Teresa Torańska: wywiad z Wojciechem Jaruzelskim
Pan nie wiedział?!
Proszę pani, moje doświadczenie radzieckie było doświadczeniem człowieka, którego wywieziono do tajgi i który pracował tam tak samo ciężko jak ludzie radzieccy, który dzielił z nimi ten sam los. Codzienność nie przynosiła nam faktów, które by nam pomogły ten system rozszyfrować. Wielu Rosjan, z którymi się zetknęliśmy, było zesłańcami lub synami zesłańców. Mieszkaliśmy, jeśli można to nazwać mieszkaniem, w dwuizbowej chacie. Jedną zajmowały dwie kobiety, a drugą - przejściową - my. Nie było sieni, więc jak otwierało się drzwi, to w zimie, strasznej, po 40-50 stopni, kłęby pary buchały do środka. Mężowie tych kobiet siedzieli w łagrach i one, choć mówiły, że siedzą oczywiście niewinnie, mówiły z bólem, ale jednak nigdy ani władz radzieckich, ani tym bardziej Stalina nie przeklinały. Wręcz przeciwnie. One uważały, że Stalin jest wielki, dobry, o niczym nie wie, bo gdyby wiedział…
Ja pytam o system.
Dziś wiadomo, co było w nim złe, chore. Przyłączam się do tych ocen. U nas jednak często nie dostrzega się podstawowej różnicy, porównując system radziecki z hitlerowskim. Że Polak wywieziony na roboty do Niemiec był czymś od Niemców gorszy, a gdy - nie daj Bóg - zadał się z Niemką, jego zabijano, a ją golono. Podczas gdy w Związku Radzieckim wszyscy traktowani byli tak samo i - przepraszam za wyrażenie - wżenić się w babę z krową było swego rodzaju awansem, dzięki czemu niektórzy Polacy nieźle się urządzali. My już wtedy nie byliśmy tam obywatelami drugiej kategorii. Nie traktowano nas gorzej niż swoich obywateli. Władze zresztą były daleko.
Powiedział Pan matce?
O czym?
Że zapisał się Pan do partii.
Nie. Nie powiedziałem.
Dlaczego?
Nie pytała. Moja matka, moja siostra nigdy mnie o politykę nie pytały. Nawet wtedy, gdy zostałem szefem Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego.
Wiedziały?
Oczywiście, przecież prasa o tym pisała. Myślę, że wtedy objęcie przeze mnie stanowiska politycznego musiało je szczególnie zaboleć. Moja matka musiała nad tym ogromnie cierpieć. Widziałem, że cierpi, czułem to. Mogłem jej co najwyżej mówić: mamusiu, to, co robię, uważam za słuszne, niech mi mamusia zaufa.
Tak Pan jej mówił?
Tak.
A matka na to…?
Jestem przekonany, że ufała, iż nie popełnię rzeczy niegodziwych. Że ja osobiście ich nie popełnię.
Była niezwykłą kobietą: dobrą, delikatną, kulturalną, mądrą. Ona moje decyzje szanowała. Podobnie siostra.
Dzisiaj, jak o tym myślę, jest mi jej bardzo żal. Biednej starej matki, która wraca z Syberii i nagle widzi, że jej ukochany syn wszedł na drogę, która dla niej jest drogą obcą, drogą, której ona nie aprobuje, nie potrafi zaakceptować. Umarła w 1966 roku.
Na końcu artykułu (II części) prezentujemy film „Generał Wojciech Jaruzelski”.









Teresa Torańska była wielką mistrzynią. Nikt tak jak ona nie potrafił moderować dyskusji, zadając pytania celne i krótkie, stosując wyrafinowaną psychologię.