2013-01-04
Autor: nTimes

Teresa Torańska: wywiad z Wojciechem Jaruzelskim

Żołnierz Wolności z dnia 15 grudnia 1981 r., jedyna - obok Trybuny Ludu, organu PZPR - gazeta ogólnopolska, której wydawanie nie zostało zakazane.

Pobudka o szóstej rano.

Tak jest. W szkole oficerskiej w Riazaniu.

Jak w gimnazjum u marianów (uśmiech). Do sali wchodził ksiądz, zapalał światło, klaskał i wołał: wstawać, wstawać. A po obudzeniu był pacierz przy łóżkach.

Na kolanach?

Tak jest. I msza dwa razy w tygodniu. Po pacierzu gimnastyka, a po gimnastyce śniadanie. Przed śniadaniem wszyscy głośno na stojąco mówili: pobłogosław, Panie Boże, nas i te dary, które będziem spożywali z Twojej świętej Opatrzności… Po śniadaniu zaś: dzięki Ci, Boże, za te dary, któreśmy spożywali z Twojej świętej Opatrzności… dalej nie pamiętam. Przy obiedzie i kolacji to samo.

W Riazaniu spaliśmy na piętrowych łóżkach i budzono nas bardziej brutalnie, ostrzejszym tonem. Pobudka - krzyczał dyżurny - padjom. Mieliśmy mieszaną kadrę, polsko-rosyjską. Moim pierwszym batalionem piechoty, bo były dwa, dowodził Rosjanin, kpt. Kostrikow. Komendantem szkoły był Polak, przedwojenny oficer mjr Łopaciński.

Po pobudce była zaprawa fizyczna, rozebrani do pasa bez względu na pogodę biegaliśmy i skakaliśmy. Oraz trening strzelecki, na sucho, ładowanie i rozładowywanie broni.

Śmieszne to było i idiotyczne, jak dzisiaj widzę, bo ćwiczyliśmy na tzw. łódce amunicyjnej karabinu, w którego magazynku mieściło się pięć sztuk amunicji. Po to, by uzyskać większą sprawność, musieliśmy wpychać tę amunicję na tempo.

Potem biegliśmy do długiego koryta z rzędem kranów. Wtedy jeszcze się nie goliłem.

Woda?

Lodowata, nic strasznego. Po Syberii byłem zahartowany. U marianów zresztą też myłem się w zimnej.

Dzisiaj myślę, że dyscyplina, której nauczyłem się u marianów, ułatwiła mi przystosowanie się do rygorów obowiązujących w Riazaniu. Chociaż były one zupełnie nieporównywalne. Tam - perswazyjna, opiekuńcza. W Riazaniu - rygorystyczna, twarda, surowa. Ona wynikała z żelaznej logiki, jaka obowiązuje w wojsku: wymusić bezwzględne posłuszeństwo, bo jest ono niezbędne na froncie. Wtedy tego nie rozumiałem i gdy kazali mi czołgać się w kałuży, uważałem to za bezsens. Porucznik Konieczny, przedwojenny podoficer zawodowy, ryczał basem: padnij, czołgaj się. Jeszcze dziś te jego komendy dźwięczą mi w uszach. Był moim dowódcą w kompanii karabinów maszynowych. Ciągle słyszałem: więcej potu na ćwiczeniach, mniej krwi w walce. Niegłupie to było. Jak przejdzie się twardą szkołę w koszarach, na poligonie, na placu ćwiczeń, na froncie rzeczywiście jest lżej.

Po myciu był apel, odliczanie, przegląd umundurowania i „Kiedy ranne wstają zorze”. Polska pieśń była dla nas ważnym patriotycznym akcentem w radzieckim otoczeniu. Potem wymarsz na śniadanie i zajęcia, siedem godzin do obiadu, a po obiedzie kolejne trzy.

