2013-10-04
Autor: NTNWP

PRL: gorący rok 1956 - „Odwilż”, Poznań i powrót Gomułki

3. WYDARZENIA POZNAŃSKIE Z CZERWCA 1956 R.

Wiosną 1956 r. obok dyskusji ideologicznych i politycznych wielką rolę spełniały też dyskusje ekonomiczne. Plan 6-letni nie przyniósł zapowiedzianej podwyżki płac realnych. W wielu środowiskach nastąpiło obniżenie stopy życiowej. Podtrzymywano ją tylko przez fakt zatrudnienia 2 czy 3 osób w rodzinie. Robotnicy żądali podwyżek, regulacji zaległych premii, rytmicznej dostawy surowców, normalizacji stosunków pracy. Tymczasem wiosną 1956 r. przygotowywano założenia planu 5-letniego. Władze centralne żądały obniżenia kosztów produkcji, zwiększenia wydajności pracy, lepszych wyników produkcyjnych. W związku z tym przygotowano tzw. nowe normy produkcji. Były one na ogół tak pomyślane, iż generalnie prowadziły do obniżki zarobków. Aby utrzymać dawny poziom płac, robotnicy musieli więcej i bardziej wydajnie pracować. Powodowało to liczne protesty, bunty, strajki. Szczególnie napięta była sytuacja w Poznaniu. Władze centralne nie doceniały jednak powagi sytuacji w Poznaniu i większy niepokój przejawiały o górnictwo węglowe (G. Śląsk), łódzki okręg przemysłowy i stolicę. Tymczasem w Poznaniu sytuacja była bardzo trudna. Wielkopolska była regionem rolniczym. W latach 1949-1955 była ona silnie eksploatowana. Rolnictwo, rzemiosło i prywatny handel stopniowo niszczono. W samym Poznaniu w tym okresie powstały nowe zakłady przemysłowe. Powiększył się obszar miasta, przybywało ludności. Liczba mieszkańców Poznania wzrosła z 272 tys. w 1939 r. do 372 tys. w 1955 r. Około 35% osób zawodowo czynnych utrzymywało się z pracy w przemyśle, który w 1956 r. zatrudniał w przybliżeniu 88 tys. ludzi. Ponieważ brak było mieszkań, około 24 tys. osób codziennie dojeżdżało do pracy na odległość 50-70 km. Miasto przekształcono w gminę uzależnioną od budżetu województwa. Tzw. przemysł kluczowy odprowadzał swoje zyski do skarbu państwa, pozostawiając miastu zanieczyszczenia i kłopoty komunikacyjne. Miasto ubożało. Upadała jego infrastruktura.

Największym zakładem przemysłowym Poznania były Zakłady Przemysłowe im. Hipolita Cegielskiego przemianowane w 1953 r. w Zakłady im. Józefa Stalina (ZISPO). Był to kombinat o 120-letniej tradycji. W 1956 r. składał się z 8 fabryk zatrudniających 13 tys. osób, w tym 10 tys. robotników. Projekt planu rocznego i 5-letniego dla ZISPO opracowany został w Warszawie w Centralnym Zarządzie Taboru i Sprzętu Komunikacyjnego. Zakładał on wzrost produkcji globalnej zakładów o 5,2%, wzrost wydajności pracy o 9,5%, likwidację godzin nadliczbowych i premii progresywnej itp. W sumie przewidywał poważne obniżenie zarobków. Niektórym robotnikom niesłusznie potrącono podatki od premii. Globalnie była to niebagatelna wówczas suma 11 mln zł. Problemy te dyskutowano wiosną 1956 r. Do HCP często przychodzili przedstawiciele KW i KC PZPR i związków zawodowych.

22 III 1956 r. w HCP był przewodniczący CRZZ W. Kłosiewicz, 21 IV w 1956 r. sekretarz KC PZPR J. Morawski. Problemy omawiano, ale ich nie rozwiązywano. Jak wspomniano wyżej, władze centralne miały poważniejsze sprawy do załatwienia. W tej sytuacji wśród załogi narastała determinacja.

