2014-04-14
Autor: nTimes

ABC Wirtualnego Kapitalizmu, poradnik psychologiczny

Virtual-Capitalism

Życie w kryzysie i z kryzysem wymaga od nas znajomości różnych słów i pojęć, których w szkole nie przerabialiśmy. Aby zrozumieć kryzys, trzeba wiedzieć, że gospodarka każdego kraju dzieli się na realną i wirtualną. Pierwsza to rolnictwo, przemysł, handel i usługi, druga to banki, fundusze inwestycyjne, rynki finansowe, np. słynne derywaty. Zadaniem gospodarki realnej jest wytwarzanie dóbr, a misją wirtualnej zaopatrywanie tej pierwszej w kapitał niezbędny do działania i rozwoju. Gdy gospodarka wirtualna się załamuje, mamy do czynienia z kryzysem finansowym.

Kryzys działa jak porażenie prądem: paraliżuje instytucje finansowe, odwraca strumienie kapitału i przeskakuje na gospodarkę realną, sięgając wszędzie, gdzie tylko istnieją połączenia. Dlatego jego objawem jest wiele różnych zjawisk naraz: globalna susza kredytowa (patrz hasło) i załamanie handlu światowego, kłopoty banków w USA i Europie Zachodniej, osłabienie walut w Europie Środkowej i zapaść przemysłu w Azji. Skutkiem tych zaburzeń jest recesja w gospodarce realnej.

Do lat 90. siłą napędową kryzysów finansowych była najczęściej inflacja. W odpowiedzi na destabilizację, wywołaną pęknięciem bańki spekulacyjnej bądź innymi przyczynami, rządy zaczynały drukować pieniądze, powodując systemową zapaść finansową. Tak było w republice weimarskiej, niezdolnej udźwignąć reparacji po I wojnie światowej, w USA po krachu giełdowym w 1929 r. i w Polsce pod koniec lat 80., doprowadzonej na skraj bankructwa przez socjalizm i długi zagraniczne.

Dzisiejszy kryzys jest inny niż ten z lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Kluczowym problemem nie jest spadek wartości pieniądza, tylko chomikowanie kapitału przez sektor prywatny. Jest to zarazem pierwszy kryzys finansowy o zasięgu globalnym – rozszedł się po świecie tymi samymi kanałami, którymi przez ostatnich 20 lat krążył globalny kapitał. Według szacunków, straty samego sektora finansowego sięgną 3,6 bln dol. Dla porównania, II wojna światowa kosztowała USA 5 bln dol.

Czym depresja różni się od recesji? Jak mówił amerykański prezydent Harry Truman, „recesja jest wtedy, gdy pracę traci twój sąsiad, a depresja, gdy sam zostajesz zwolniony”. Recesja stanowi naturalną korektę po okresie wzrostu, a depresja niekontrolowaną zapaść. Czy są powody, by straszyć dziś Wielkim Kryzysem? Tak, bo dzisiejsza recesja również ma zasięg globalny, grozi deflacją i sparaliżowała handel światowy. Nie, bo banki centralne zwalczają suszę kredytową, rządy próbują powstrzymać deflację i pobudzić popyt, a państwa współpracują i starają się nie popadać w protekcjonizm.

Satyra-Psychiatrist

ZAUFANIE DO ODKUPIENIA

Czasy takie, że z problemami chodzimy do psychologa. Co mógłby on powiedzieć ekonomiście, finansiście, przedsiębiorcy?

1. Kryzys (zaufania)

Przewalający się przez globalną gospodarkę kryzys skłonił wielu analityków do pytania, jak dalece i w jaki sposób ludzka psychologia wpływa na procesy ekonomiczne. Bo to, że wpływa, wydaje się niewątpliwe. Zwykle jednak traktowana jest jako pewnego rodzaju czynnik dodatkowy, humanistyczny akcent zmiękczający nieco twarde i niezmienne prawa mechanicznej ekonomii.

Jednak to, o czym mówi psychologia, wcale nie jest miękkie i delikatne. A tym bardziej nie jest żadnym dodatkiem. Czasem indywidualne, kierowane fundamentalnymi emocjami zachowania ludzi sumują się, tworzą wielkie fale i prądy, które decydują o przebiegu gospodarczych zdarzeń. Czasem wznoszą one, a czasem podmywają potęgę instytucji, korporacji, a nawet państw. Z tego rodzaju sytuacją mieliśmy niedawno do czynienia.

