Przemysł dawno uciekł do Azji. Co na to Europa i USA?
A jednak reindustrializacja
Mało prawdopodobne, by udało się w najbliższej dekadzie odwrócić trend relatywnego spadku znaczenia produkcji przemysłowej w krajach rozwiniętych. Jeszcze mniej prawdopodobne, jest to, że udział przemysłu w tworzeniu miejsc pracy zaczął rosnąć. Postęp techniczny, który ma być zdaniem zwolenników reindustrializacji źródłem konkurencyjności krajów bogatych, prowadzi jednocześnie do zmniejszenia zapotrzebowania na siłę roboczą. Trudno sobie wyobrazić, by nawet w krajach mających doskonałą edukację biura konstrukcyjno-projektowe dawały zatrudnienie większości pracowników.
Ale mimo że statystyki będą wciąż pokazywać kurczący się udział przemysłu, tu i ówdzie będziemy obserwować wysepki reindustrializacji. Widać ją w wielu miejscach USA. Kilku producentów odzieży (na przykład Brooks Bros i Saks) powróciło do USA, tworząc 1 tys. miejsc pracy. To oczywiście niewiele w porównaniu z 800 tys. miejsc pracy, które przeniesiono w ciągu ostatnich 20 lat z USA na rynki wschodzące.
Niedawno General Electric uruchomił nową fabrykę nowoczesnych akumulatorów w Schenectady. Szef GE Jeffrey Immelt, otwierając nowy zakład, powiedział: - Trzeba myśleć raczej o tym, gdzie jest rynek, a nie polować na tanią siłę roboczą. To jest strategia przyszłości.
Według Immelta wysoka wydajność pracy w USA sprawia, że często bardziej opłacalne jest lokowanie tam zakładów, mimo że koszt siły roboczej jest wielokrotnie wyższy niż w Chinach czy Meksyku. Ale szef GE, który jest jednocześnie przewodniczącym Rady Pracy przy prezydencie Obamie, zaznaczył, że amerykańscy menedżerowie byliby głupi, gdyby nie korzystali z dobrodziejstw globalizacji.
Firma doradcza Boston Consulting Group, która jest jednym z propagatorów idei reindustrializacji Stanów Zjednoczonych, uważa, że w ciągu kilku lat do Ameryki powróci 2,5 mln miejsc pracy z krajów, gdzie siła robocza jest tania. Magnesem są nie programy rządowe czy subsydia dla zakładów wytwarzających paliwa z kukurydzy, lecz coraz tańsza energia, którą Stany Zjednoczone zawdzięczają odkryciu złóż łupkowych. Eksploatacja gazu, a obecnie także ropy, z tych złóż sprawia, że amerykański przemysł może korzystać z energii o 20% tańszej niż Europa. Nawiasem mówiąc - obecna administracja w Waszyngtonie nie jest entuzjastką eksploatacji tych złóż. Robią to prywatne firmy, sprawiając, że amerykańska gospodarka jest bardziej konkurencyjna.
Zwolennicy reindustrializacji nadzieje wiążą też z nową falą wynalazków. Nanotechnologia została wynaleziona już przed kilkunastu laty, ale jej czas dopiero nadchodzi. Nowe materiały, takie jak grafen, pozwolą na tworzenie superszybkich komputerów i zupełnie nowych produktów. To samo dotyczy techniki druku trójwymiarowego lub tanich robotów, które można elastycznie programować do różnych zadań. Większość patentów w tych dziedzinach jest własnością amerykańskich firm. Niektórzy ekonomiści uważają, że technologie te pozwolą zniwelować przewagę taniej siły roboczej krajów rozwijających się. Ale wielu nowych miejsc pracy raczej nie stworzą.
Niemiecka solidność
Inny sposób na utrzymanie u siebie produkcji przemysłowej mają Niemcy. Mittelstand to niemieckie rodzinne firmy średniej wielkości. W tym wypadku „średnia wielkość” to zatrudnienie rzędu 500-1000 osób. Jak ognia unikają giełdy, która oznacza utratę kontroli nad spółką przez założycieli. Przykładają wielką wagę do tradycji, wysokiej jakości i dobrej współpracy z lokalną społecznością, w tym ze szkołami zawodowymi.
Przykładem jest produkująca wysokiej jakości sprzęt do nagrywania i reprodukcji dźwięku firma Sennheiser. Została założona w 1945 roku przez Fritza Sennheisera. Zawsze unikała zadłużenia, rozwijając się stopniowo i chroniąc niezależność.
- Nasz założyciel uważał, że trzeba wydawać tylko tyle, ile się zarabia - mówi Volker Bartels, rzecznik prasowy firmy. - Nie chcemy, by decyzje podejmowały za nas banki.
Andrea Schauer, dyrektor wykonawczy Brandstätter Group, do której należy spółka produkująca zabawki Playmobil, mówi: - Otrzymujemy stale oferty od ludzi, którzy chcą inwestować w naszą firmę lub kupić naszą markę. Ale zawsze je odrzucamy.
Są to firmy bardzo innowacyjne. Przed ponad wiekiem Carl Miele wycisnął na produkowanych pralkach motto: „Semper melior”, czyli: „Zawsze lepszy”. Jak inne firmy Mittelstand, Miele nastawia się na produkcję dającą wysoką wartość dodaną.
- Ważne jest, by linie produkcyjne pozostawały w kraju - mówi Markus Miele, wnuk założyciela firmy.
Szybko rozwijające się firmy Mittelstand muszą znajdować rynki poza Niemcami. 83% produkcji firmy Sennheiser idzie na eksport. Ale firma bardzo pilnuje własnego know-how i nie udostępnia go za granicą. Zwalcza też podróbki, na przykład chińskie.
Sprzedaż produktu to dopiero początek. Usługi dają coraz większą część dochodów. Chodzi na przykład o szkolenia, jak posługiwać się produkowanym sprzętem.
Wysoka jakość edukacji technicznej i zawodowej w Niemczech jest dobrodziejstwem dla Mittelstand, który z kolei oferuje możliwość praktyk zawodowych. Istnieje tam wiele skupisk przemysłowych, w których nieformalne powiązania trwają przez wiele pokoleń. Korzystają z tego firmy Mittelstand, tworząc rodzaj zbiorowej inteligencji. Każda firma działa samodzielnie, ale korzysta też z nieuchwytnej „mądrości Mittelstand”.
Firmy Mittelstand mają wysoką pozycję w niemieckim społeczeństwie, które z kolei pozwala im rekrutować utalentowanych pracowników i utrzymywać siłę przez pokolenia. - Najlepsi Niemcy idą do przemysłu i techniki - mówi Hermann Simon, szef firmy konsultacyjnej Simon-Kucher & Partners. - Zbudowanie takich powiązań między społeczeństwem i przemysłem nie jest łatwe i zajmuje czas. Dlatego innym krajom tak trudno jest kopiować wzorzec Mittelstand - wyjaśnia.
I to stanowi sedno sprawy. Warto przyglądać się rozwiązaniom polityki przemysłowej w innych krajach, ale nie należy mieć przesadnej nadziei, że uda nam się je skopiować w Polsce.
Witold Gadomski
Źródło: Wyborcza.biz











