2013-05-03
Autor: nTimes

Mit szczęścia za pieniądze. Jak nie być w raju na niby

Bogactwo-Wealth-3Jasne. Jeśli jednak nie jesteśmy wędrownym poetą, to jednak myślimy, że wolni i niezależni będziemy, mieszkając właśnie w luksusowo wyposażonym domu (nawet na kredyt), i to w wielkiej metropolii!

Właśnie – autonomia miasta to kolejny mit. Prędzej czy później nasze instynktowne dążenie do autonomii sprawi, że w mieście nie będziemy się czuć komfortowo. Zaczniemy marzyć o zamieszkaniu na wsi, bo czujemy przez skórę, że miasto nie jest autonomicznym organizmem. Jest całkowicie uzależnione od dostaw energii, od bezawaryjnego i zsynchronizowanego działania wielu systemów i służb. Podobnie jak wówczas, gdy jesteśmy w relacji z ludźmi uzależnionymi i po jakimś czasie odkrywamy, że się od nich współuzależniliśmy – tak samo, żyjąc w mieście, odkrywamy, że uzależnione miasto nas współuzależniło. Jak to się dzieje? Mieszkając w mieście, jesteśmy ustawicznie narażeni na nadmierną stymulację naszych zmysłów i mózgu hałasem i chaosem informacyjnym. Przyzwyczajamy się więc do tego i nawet zaczynamy czuć, że nam ich brakuje. Żyjąc w mieście, uzależniamy się także od pozoru wygody i bezpieczeństwa w tłumie i pośród witryn dobrze zaopatrzonych sklepów.

Ale też w mieście czujemy się wolni i bezpieczni, bo je znamy. Mnie na przykład krowa pasąca się przy wiejskiej drodze przeraża, a pędzące na czerwonym świetle samochody wcale nie.

W końcu jednak i tak potrzeba niezależności zacznie toczyć walkę z uzależnieniem od miasta. Od sprawnego działania coraz bardziej skomplikowanego, cywilizacyjnego zaplecza. I od często niewolniczej pracy, by zarobić na energię niezbędną do zasilania tego złożonego systemu. Będziemy poszukiwać środowiska dającego większe szanse na autonomiczne życie i przeżycie. Ideałem stanie się tradycyjne gospodarstwo rolne. Bo tylko ono może trwać bez dostaw prądu, paliw i usług. Kuchnia z fajerkami, wiatrak, studnia na kołowrotek, kury, krowa, ogródek, pole, sad, las… Nic więcej nie potrzeba. Tam są przecież nasze wspólne korzenie.

Ideałem wolnego, autonomicznego istnienia są dziko żyjące zwierzęta, które by przeżyć, nie muszą niczego posiadać i nie wymagają żadnej obsługi ani technologii. Często z pogardą myślimy o zwierzętach, podczas gdy nasza ludzka zdolność do przeżycia bez cywilizacyjnego wsparcia jest prawie żadna i ciągle słabnie. Nawet na wsiach zanika umiejętność produkowania i przechowywania żywności, mądrego odżywiania się, domowego leczenia, odróżniania muchomora od prawdziwka czy mięty od pokrzywy. A przecież niezależni jesteśmy wtedy, gdy potrafimy zapobiegać chorobom i sami się leczyć, a więc gdy znamy się na ziołach, grzybach i jagodach. Gdy umiemy zdobyć żywność i wodę, w dowolnych okolicznościach rozpalić ognisko i zorganizować sobie schronienie, a w podróż zabieramy tylko tyle, ile możemy unieść…

Bezdomny wydaje się z tej perspektywy bardziej autonomiczny niż prezes wielkiej korporacji. Cały dobytek ma na skrzypiącym, zardzewiałym wózku, gdy tymczasem majątek prezesa zajmuje dwa tiry, a to i tak nie wszystko, bo jak zabrać dom, działkę czy basem?

Z punktu widzenia zdolności do przetrwania tak właśnie jest. Bezdomny z warszawskich Siekierek może być bardziej niezależny i szczęśliwy niż milioner mieszkający w konstancińskiej rezydencji. W wielkich miastach na opuszczonych działkach, na zapomnianych przykolejowych terenach można spotkać ludzi, których nazywamy nieszczęśnikami i biedakami. Na skrawkach ziemi pielęgnują warzywne grządki, jakąś jabłonkę czy orzech, mieszkają w schronieniach zbudowanych z odzyskanych materiałów, dogrzewają się kozą zasilaną rozbiórkowym drewnem i chrustem. Z pewnością nie martwią się rachunkami za energię i spłatą kredytów. Choć na ogół nie doceniają tego, jak bardzo są autonomiczni, i zazdroszczą jadącym w luksusowych samochodach zadłużonym korporacyjnym najemnikom.

To pocieszające dla tych, którzy z trudem wiążą koniec z końcem i nie mają szans na kredyt albo nie mogą znaleźć pracy, chodząc po tych luksusowych biurach w ciuchach z lumpeksu i w tanich chińskich butach z bazaru.

Najbardziej autonomicznymi ludźmi, jakich spotkałem w życiu, są afrykańscy Buszmeni. Już w pierwszej godzinie obcowania z nimi zrozumiałem, ile nieuzasadnionej pychy i zakłamania jest w naszym nacechowanym wyższością i współczuciem stosunku do ludzi potrafiących żyć i cieszących się życiem bez jakiegokolwiek cywilizacyjnego wsparcia. O dziwo, Buszmeni nie zazdroszczą nam niczego i bronią swojej autonomii, odmawiając korzystania z czegokolwiek, co mogłoby im ułatwić życie.

Patrząc na nich, można zrozumieć, jak niewiele człowiek potrzebuje do życia i do szczęścia. Wystarczy czyste powietrze, przewidywalny klimat – najlepiej jakiś bliżej równika – żyzna ziemia, żywa woda, trochę nieskażonego, naturalnego pożywienia, dużo ruchu. No i jakieś najprostsze okrycie i schronienie. Tylko tyle i aż tyle.

SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Poznaj Chiny

Artykuły w Kategoriach:

Ziemia Nocą

Komentarze (temp. OFF)

Teleskop Hubble'a