Teresa Torańska: wywiad z Wojciechem Jaruzelskim (część II)
Polowania?
Ja nie poluję. Czasami tylko uczestniczyłem w resortowych, kiedy przyjeżdżali ministrowie z zaprzyjaźnionych państw.
Coś Pan ustrzelił?
Jakieś bażanty. Ale to, wie pani, strzelało się jak w kurniku. To były bażanty hodowlane. One gdzieś siedziały, ktoś je płoszył, one zrywały się, leciały i strzelało się do nich jak do rzutków.
Przyjęcia?
Nie, nie, ja - jak chyba wiele osób wie - nie piję i nie palę. Jestem wrogiem nadużywania alkoholu. „Prezydent abstynent pijanego kraju” - napisał o mnie Jerzy Urban. Przesadnie, ale coś w tym jest.
Przyjaźnił się Pan z radzieckimi sojusznikami?
Z wieloma. Już pani mówiłem, że lubię Rosjan.
Pytał Pan ich na przykład o Katyń?
O Katyniu po raz pierwszy usłyszałem na Syberii. Miejscowa prasa podała. Wiadomo, w jakiej wersji. Potem, w wojsku, gdy stacjonowaliśmy koło Smoleńska, to było już po ukończeniu szkoły oficerskiej, w 1944 roku, dowództwo korpusu wyznaczyło delegacje z poszczególnych pułków i wysłało je do Katynia. Mnie tam nie było, ale byli koledzy. Wrócili i z pełnym przekonaniem opowiedzieli nam, że zbrodni na polskich oficerach dokonali Niemcy.
I Pan także uwierzył?
Uwierzyłem. Odbyła się tam jakaś uroczystość, szczegółów już nie pamiętam, były przemówienia. Mówiono, że okoliczni chłopi na własne oczy widzieli, że zabijali Niemcy. Do zbadania tej zbrodni powołana została komisja. W komisji tej zasiadał akademik radziecki - bardzo znany lekarz Burdenko, metropolita Nikołaj i pisarz Aleksy Tołstoj. Bezpośrednio po wojnie temat Katynia się nie pojawiał. Nawet Mikołajczyk, jak wrócił do Polski, o nim nie wspominał.
Swojej matki Pan nie pytał?
A cóż ona mogła wiedzieć! Siedząc w jakiejś chałupince na przedmieściach Bijska.
Wiedziała na pewno.
Proszę pani, mogła wyczuwać, ale nie wiedzieć. Przeczuwać a wiedzieć to dwie różne sprawy.
Chyba pod koniec lat 50. zaczęły bardzo wąską strużką płynąć, chyba na zasadzie przecieków z Zachodu albo z kręgów kościelnych, że z tym Katyniem jest coś nie tak. Wszelkie jednak podejrzenia były zawsze kategorycznie odrzucane. Nasi ówcześni przełożeni, zwłaszcza aparat polityczny na różnego rodzaju pogadankach, propagandę zachodnią, do których zaliczana była także prawda o Katyniu, negowali. W tej ripoście było wiele elementów przekonywających. Pierwszy: jeśli Związek Radziecki, czyli Stalin, chciał zlikwidować polską kadrę, to dlaczego nie zlikwidował najważniejszych, a więc najbardziej niebezpiecznych: Andersa, Tokarzewskiego, Borutę-Spiechowicza, Okulickiego.
Okulickiego zlikwidował.
No, to dużo później. I też nie zlikwidował. Okulicki umarł w więzieniu.
Wie Pan?
Nie wiem. Po drugie, na tych listach opublikowanych przez Niemców znalazły się osoby żyjące i cieszące się dobrym zdrowiem, m.in. prof. Bierzanek. Po trzecie, ja widziałem, do czego Niemcy byli zdolni. Widziałem Majdanek. Jako zwiadowca wszedłem do obozu w Sachsenhausen, brałem udział w jego wyzwalaniu.