Sposobiono się do walki. Podobna sytuacja wystąpiła zresztą w innych zakładach. W czerwcu zaczęto organizować strajki ostrzegawcze. Postanowiono wysłać delegację HCP do Warszawy. W dniu 26 czerwca 27-osobowa delegacja HCP udała się do Warszawy i przeprowadziła szczegółowe rozmowy w Ministerstwie Przemysłu Maszynowego i w CRZZ. Wydawało się, że główne problemy zostały wyjaśnione i uzgodnione. Minister Roman Fidelski i przedstawiciel CRZZ wybrali się do Poznania, by treść uzgodnień przedstawić załodze HCP. W dniu 27 czerwca w poszczególnych fabrykach HCP odbyły się zebrania załóg pracowniczych, na których przedstawiciele ministerstwa i CRZZ przedstawili projekty nowych taryfikatorów i przeliczników. Pracownicy Fabryki Wagonów (W-3) przedstawionego im projektu nie przyjęli uznając, iż nie przynosi on poprawy sytuacji. W następnym dniu proklamowali strajk generalny i spowodowali wyjście załogi HCP na ulice miasta. Do robotników HCP przyłączyły się załogi innych zakładów przemysłowych, goście targowi i przygodni obserwatorzy wydarzeń. Demonstrujący zebrali się przed Zamkiem na placu A. Mickiewicza (wówczas Stalina) licząc, iż na spotkanie z nimi przyjedzie premier Cyrankiewicz.

Premiera nikt jednak wcześniej nie zaprosił. Nie przybył on na spotkanie. Demonstranci czekali na niego pewien czas. Władze porządkowe nie ingerowały i nie przeszkadzały. Śpiewano pieśni patriotyczno-religijne, wznoszono okrzyki i hasła, wzywano do obalenia rządu. Część demonstrantów opanowała stojący w pobliżu gmach KW MO druga część - gmach KW PZPR, trzecia grupa udała się na ul. Młyńską, rozbiła bramę więzienia, wypuściła więźniów i przejęła znajdującą się w magazynie broń palną. Inna grupa udała się na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich i demonstrowała wśród gości targowych. Jeszcze inna grupa udała się na ul. Dąbrowskiego i zniszczyła urządzenia zagłuszające odbiór radiostacji zagranicznych. Usiłowano też opanować dworzec kolejowy i wstrzymać ruch pociągów. Akcja powiodła się, lecz dworzec był w rękach wzburzonego tłumu tylko przez godzinę.

W południe część demonstrujących ściągnęła pod siedzibę Wojewódzkiego Komitetu do Spraw Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Kochanowskiego. Rozpoczęło się kilkugodzinne oblężenie gmachu. Był to jedyny punkt w mieście, którego postanowiono bronić. Rozpoczęła się strzelanina. Były próby podpalenia gmachu.

W tych warunkach władze centralne poleciły wojsku spacyfikować miasto. Akcję tę zlecono wiceministrowi Obrony Narodowej gen. Stanisławowi Popławskiemu (Iwan Gorochow), który zorganizował sztab i około godz. 13.00 wylądował na lotnisku Ławica k. Poznania. Do Poznania ściągnięto dywizje pancerne Śląskiego Okręgu Wojskowego. Wkroczyły one do miasta tego dnia 28 czerwca wieczorem. Do tego czasu grupy demonstrantów zagarnęły broń ćwiczebną studiów wojskowych poznańskich szkół wyższych oraz zorganizowały napady na kilka komisariatów MO w Poznaniu i w okolicy rabując dalszą broń.

Do Poznania przybył też premier Cyrankiewicz, sekretarze KC PZPR J. Morawski i E. Gierek, przewodniczący CRZZ W. Kłosiewicz i inne osobistości. Pacyfikacja miasta trwała jeszcze w następnym dniu. W czasie wydarzeń w Poznaniu w dniach 28-29 VI 1956 r. zginęło lub zmarło później z odniesionych ran około 60 osób. Rany odniosło kilkaset osób. Wiele osób aresztowano. Prowadzono szeroko zakrojone śledztwo, a następnie rozpoczęto serię procesów.

Wydarzenia poznańskie były pierwszymi tego typu w Polsce. Robotnicy buntowali się przeciw władzy mieniącej się ich władzą. Władza ta wobec zbuntowanych odwołała się do przemocy. Polała się krew. Były to sprawy szokujące. Ekipa kierownicza z E. Ochabem na czele nie umiała sobie z tym faktem poradzić. Zdecydowano się więc na unik głosząc, iż robotnicy dali się sprowokować agentom imperializmu, że nie był to bunt robotniczy, lecz przejaw imperialistycznej dywersji. Powtarzano tu interpretację przyjętą w 1953 r. wobec wydarzeń berlińskich. Śledztwo podjęte po wydarzeniach nie udowodniło jednak tezy o dywersji, choć tezę tę lansowano do jesieni 1956 r.

