Teresa Torańska: wywiad z Wojciechem Jaruzelskim (część II)
Urząd Bezpieczeństwa.
To mniej istotne, które. Podpalano. Doszło do walk ulicznych, ginęli również milicjanci i żołnierze. Ja tego nie rozgrzeszam, potępiam decyzję użycia siły, broni bez rzeczywistej konieczności. W sumie te wydarzenia to był wielki dramat i tragedia. Ubolewam, że do tych wypadków doszło. Ale dlaczego nie mówi się, że przed wojną około 800 robotników i chłopów zginęło od strzałów wojska i policji. Pominę już około 400 ofiar wojskowego zamachu majowego. Dlaczego nie mówi się, ile razy na Zachodzie, na tym demokratycznym Zachodzie, wojsko było używane przeciwko demonstrantom. Tam też ginęli ludzie. U nas zaś wzięto pod lupę PRL i bez przerwy wałkuje się, co działo się w 1956 roku, 1970, 1981. Jednostronnie, bez próby spojrzenia na te wydarzenia w szerszym wymiarze. Władza zaatakowana się broni, z takich czy innych względów. Musi przeciwdziałać ekscesom, zwłaszcza gdy ich skala grozi rozprzestrzenianiem się na cały kraj. Wiadomo, co to oznaczało w naszej geostrategicznej rzeczywistości.
Zna pani epizod z maja 1968 roku w Paryżu? Kiedy wybuchły tam wielkie demonstracje, rewolta i młodzież wyległa na ulice? Wielki generał de Gaulle swoją rodzinę wywiózł wtedy helikopterem do stacjonujących w Niemczech francuskich wojsk okupacyjnych. Wezwał ich dowódcę, słynnego gen. Massu, i zapytał: generale, czy jest pan w stanie podjąć stosowne działania, by zaprowadzić porządek w Paryżu? Muszę zapytać - odpowiedział gen. Massu - swoich dowódców batalionów. Zapytał i odpowiedział: tak jest. Rozumie pani? On był gotów iść na Paryż.
Ale nie poszedł.
Bo nie musiał. Na szczęście nie musiał.
Ja w 1981 roku byłem w lepszej niż generał de Gaulle sytuacji, bo o nic nie musiałem pytać swoich dowódców batalionów, pułków czy dywizji. To oni, wielu z nich, pytali mnie, jak długo mamy zamiar tolerować anarchię. Czułem, że struna jest napięta i że trzeba podjąć decyzję.
Wojsko czym jest?
Zadała mi pani pytanie trudne nawet dla generała. O wojsku przecież można mówić w różnych aspektach. Precyzując wcześniej: komu ono służy, jakim rygorom jest podporządkowane. Wojsko to organizacja najbardziej sprawna, zdyscyplinowana, zhierarchizowana, jaką tworzy społeczeństwo. W organizacji tej znajdują się ludzie, dziesiątki, setki, tysiące, miliony ludzi, poddanych dyscyplinie i wypełniających rozkazy przełożonych.
Bo dobry żołnierz to…?
Świadomy swoich obowiązków wobec kraju, ojczyzny, który w sposób zdyscyplinowany i staranny spełnia swoje powinności. To ten, który stale podnosi kwalifikacje, który widzi, powinien widzieć, że w stosunku do społeczeństwa pełni rolę spolegliwego opiekuna, w rozumieniu prof. Kotarbińskiego, bo zapewnia obywatelom pokój, a krajowi gwarantuje stabilność i nienaruszalność granic.
A jeśli dostanie rozkaz tłumienia ulicznych zamieszek, obywatelskich nieposłuszeństw i dostanie rozkaz strzelania do ludzi, to go wykona?
Żołnierz, który dostanie taki rozkaz, jeśli ma poczucie, że jest on sprzeczny z jego świadomością, przekonaniami, według niego niesłuszny, ma prawo zgodnie z regulaminem zażądać go na piśmie. I żaden dowódca nie może mu tego prawa odmówić.
Spotkał się Pan z takim przypadkiem?
W 1970 i 1981 roku - nie. I co więcej, bo już wiem, do czego pani zmierza, szereg dowódców w 1981 i 1982 roku przed rozpoczęciem jakichś akcji pytało na zbiórce: kto nie chciałby uczestniczyć, wystąp! Nie znam przypadku, by ktoś wystąpił. I powiem pani jeszcze więcej, np. w 1970 roku kadra wojskowa musiała nieraz powstrzymywać żołnierzy od zachowań zbyt ostrych. Dlatego że, gdy widzieli pobitych swoich kolegów albo milicjantów, gdy widzieli spalone czołgi, żołnierze byli oburzeni. To taki moment psychiczny, kiedy przestają działać różne formalne i nieformalne zakazy i nakazy, a zaczynają działać emocje negatywne. Pamiętam je z frontu. Ja wtedy byłem wypełniony nienawiścią do Niemców.








