą z Meksykiem, posiadanie broni jest powszechne. Sprzyjają temu kultura i prawo.

W dyskusjach o dostępie do broni często zapomina się o tym ważnym argumencie.

- Nawet bardzo istotnym. 90 proc. broni, która została użyta w zabójstwach w Meksyku, została sprowadzona z jednego ze stanów graniczących z Meksykiem, większość z Teksasu. To jest absurdalna sytuacja, w której amerykańska prawica z jednej strony zaciekle obstaje przy swoim prawie do posiadania broni, z drugiej - nawołuje do walki z kartelami. A wystarczyłoby ich nie dozbrajać!

Czy można wygrać tę wojnę?

- Jedynie głupiec próbowałby sugerować rozwiązanie, ale możemy spróbować… Jest jedna, prosta rzecz, którą można by zrobić - iść śladem pieniędzy, które są prane przez banki. To oburzające, że takie banki jak Wachovia i HSBC są niemal bezkarne. Możemy głośno wymieniać ich nazwy, bo zostały przyłapane…

Ale okazały się zbyt duże, by je pozwać. Tak samo jak po wybuchu kryzysu - były zbyt duże, by pozwolić im zbankrutować.

- Dla nas miliard dolarów kary to ogromne pieniądze, ale dla nich to tyle, ile dajesz żebrakowi na ulicy. A więc sygnał, który kartele dostają od rządów, brzmi: kontynuujcie. Taki sam sygnał idzie do banków. Jedno z moich źródeł, gdy przyjrzało się przelewom z Meksyku, próbowało podnieść alarm w banku Wachovia. Podziękowali mu za ostrzeżenie i nie zrobili nic. Kazali mu się zamknąć.

Ale jest jeszcze legalizacja. To chyba główne przesłanie od latynoamerykańskich polityków do północnego sąsiada i do Europejczyków. Apelują, by rządy legalizowały nie tylko spożycie, bo to ono napędza handel, ale również produkcję, bo inaczej zostanie ona w Meksyku.

- Oczywiście, delegalizacja marihuany jest niedorzeczna. To, że ktoś za jej palenie trafia do więzienia, to groteska. Ale mam wrażenie, że politycy nie do końca rozumieją, dlaczego ludzie biorą twarde narkotyki. Myślę, że zakładają, że ludzie je biorą, bo tak jest fajnie, bo człowiek dobrze się przy tym bawi. A to nie zawsze jest prawda.

Wielu bardzo biednych ludzi bierze narkotyki, ponieważ ich życie jest tak koszmarne, że chcą się od niego odciąć. Nie mówię, że jestem przeciwko legalizacji narkotyków twardych, ale mam wiele wątpliwości. Jeśli zostaną zalegalizowane, to kto to będzie produkował? Prawdopodobnie koncerny typu GlaxoSmithKline albo Johnson&Johnson. Czy wierzymy, że te firmy będą sprzedawać tak mało, jak się da? Koncerny farmaceutyczne tak nie działają…

Myśli pan, że będą wspierać sprzedaż reklamą?

- Dlaczego nie? Doświadczenie pokazuje, że wielkie koncerny nie są zbyt zainteresowane dobrem mieszkańców biedniejszej części świata.

Ale mówiliśmy przecież, że produkcja narkotyków jest napędzana przede wszystkim przez popyt z USA i Europy.

- Gdy rzeka płynie, to ludzie piją… Niestety, popyt na narkotyki wzrósł też w Meksyku czy Ameryce Południowej. W krajach, które produkują czy też przez które przechodzą szlaki przerzutowe, jest coraz więcej cracku [forma kokainy]. Walka powinna być prowadzona z tym, co sprawia, że ludzie biorą narkotyki. A to jest bieda i poczucie beznadziei. W tych nawoływaniach do legalizacji jest coś burżuazyjnego i hippisowskiego. Nie ufam tym argumentom.

Oczywiście, to nie dotyczy marihuany. To oczywiste, że powinna być legalna. Myślę, że Marlboro ma już prototyp marlboro green - “zielonego” marlboro - oczywiście w tajemnicy. Myślę, że do tego dojdzie.

Sytuacja w Meksyku zdegeneruje się jeszcze bardziej?

- To nie jest jeszcze samo dno. Są dwa możliwe scenariusze. Jeden zakłada, że władze doprowadzają do swego rodzaju niepisanego porozumienia z jednym z dominujących karteli. Ten powstrzymuje się od masowego działania w zamian za milczenie i brak interwencji władz. Włosi nazywają to Pax Mafiosa. Rząd ściga tylko płotki, żeby dobrze wyglądało w telewizji, a narkotyki płyną dalej.

Drugi model zakłada zmiażdżenie karteli. Ten model właśnie wybrali Amerykanie. Chodzi o to, żeby osłabić i podzielić kartele. Ale to jak rozbijanie gniazda, z którego wyfruwają osy i żądlą w panice co popadnie. Nie da się tego kontrolować.

Myślę, że bardziej prawdopodobne jest, że nowy rząd w Meksyku wejdzie w pewne porozumienie z kartelem Sinaloa, aby zredukować poziom przemocy. Niektórzy twierdzą, że to już się dzieje. Problem polega na tym, że oprócz Sinaloa mamy Los Zetas, patologiczny, paramilitarny kartel z kilkoma tysiącami ludzi. Obawiam się, że następnymi ofiarami będą Gwatemala i Honduras, bo tamtędy prowadzą szlaki przerzutowe, o które walczą kartele. A są tam ciężko uzbrojeni. Tymczasem te kraje są wyczerpane dekadami wojen ideologicznych. Nie mają wystarczającej siły, by oprzeć się kartelom.