W trudnej sytuacji był premier Cyrankiewicz. Żądano od niego szybkiej oceny sytuacji. Będąc w Poznaniu, doskonale orientował się, że o żadnej obcej inspiracji nie ma tutaj mowy. Przekonywał go o tym poznański aktyw PZPR. Odpowiednie informacje przekazywali też związkowcy z Kłosiewiczem na czele. W toczącej się walce frakcyjnej w KC Cyrankiewicz pragnął jednak zachować postawę centrową. Nie chciał, by łączono go z natolińczykami. 29 czerwca złożył więc oświadczenie radiowe, w którym powiedział: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odetnie”. Za sformułowanie to Cyrankiewicz był później wielokrotnie bardzo ostro krytykowany. W rozmowie z Robertem Jarockim w 1986 r. Cyrankiewicz przyznał, że 29 VI 1956 r., chodząc po ulicach Poznania i rozmawiając z mieszkańcami miasta, dobrze się zorientował w socjalnych przyczynach strajku i demonstracji. Przemawiał przez radio jednak nie tyle do mieszkańców Poznania, ile do ludności w Polsce w ogóle i dla zagranicy. „Moim obowiązkiem - mówił Cyrankiewicz - było ostrzec przed ewentualnością powtórzenia się takich zajść gdzie indziej (…). Gdyby w innych ośrodkach wielkoprzemysłowych nastąpiły podobne rozruchy, Polska znalazłaby się w ogromnym niebezpieczeństwie, nie mówiąc już o pogrzebaniu wszelkich nadziei na szybką demokratyzację stosunków w kraju”.

Cyrankiewicz w czasie pobytu w Poznaniu jednoosobowo podjął szereg decyzji, usuwając niektóre przyczyny zaburzeń. Inne, bardziej złożone kwestie, zlecono specjalnej komisji z wicepremierem Eugeniuszem Stawińskim na czele. Czy nie można było zrobić tego przed strajkiem?

Zgodnie z przyjętym założeniem uznano, że u źródeł wydarzeń leżała dywersja obca. Powołano dwie komisje do potwierdzenia tych założeń. Komisji powołanej przez KC PZPR przewodniczył E. Gierek. W skład jej wchodzili ponadto Kłosiewicz i Stefan Misiaszek. Wstępną ocenę wydarzeń przedstawiono w pierwszych dniach lipca. 10 lipca raport przyjęło Biuro Polityczne. Pisano w nim o trudnej sytuacji robotników poznańskich, ale przyczyny ich wystąpienia szukano w inspiracji z zewnątrz. Krytycznie oceniano działalność władz lokalnych, które nie potrafiły przeciwstawić się obcej infiltracji ideologicznej. Odwołano I sekretarza KW PZPR w Poznaniu szukając kozłów ofiarnych.

Drugą komisję powołały władze bezpieczeństwa. Kierował nią wiceprzewodniczący Komitetu do Spraw Bezpieczeństwa Publicznego Jan Ptasiński. Pracowała ona do 14 sierpnia. Odrzucała ona tezę o agenturalności wydarzeń, eksponowała przyczyny socjalne i spontaniczność wydarzeń.

Dyskusja nad wypadkami poznańskimi i ich ocenami trwała bardzo długo. Wydarzenia te odegrały wielką rolę w walce politycznej w Polsce w 1956 r. „Nie ulega wątpliwości - mówił Cyrankiewicz - że znaczenie protestu robotników Poznania było ogromne. Dyskusja wokół szeroko rozumianych przyczyn wydarzeń poznańskich trwała, jak pamiętamy, aż do październikowego plenum KC. W partii coraz wyraźniej zdawano sobie sprawę z konieczności głębokiego zwrotu politycznego”.

O Autorze

NTNWP

 > Mohandas Karamchand Gandhi (nazywany mahatmą co znaczy "wielka dusza") urodził się w rodzinie hinduskiej, w społeczności tzw. modhów (zajmującej się głównie handlem) w mieście Porbandar (Gujarat) w 1869 r. Był synem Karamchanda Gandhiego oraz jego czwartej żony Putlibaj, hinduski z odłamu wisznuickiego. Wychowywanie odebrał od matki – żarliwej wyznawczyni Wisznu. Od młodych lat poznawał zasady szanowania każdej żywej istoty, wegetarianizmu oraz poszczenia w celu samooczyszczenia organizmu i wzajemnej tolerancji pomiędzy wyznawcami różnych religii. Propagator pacyfizmu jako metody uzyskania celów politycznych.



SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Artykuły w Kategoriach:

Pogoda

Warszawa
Przejaśnienia
2°C
Ciśnienie: 1000 mb
Wilgotność: 100%
Wiatr: 0 km/h ESE
Prognoza na 2014-02-09
dzień
Częściowo słonecznie, przelotne deszcze
8°C
noc
Przeważnie pochmurno, przelotny deszcz
1°C