Byliśmy wszyscy straszliwie wygłodzeni. Nie pamiętam, ile dostawaliśmy chleba, ale pamiętam sposób jego dzielenia. Chodziło o to, by było sprawiedliwie. Przy stole siedziała drużyna, czyli przeciętnie dziesięciu podchorążych, na stole leżał bochen i stało wiadro zupy. Wszyscy siedzieli odwróceni tyłem do stołu, a jeden kroił chleb i pytał: komu. Zgłaszaliśmy swoje nazwisko. Różnice w wielkości kromek były więc kwestią przypadku, a nie braku bezstronności. Podobnie rozdzielaliśmy zupę.

Na koniec dnia był apel. I znowu polski akcent. Ze wzruszeniem śpiewaliśmy „Wszystkie nasze dzienne sprawy” i „Rotę”.

Na placu Lenina?

Nie, nie, też na korytarzu. Apele odbywały się na korytarzu szkoły. Plac Lenina znajdował się w centrum miasta. Maszerowaliśmy tam, by ćwiczyć krok defiladowy.

Kim był Lenin już Pan wiedział?

Oczywiście. Ikona. Wielki człowiek - mówiono - wspaniały przywódca, wódz.

A Stalin?

Geniusz. Dziś powiedziałbym, że to geniusz gry, manipulacji, intrygi. Genialny potwór. Zbrodniarz.

O Autorze

nTimes

 > John Lennon, "Imagine": Imagine there’s no Countries... Imagine no Posession... Nothing to Kill or Die For... And no Religion too... No Need for Greed or Hunger... A Brotherhood of Man... Mahatma Gandhi: Najpierw cię ignorują. Potem śmieją się z ciebie. Później z tobą walczą. W końcu wygrywasz ▪ Siedem grzechów społecznych: polityka bez zasad, bogactwo bez pracy, przyjemność bez sumienia, wiedza bez osobowości, wiara bez poświęcenia, nauka bez człowieczeństwa oraz handel bez moralności ▪ Religie to różne drogi prowadzące do tego samego celu. Jakaż to jest różnica, którą z nich wybierzemy? Jaki cel więc mają te kłótnie między nami? ▪ Słabi nigdy nie potrafią przebaczać. Przebaczenie jest cnotą silnych ▪ Jakże wielkiej daniny grzechu i błędów wymaga od człowieka bogactwo i władza ▪ Nie znam większego grzechu niż uciskanie słabszych w imieniu Boga ▪ Jest wiele powodów, dla których mogę być przygotowany na śmierć, ale nie ma żadnego, dla którego gotów byłbym zabić ▪ Albert Einstein: Nie ma rzeczywistości samej w sobie, są tylko obrazy widziane z różnych perspektyw ▪ Gdy miałem dwadzieścia lat, myślałem tylko o kochaniu. Lecz później kochałem już tylko myśleć ▪ Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Co do tej pierwszej istnieją jednak pewne wątpliwości ▪ Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa ▪ Jestem bardzo głęboko religijnym niewierzącym ▪ Gospodarcza anarchia społeczeństwa kapitalistycznego w jego dzisiejszej formie jest, moim zdaniem, prawdziwym źródłem zła ▪ Wszyscy wokół wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia taki, który o tym nie wie, i on właśnie to coś robi ▪ Nie wiem, jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi.


Komentarz: 1
  1. Test pisze:

    Teresa Torańska była wielką mistrzynią. Nikt tak jak ona nie potrafił moderować dyskusji, zadając pytania celne i krótkie, stosując wyrafinowaną psychologię.

SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Artykuły w Kategoriach:

Ziemia Nocą

Pogoda

Warszawa
Przeważnie pochmurno
4°C
Ciśnienie: 1010 mb
Wilgotność: 80%
Wiatr: 11 km/h NE
Prognoza na 2014-04-01
dzień
Częściowo słonecznie
9°C
noc
Przeważnie pochmurno
-1°C
 

Grafika Miesiąca