Rozmawiała Agnieszka Lichnerowicz, współpraca Zuzanna Piechowicz

Ed Vulliamy (ur. 1954), brytyjski dziennikarz i pisarz. Był korespondentem “The Observer” w Stanach Zjednoczonych oraz “The Guardian” we Włoszech. W 1996 roku jako pierwszy dziennikarz w historii zeznawał w Międzynarodowym Trybunale Karnym dla byłej Jugosławii. Wierzy, że zeznawanie w sprawach związanych z łamaniem prawa humanitarnego jest obowiązkiem dziennikarzy, i prowadzi liczne wykłady na ten temat. Jest laureatem prestiżowych nagród, m.in. James Cameron Award, Amnesty International Media Award i dwukrotnie International Reporter of the Year Award (w 1993 i 1997 roku).

W 2012 r. wydawnictwo Czarne wydało jego książkę “Ameksyka. Wojna wzdłuż granicy”. To wstrząsająca historia terroru rozgrywającego się na pograniczu amerykańsko-meksykańskim — w swoistym państwie, które należy zarówno do Stanów Zjednoczonych, jak i Meksyku, a jednocześnie do żadnego z nich — w czasie gdy wojna narkotykowa osiąga tam największe nasilenie. W 2009 roku Vulliamy ruszył w podróż wzdłuż tej granicy, od wybrzeża Pacyfiku po Zatokę Meksykańską, od Tijuany do Matamoros, w podróż przez krwawy krajobraz korupcji i wojny domowej, a zarazem piękna, radości i życia. Dzięki temu może opisać, jak działają kartele i gangi, jak organizuje się przemyt ludzi, narkotyków i broni, jak z Meksyku ucieka klasa średnia, a rosnąca popularność amerykańskiej kultury celebrytów podsyca przemoc; wyjaśnia powiązania biznesu narkotykowego z gospodarką; opisuje bezlitosne morderstwa kobiet w Ciudad Juarez. Bohaterowie, łotrzy i ofiary — odważni i samotni policjanci, księża, kobiety, dziennikarze walczący z przemocą; gangi i płatni mordercy — wszystko to ożywa w tej wyjątkowej książce. Jak pisze magazyn literacki Kirkus Reviews “to dobitnie napisana relacja wywołująca koszmary nocne”.

Źródło: Tok FM
Możesz kupić książkę: Ameksyka. Wojna wzdłuż granicy

12

O Autorze

nTimes

 > John Lennon "Imagine": Imagine there’s no Countries... Imagine no Possession... Nothing to Kill or Die For... And no Religion too... No Need for Greed or Hunger... A Brotherhood of Man... Mahatma Gandhi: Najpierw cię ignorują. Potem śmieją się z ciebie. Później z tobą walczą. W końcu wygrywasz ▪ Siedem grzechów społecznych: polityka bez zasad, bogactwo bez pracy, przyjemność bez sumienia, wiedza bez osobowości, wiara bez poświęcenia, nauka bez człowieczeństwa oraz handel bez moralności ▪ Religie to różne drogi prowadzące do tego samego celu. Jakaż to jest różnica, którą z nich wybierzemy? Jaki cel więc mają te kłótnie między nami? ▪ Słabi nigdy nie potrafią przebaczać. Przebaczenie jest cnotą silnych ▪ Jakże wielkiej daniny grzechu i błędów wymaga od człowieka bogactwo i władza ▪ Nie znam większego grzechu niż uciskanie słabszych w imieniu Boga ▪ Jest wiele powodów, dla których mogę być przygotowany na śmierć, ale nie ma żadnego, dla którego gotów byłbym zabić ▪ Albert Einstein: Nie ma rzeczywistości samej w sobie, są tylko obrazy widziane z różnych perspektyw ▪ Gdy miałem dwadzieścia lat, myślałem tylko o kochaniu. Lecz później kochałem już tylko myśleć ▪ Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Co do tej pierwszej istnieją jednak pewne wątpliwości ▪ Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa ▪ Jestem bardzo głęboko religijnym niewierzącym ▪ Gospodarcza anarchia społeczeństwa kapitalistycznego w jego dzisiejszej formie jest, moim zdaniem, prawdziwym źródłem zła ▪ Wszyscy wokół wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia taki, który o tym nie wie, i on właśnie to coś robi ▪ Nie wiem, jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi.



SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Artykuły w Kategoriach:

Ziemia: Pory Roku

Pogoda

Warszawa
Przeważnie pochmurnie
4°C
Ciśnienie: 1010 mb
Wilgotność: 86%
Wiatr: 25 km/h W
Prognoza 2015-01-09
dzień
Deszcz ze śniegiem
4°C
noc
Przelotny deszcz
2°C
 

Ziemia Nocą

Start. Zrobimy to razem!

Chcemy Ci dać portal, jakiego brakuje. Inteligentny, rzetelny, wszechstronny, profesjonalny. Aha, i - taki "drobiazg" - uczciwy. Tu znajdzie pracę wielu z Was, chcących pisać o Wiedzy, nie o celebrytach. Wpłać choćby 5 zł, wystarczy! Zobaczysz jak wielu z nas jest urzeczonych Nauką i Wiedzą. Odpłacimy Ci się z nawiązką - wiemy jak, mamy na to pomysł. Zdrowy Kapitalizm, a nie dzisiejszy Przekrętalizm.