Teresa Torańska: wywiad z Wojciechem Jaruzelskim (część II)
Marzec 1981 r. („rok Solidarności”), Jaruzelski uczestniczy w ćwiczeniach wojsk Układu Warszawskiego „Sojuz-81″ (trwających do 7 kwietnia) z ministrami obrony państw członków Układu Warszawskiego. Po jego prawej stronie głównodowodzący UW Wiktor Kulikow (ZSRR), po lewej minister obrony Czechosłowacji - gen. Martin Dzur.
Strzelał?
Nie. Na płaszczyźnie wojskowej działania te koordynował sztab Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego.
Marszałek Jakubowski?
Ogromny, ciężki, ze 150 kg wagi. W czasie wojny był dowódcą brygady czołgów, wyzwalał Sandomierz, Częstochowę, bardzo dzielnie walczył, dostał odznaczenie Bohatera Związku Radzieckiego. Kiedy wkraczaliśmy do Czechosłowacji, był naczelnym dowódcą Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego. Koordynował działania wojsk. Kursował między Legnicą a Czechosłowacją, odwiedzał Warszawę. Pewnego razu zrelacjonował mi, co on tam w tej Czechosłowacji zobaczył po wkroczeniu. Tłum na ulicy jakiegoś czeskiego miasta skanduje „precz ze Związkiem Radzieckim”, a na czele tego tłumu najgłośniej krzyczy w pierwszym szeregu jakiś młodzian wysoki, kędzierzawy i ryży - zaakcentował Jakubowski. Ja podoszoł k niemu, podniał kułak - opowiadał Jakubowski, a pięść miał jak bochen chleba - i skazał: ja tiebia job…, przepraszam panią, nie powtórzę, kak gwoźdź w ziemlu zabiju. I ten kędzierzawy zaczął wtedy krzyczeć: da zdrastwujet Sowietskij Sojuz.
Śmieszne?
Nie, nie, dla Jakubowskiego ta zmiana postawy młodego Czecha nie była śmieszna. Dla niego była dowodem, czym jest siła armii.
A Pan z czego się śmieje?
Ja bardzo lubię Czechów, ale czy wyobraża sobie pani taką zmianę reakcji w Polsce?
Tak, wyobrażam sobie.
Ja nie. A potem pamiętam, jak oni nam dziękowali.
Kto dziękował?
Władze czechosłowackie. Mnie przede wszystkim wojskowi. Minister obrony narodowej Dzur oraz inni. Spotykałem się z nimi i za każdym razem nawiązywali do tych wydarzeń. I ciągle podkreślali, że dzięki interwencji mogą normalnie żyć i pracować.
Dubczek, Smrkowski, Młynarz też dziękowali?
Akurat z Dubczekiem nie miałem kontaktu.
Rola Gomułki w sprawie Czechosłowacji była decydująca, przesądzająca. Każdy się go bał. A najbardziej jego najbliżsi współpracownicy, którzy go kiedyś albo zdradzili, albo nie do końca zachowali się lojalnie. Ci bali się go podwójnie. Nawet taki twardy, mocny człowiek jak Moczar. W końcu lat 60., pamiętam, poszedłem do Moczara do KC, był wtedy sekretarzem, m.in. od spraw bezpieczeństwa, i powiedziałem: słuchaj, Mietek, narasta niezadowolenie, do mnie również kanałami wojskowymi płyną informacje, że naród się burzy, „Wiesław” powinien o tym wiedzieć. Nie, nie - odpowiedział Moczar - lepiej nie, bo się zdenerwuje. Rozumie pani? „Wiesław” się zdenerwuje - powiedział Moczar. Ważniejsze więc było dla niego, by „Wiesława” nie zdenerwować, niż poinformować go, że w kraju źle się dzieje.
A Pan sam nie mógł do niego pójść?
Ja? On mnie ani razu do siebie nie wezwał. Od czasu powołania na ministra, czyli od kwietnia 1968 roku do grudnia 1970, ani razu. Przez półtora roku. Wszystkie sprawy wojskowe załatwiałem z premierem Cyrankiewiczem albo z odpowiednim wicepremierem i ministrami. Gomułki rzeczywiście unikano.
Szlachcic potem - jak już był Gierek - zażartował po jakimś posiedzeniu Biura Politycznego. Obecni byli Kania, Babiuch, ktoś jeszcze. I Szlachcic nagle: a teraz - zaśmiał się - wyobraźcie sobie taką scenkę. Wchodzi „Wiesław” i krzyczy: a co wy tutaj robicie, do roboty! I my wszyscy - śmiał się głośno Szlachcic - uciekamy, gdzie kto może.
On przy Gierku był pierwszym po Bogu. Najpierw nieformalnie, a potem formalnie.
Pan był Gierkiem zafascynowany.
Podobał mi się. Na początku byłem nim wręcz oczarowany. Tak jest. Jego sposobem bycia, miał w sobie coś miękkiego, ojcowskiego, dawał się lubić. Inny klimat zapanował.








