Michał Anioł - Gigant rzeźby i malarstwa
Sam Lorenzo de Medici niczego mu nie nakazywał, niczego nie narzucał. Jego jedyna wskazówka brzmiała „Nie pytaj mnie co masz robić! Oczekuję po tobie rzeczy nieobliczalnych”! Ubrany w jedwabie, otoczony pięknym przedmiotami, Michał Anioł podziwiał – podziwiał poza starożytnymi posagami przywiezionymi z Grecji, również najmłodszą córkę władcy Florencji, Contessine.
Był to czas, kiedy najmocniej bolał nad swoją, jak mniemał, brzydotą. Z niechęcią patrzył na twarz, którą ukazywało mu lustro. Niewiele miała wspólnego z klasycznym pięknem – zbyt wysokie czoło, nos złamany w bójce z zazdrosnym o jego talent kolegą z pracowni… Otoczony pięknem, wielbiciel wszystkiego, co proporcjonalne i harmonijne nie lubił swoje twarzy. Ale blok kamienia, z którego on, Michał Anioł, miał wyczarować coś, o czym wiedział, że przyćmi wszystko inne, dłuto w ręku sprawiały, że zapominał o wszystkim.
Raj w domu Medyceuszów nie trwał długo. Il Medici umarł nagle, rządy nad miastem przejął jego syn, który nie miał mądrości i autorytetu ojca, Contessinę wydano za mąż, zgodnie z interesami dynastycznymi. Wypędzony z pałacu Michał Anioł, wkrótce opuścić musiał również Florencję. Wyjechał do Bolonii, a potem do Rzymu. Jego wielkość była już wtedy powszechnie uznawana. Otwierały się przed nim wszystkie drzwi - zarówno bogatych domów patrycjuszowskich, jak i podwoje Watykanu.
Wciąż tęsknił za Florencją – ludźmi, krajobrazem i smakiem Toskanii. Florencja też na niego czekała. Po raz pierwszy w życiu mógłby Michał Anioł bez przeszkód pławić się w blasku sławy i powodzenia. Mógłby, gdyby nie Leonardo… Leonardo, piękny, wymagający i wytworny… Leonardo, który malował tak wspaniale, że już współcześni mówili, że nikt nigdy mu nie dorówna…
I właśnie między nim a Michałem Aniołem miało dojść do konfrontacji – rywalizacja toczyła się o blok Duccia, cudowny blok marmuru, z którego, jak postanowili florenccy patrycjusze miało powstać coś absolutnie niezwykłego, coś co rozsławić miało Florencję i wyróżnić ją spośród wszystkich innych miast nie tylko Italii, ale i świata.
Niespodziewanie da Vinci zrezygnował: „Nigdy nie będę rzeźbił w marmurze” – miał powiedzieć. „Człowiek musi się napocić i namęczyć, a dzień pracy kończy niczym murarz lub piekarz okryty pyłem. To rzemiosło, nie sztuka…”.
W tym jednym wypadku genialny Leonardo nie miał racji. Świadczy o tym ogromny posąg Dawida dłuta Michała Anioła, który po dziś dzień przyciąga tłumy turystów do Florencji. Są tacy którzy uważają, że całe to piękne miasto to pomnik jednego człowieka – Buonarottiego. Bez wątpienia Florencja zawdzięcza mu niemałą część swego blasku. Ale i Rzym może powiedzieć, że Wiecznemu Miastu dał z siebie najwięcej – tu bowiem powstały najsłynniejsze chyba jego dzieła, dzieła dzięki którym ten Toskańczyk będzie znany dopóki trwać będzie nasza cywilizacja - freski Kaplicy Sykstyńskiej i projekt kopuły bazyliki świętego Piotra.
„Marmur był jego bohaterem, jego losem. Aż do tego momentu, gdy czule i z miłością kładł dłonie na marmurze, nie żył naprawdę”. Te słowa XX-wiecznego pisarza najtrafniej oddają prawdę o Michale Aniele Buonarottim.
Barbara Jackowska











Ale zmalował!