Teresa Torańska: wywiad z Wojciechem Jaruzelskim
Chciał Pan być Napoleonem?
Nie, nie, moje aspiracje nigdy nie sięgały tak wysoko. Jako dziecko nie myślałem zresztą, że będę wojskowym. Ja wtedy chciałem być Lolkiem grenadierem, który mu służył.
To był chłopiec, bohater książeczki „Lolek grenadier”. Otrzymałem ją od rodziców, mając pięć lat, nie umiałem jeszcze czytać. Jest jedną z nielicznych rzeczy, jakie zachowały się z mego rodzinnego domu po wojnie. Nasza poczciwa niania ją uratowała. Z biblioteki, którą zostawiliśmy, uciekając przed Niemcami. Trzymam dla wnuka. Ma dziewięć miesięcy. Jest fantastyczny.
Też będzie generałem?
Nie, nie. Niech będzie, proszę bardzo - choć ja kocham wojsko, kocham ten zawód - ale on niech będzie lekarzem, inżynierem, dziennikarzem. Świat będzie potrzebował coraz mniej żołnierzy.
Na okładce jest rysunek małego chłopca w dużej napoleońskiej czapie, bardzo chciałem mieć wtedy taką czapę. A na tytułowej stronie jest napisane ręką mojej matki: Wojtuś Jaruzelski. Lolek trafił do gwardii cesarza i u jego boku zwyciężał pod Austerlitz, Jeną, Wagram. A na końcu książeczki budzi się. Lolek powraca z krainy czarów i uświadamia sobie, że te wszystkie bitwy były snem.
Upokorzeń na Wyspie św. Heleny z cesarzem nie przeżył?
Ta jego służba dla cesarza była snem. Dobrym. Pięknym snem. Teraz myślę, że Lolek grenadier zawsze we mnie tkwił.
I cesarz?
No (uśmiech), trochę to irracjonalne i sprzeczne - wiem - z wyznawanym przeze mnie światopoglądem, ale trudno. Jeśli czas go nie wypłukał, nikt już ze mnie cesarza nie wykarczuje.
Próbowano?
No, wie pani, ja w wojsku ze swoją atencją dla Napoleona się nie obnosiłem. Choć, owszem, mówiło się o nim, o jego wielkim talencie. Był przecież geniuszem wojennym, dowódcą wszech czasów.
I nie bał się Rosji.
No, prawdopodobnie do czasu. Rosja go w końcu pokonała.
A Pan bał się?
Rosji?
Jak pani wie, byłem wychowywany - od niemowlęcia niemalże - w antyrosyjskości, w antyradzieckości. Mój dziadek, po którym mam imię, brał udział w powstaniu styczniowym, zesłano go na Sybir, przesiedział tam osiem lat. Mój ojciec walczył w wojnie 1920 roku jako ochotnik. Wtedy Rosji nienawidziłem. Ale potem, gdy poznałem zwykłego Rosjanina, Sybiraka, który dzielił się z nami kawałkiem chleba, kiedy zobaczyłem go cierpiącego jak my, ofiarnie walczącego na froncie, zweryfikowałem mój stosunek do nich. Lubię Rosję, lubię Rosjan. Choć to dziś niemodne.









Teresa Torańska była wielką mistrzynią. Nikt tak jak ona nie potrafił moderować dyskusji, zadając pytania celne i krótkie, stosując wyrafinowaną psychologię.