Kryzys, którego nadal doświadczamy, wielokrotnie określany był jako kryzys zaufania. Czy sens tego stwierdzenia polega po prostu na tym, że kilku chciwych bankowców nadużyło zaufania milionów ludzi, którzy powierzyli im swoje oszczędności? Nie. Takie rozumowanie wskazywałoby właśnie na „protekcjonalny” stosunek do psychologicznych uwarunkowań ekonomii. Mówi ono bowiem coś takiego: gdyby ci bankierzy prawidłowo odgrywali swoją rolę, nic złego by się nie zdarzyło. Ale człowiek jest słaby i skłonny do grzechu, a ponieważ bankierzy zgrzeszyli, to mechanizm się zaciął…

Ale to nie jest takie proste. W ostatnim bowiem „kryzysie zaufania” chodzi o zupełnie inną rolę zaufania w gospodarce.

2. Ufam (bo nie mam wyjścia)

Czego potrzeba, by powierzyć komuś coś wartościowego? Trzeba mu zaufać. A żeby powierzyć coś, czego utrata byłaby nieodwracalna, dorobek całego życia? Trzeba obdarzyć go wielkim zaufaniem. A jeśli nie chodzi o dorobek jednego ludzkiego życia, ale o owoce wysiłku całej generacji? O lata i dziesięciolecia trudu milionów ludzi, zamienione w aktywa? Co jest warunkiem, pozwalającym powierzyć komuś coś aż tak cennego? Wydawałoby się, jeszcze więcej zaufania. Nie jest to jednak takie proste. Często bowiem zaufanie staje się w takiej sytuacji wymuszone, jest zaufaniem przypartego do muru, przerażonego, działającego pod presją konieczności.

Nasze myślenie ma tendencję do prostej ekstrapolacji: w miarę tego, jak rośnie wartość dobra powierzanego, rosnąć też musi dobrowolnie ofiarowywane zaufanie. W końcu, jeśli zaufania byśmy nie mieli, to byśmy dobra nie powierzali, tylko trzymali je w jakiejś komodzie. Ale jest inaczej, pewne dobra przygniatają swoim ciężarem, zbyt cenne, by móc pozostać w naszych rękach, zmuszają do tego, by powierzyć je innym.

Zbyt często przyjmuje się jeden podstawowy schemat sytuacji ufności; zaufanie jest w nim darem, który można po prostu dać albo nie dać. Obdarzający zaufaniem jest, w fundamentalnym sensie, wolny wobec tego wyboru. Istnieją ograniczenia tej wolności związane z tradycją kulturową albo historią danego podmiotu, ale ograniczają one coś, co jest z istoty wolną wolą: zaufać albo nie zaufać. Oczywiście szczodrzej ofiarowując zaufanie, osiągamy liczne korzyści, czy to natury ekonomicznej, czy społecznej; jednak jeśli ograniczymy naszą ufność, to najwyżej dotknie nas utrata owych korzyści, będziemy sobie spokojnie tkwić w naszym zaścianku nieufności, i tyle.

Bywa jednak zupełnie inaczej. Czasem istnienie, życie człowieka wisi tylko na nitce zaufania. Czasem podmiot wie, że albo powierzy się innemu, albo wszystko co ma, łącznie z jego własnym istnieniem, zniknie. Czasem jest pod ścianą i przerażonym wzrokiem szuka tego, kto zechce przyjąć ciężar jego życia.

Sądzę zresztą, że tak jest zazwyczaj. To przeczute zostało przez klasyków filozofii politycznej, kiedy sądzili, że władcy ufamy ze strachu o nasze życie. Tak jest zazwyczaj i tak oczywiście było w owym pogodnym dziesięcioleciu kończącym ubiegły wiek, nawet jeśli niektórym wydawało się, że było inaczej.

3. Góry makulatury (d. dolara)

Już mniej więcej dziesięć lat temu było wiadomo, że Ameryka zbyt wiele pożycza od reszty świata. Co bardziej przenikliwi ekonomiści opisywali mechanizm wielkiego kredytu, który amerykańskiej gospodarce pozwalał latami żyć ponad stan. A wraz z nią, dodajmy samokrytycznie, rozpieszczanej przez nią Europie. Dzisiaj, kiedy kryzys finansowy, „większy od tego z lat trzydziestych”, naruszył różne iluzje, a przede wszystkim poczucie niezmiennego dobrobytu i bezpieczeństwa, to spostrzeżenie rzadko wraca w analizach. A przecież jest związek pomiędzy tamtejszym ślepym przymusem pożyczania a dzisiejszym „kryzysem ufności”. Brak wzajemnego zaufania ekonomicznych podmiotów podminował gotowość do udzielania sobie przez nie pożyczek. I tak dalej, i tak dalej…

Ale właściwie, dlaczego wszyscy pożyczali Ameryce? Bo jej ufali. To jedna strona medalu. Wprowadźmy jednak do tych rozważań poruszony wyżej wątek, to znaczy kwestię przymusu. Konieczności. Braku wyboru. Siły, która stokrotnie wzmacniała potencjalną gotowość do „zaufania”.

World-in-Debt

O Autorze

nTimes

 > 

SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Poznaj Chiny

Artykuły w Kategoriach:

Ziemia Nocą

Teleskop Hubble'a