Lech Wałęsa: czekamy na Nowy Kapitalizm
W wywiadzie udzielonym nam w 2001 roku, powiedział Pan, że elity zawiodły. Jaki ma Pan na tę sprawę pogląd obecnie?
W swoim czasie elity twierdziły, że na wszystko są gotowe odpowiedzi i rozwiązania. Miało być tak, że wywalczymy sobie wolność, a wtedy oni wyciągną z szuflad przygotowane wcześniej rozwiązania i zastosują w nowej rzeczywistości. Okazało się jednak, że wolność jest, a w szufladach nie było nic. Zero rozwiązań, zero planów. Każdy zaczął działać na własną rękę i dbać wyłącznie o własne interesy. Gdybym przypuszczał, że tak się to skończy – być może zastosowałbym inną taktykę. Wymusiłbym system prezydencki, pokierowałbym ich działaniami, zapędziłbym te wszystkie mózgi do roboty. Ale żyłem w demokracji i wierzyłem w mądrość narodu – oddałem władzę w ich ręce. Ufam jednak, że mimo ogromnych strat, mimo opóźnień – idziemy we właściwym kierunku.
Teraz Pan w demokrację nie wierzy?
Otóż nie! Mimo wszystkich moich klęsk, porażek – jestem za tym ustrojem. Efekty mojej działalności nie są takie, jak planowałem. Wybrałem jednak już dawno i stoję przy swoim wyborze. Tak to już jest: wszyscy uczymy się na własnych błędach.
Więc co teraz powinny zrobić elity?
Przede wszystkim – poczuć, że są elitami. Zrozumieć swoją funkcję i zadania, jakie przed nimi stoją. Poprowadzić ludzi – każdy w swojej grupie zawodowej, pokierować nimi. Zrozumieć, że jeżeli masa ludzka jest głodna, nie ma pracy – to jest ich wina. Bo to na nich, na elitach, spoczywa odpowiedzialność.
Co w najbliższych latach czeka Polskę?
Ponabijamy sobie guzy. Grozi nam rewolucja, chyba, że naród się obudzi. Będą straty, będzie bolało, ale wyjdziemy z tego. Jest lepiej niż kiedyś, to na pewno.
Czy nie brakuje nam męża stanu, który wszystko to scali i będzie kontrolował?
Trzeba wybrać – czy stawiamy na system wodzowski, czy na demokrację, angażowanie się w losy państwa oraz pracowanie na jego sukces. Ale tu właśnie zaczyna się rola przewodnia elit.
Kto tak naprawdę obalił komunizm w Polsce?
Komunizm padł, bo był tak zwyczajnie i po prostu złym systemem. Wyczerpał wszystkie swoje możliwości. Nic nie działało tak jak powinno. Już nawet komuniści zrozumieli, że system nie pasuje do epoki która nastała. Większość nie wierzyła w możliwość zmian, więc uwikłana w system siedziała w nim cicho i nie robiła nic. Ludzie się zwyczajnie bali. A Ojciec Święty spowodował przypływ wiary. W Polsce i na świecie. On nam powiedział „Nie bójcie się”. Myśmy te słowa zamienili w działanie. W organizację, w związki. Można powiedzieć, że masy wykorzystały pomoc Bożą. No, a jeżeli mielibyśmy głosować, kto z nas, ludzi, najbardziej przyczynił się do obalenia komunizmu, to sądzę, że 50 procent należy do naszego papieża Jana Pawła II, 30 procent to Lech Wałęsa i Solidarność, 10 procent ludzie tacy jak Ronald Reagan. Pozostałe 10 procent to Borys Jelcyn, ponieważ gdyby nie zadziałał wówczas, w sierpniu 1991 roku, kiedy miał miejsce pucz grupy Janajewa, i bezpośrednio po nim, to cały ten proces mógłby się szybko skończyć.
Rozmawiali: Ania Rudnik i Andrzej Chołuj











