Thomas Jefferson - bardzo wszechstronny prezydent USA
Mount Rushmore National Memorial – pomnik wykuty w górze w Dakocie Południowej (w latach 1927-41). Od lewej - prezydenci: George Washington, Thomas Jefferson, Theodore Roosevelt i Abraham Lincoln.
Pobyt w przedrewolucyjnej Francji
W 1784 r. Jefferson przybył do Paryża jako minister pełnomocny, na miejsce Benjamina Franklina. Franklin był znakomitym uczonym, wielkim człowiekiem i cieszył się we Francji ogromnym szacunkiem. Jefferson wiedział o tym i kiedy przedstawił się szefowi francuskiej dyplomacji, ten zapytał Jeffersona:
- A więc to pan zastępuje Monsieur Franklina?
- Ależ nie – odrzekł Jefferson. - Ja jestem jego następcą. Pana Franklina nikt nie jest w stanie zastąpić.
Po pięciu latach Jefferson opuścił Francję i wrócił do Stanów Zjednoczonych. Wrócił wzbogacony o doświadczenia rewolucji francuskiej, o znajomość dorobku oświecenia, wiarę w rozum, naukę i w człowieka. Mówił o potrzebie ochrony praw człowieka w Ameryce. W Europie widział ośrodki przemysłowe i nabrał jeszcze większego krytycyzmu wobec zespołów miejskich oraz wobec przemysłu. Jego przekonania agrarystyczne bardziej się umocniły. W ziemi i w uprawie ziemi widział wszelkie zalety. Ci, którzy uprawiają ziemię – pisał – są wybrańcami Boga. W późniejszym okresie życia Jefferson zmodyfikował swoje poglądy w tej kwestii. Doszedł do wniosku, że utrzymanie równowagi między rolnictwem, przemysłem i handlem jest podstawową sprawą utrzymania naszej niezależności.
Thomas Jefferson był prezydentem Stanów Zjednoczonych przez dwie kadencje w latach 1801-09.
Ten który nie wie nic, jest bliżej prawdy niż ten którego umysł jest wypełniony kłamstwami i błędami.
Ten który wie najwięcej, wie jak mało wie.
W swojej polityce Jefferson reprezentował przede wszystkim interesy farmersko-rolnicze, zarówno w sprawach wewnętrznych, jak również zagranicznych. Wielu historyków amerykańskich uważa Jeffersona za liberała, a nawet radykała na tle epoki, w której żył. Nie był on jednak konsekwentnym demokratą. Uznawał prawo farmerów do wybierania swych przedstawicieli, ale władzę, jego zdaniem, powinni sprawować ludzie o wyższych talentach i zdolnościach intelektualnych. Był zwolennikiem oświaty, ale raczej dla wybranych, niż dla wszystkich. Opowiadał się za rozwojem przemysłu i handlu dla potrzeb kraju. Nie widział jednak potrzeby, aby specjalnie zabiegać w tym celu o rynki zagraniczne. Był rzecznikiem ekspansji terytorialnej w Ameryce Północnej. Z troską myślał o dalekiej przyszłości, kiedy Stany Zjednoczone zaludnią się, zurbanizują do tego stopnia co Europa. Przewidywał, że pojawią się wówczas poważne problemy w kraju. Tę perspektywę – uważa – można oddalić poprzez ekspansję terytorialną na Zachodzie. Nic więc dziwnego, że był rzecznikiem rozszerzenia obszaru Stanów Zjednoczonych. Zakup Luizjany był jego dziełem.
Ekspansja Stanów Zjednoczonych
Jefferson był prezydentem w czasie, gdy w Europie trwały wojny napoleońskie. Potrafił wykorzystać zewnętrzne warunki dla interesów Stanów Zjednoczonych, zarówno w sensie rozszerzenia terytorium kraju, jak również rozwoju korzystnego handlu z innymi państwami.
Prezydent Jefferson stosował również siłę jako narzędzie polityki. Wysłał okręty wojenne i ekspedycje wojskowe do państw Afryki Północnej, aby wymusić na nich korzystne dla Stanów Zjednoczonych układy handlowe. Jefferson nie był więc ani takim idealistą, ani pacyfistą, za jakiego uważają go historycy amerykańscy. Potrafił pokazać pazur siły militarnej, uciekł się do groźby użycia siły, jeżeli mogło to przynieść korzyści Stanom Zjednoczonym.
Jefferson, jako prezydent, przyczynił się do ekspansji terytorialnej Stanów Zjednoczonych. Rozszerzył znacznie granice Stanów, m.in. poprzez zakupienie od Francji w 1803 r. Luizjany za sumę 15 mln dolarów. Próbował także wykupić od Hiszpanii zachodnią Florydę. Opowiadał się za włączeniem do Unii Kuby, która znajdowała się wówczas pod panowaniem Hiszpanii.
Jefferson wprowadził szereg nowych zwyczajów w Białym Domu. Ku niezadowoleniu nacjonalistów amerykańskich prezydent serwował dania francuskie, zaniechał wielu quasi-dworskich obyczajów i przyjęć, jakie praktykowali jego poprzednicy - Waszyngton i Adams. W Białym Domu Jefferson starał się w miarę możliwości utrzymywać tę prostą atmosferę, jaka panowała w jego posiadłości w Monticello. Nie przestrzegał protokołu, nie używał tytułów. Zaproszenia na przyjęcia podpisywał po prostu: Mr. Jefferson. Witał gości podaniem ręki, a nie ukłonem, jak to było podówczas w zwyczaju.
Specjalnie dla NewTimes
prof. Longin Pastusiak
Marszałek Senatu (2001-05)








