Teresa Torańska: wywiad z Wojciechem Jaruzelskim (część II)
A gen. Popławski?
Dużo mu zawdzięczam. Zobaczył mnie, gdy przyjechał do Wyższej Szkoły Piechoty na inspekcję. Był dowódcą wojsk lądowych. W Rembertowie prowadziłem ćwiczenia z taktyki, obserwował je i pochwalił. I cisza. A potem nagle dowiaduję się, że gen. Popławski powołał komisję do inspekcji dywizji stacjonującej w Gdańsku, są w niej oficerowie z Wyższej Szkoły Piechoty i jest moje nazwisko. Po zakończeniu inspekcji znalazłem się wśród oceniających i moje nazwisko umieszczono w protokole. Ten protokół musiał do niego dotrzeć. Zostałem wezwany do kadr i poinformowany, że jest decyzja o skierowaniu mnie na szefa jednego z wydziałów Głównego Zarządu Wyszkolenia Bojowego. W końcowej fazie pobytu gen. Popławskiego w Polsce, bo wyjechał do ZSRR w 1956 roku, byłem jego bezpośrednim podwładnym.
Teraz czytam, i to gdzie?! - w encyklopedii wydanej w 1991 roku - że był przefarbowanym Rosjaninem Gorochowem. Nie do wiary!
W Armii Czerwonej od 1920 roku, od 17. roku życia.
Ale był Polakiem. Autentycznym! Mówił dobrze po polsku, jego żona także, miała na imię Jadwiga. Nigdy nie przypuszczałem, dla mnie to było coś szokującego, że historyk, poważny, może tak manipulować faktami.
Pan też manipuluje.
Ja nie jestem historykiem. Ja jestem politykiem. Ale przepraszam, w czym manipuluję, gdzie?
Twierdząc, że przesadza się z tymi generałami radzieckimi w polskiej armii.
Bo się przesadza. Ich naprawdę nie było tak wielu.
Ale na kluczowych, najwyższych stanowiskach.
To prawda. Zwłaszcza po przyjściu Rokossowskiego. Ale ogólnie ilu dokładnie ich było? Około 3 procent. A w 1954 roku już tylko niecały 1 procent. Czyli cztery, pięć razy mniej niż oficerów przedwojennych.
Radzieccy objęli stanowiska po aresztowanych: Kuropiesce, Mossorze, Paszkowskim oraz 129 oficerach oskarżonych o konspirację w wojsku?
W sposób bardzo dobitny, wręcz namacalny wykazywano nam, że oni prowadzili działalność antypaństwową, szpiegowską…
…i dywersyjną?
Nie, to słowo chyba wtedy nie padało. Dużo się mówiło na pewno o ich szpiegostwie. A to, co się mówiło, brzmiało logicznie. Wszyscy przez panią wymienieni oficerowie byli oficerami przedwojennymi, czyli wychowanymi w innym systemie wartości, więc z natury rzeczy musieli być przesiąknięci - jak wtedy mówiono - sanacyjnym, burżuazyjnym sposobem myślenia. Oskarżono ich więc, że najpierw zakamuflowali się po to, by do wojska się dostać, a potem zaczęli mu szkodzić.
Niektórych Pan znał.
Znałem tylko gen. Floryanowicza. Był komendantem Centrum Wyszkolenia Piechoty, kiedy tam studiowałem.
Przez rok.
Po nim nastał radziecki generał Ostap Steca, tak jest. Ale działo się to w określonym historycznym czasie. Nie tylko dlatego, że w Europie Wschodniej panował stalinizm, ale dlatego, że wystąpił ostry podział na Wschód i Zachód. Zbrojenia szły pełną parą i tu, i tam. Groziła wojna.
Czy w takiej sytuacji wyobraża sobie pani, by ktoś publiczne ogłosił, iż nie zgadza się ze stwierdzeniem, że Kuropieska jest szpiegiem? Ja sobie tego nie wyobrażam.
Więc ustalmy: bał się Pan czy Pan wierzył w winę tych oficerów.
Wierzyłem w ich winę.
Na miły Bóg! Pani tego nie rozumie? Ludzie stokroć ode mnie mądrzejsi wierzyli w ich winę. To był czas, gdy jakże wielu wielbiło Stalina. Ody na jego cześć pisali! To było zaczadzenie.
A może głupota?
Nazwijmy głupotą, proszę bardzo. Głupotą, lękiem, ukąszeniem heglowskim, zadżumieniem, wszystko jedno.








