Toksyczni rodzice - niszczenie dziecka okrutnym słowem
Uwalnianie się od spuścizny po toksycznych rodzicach
Jeśli jesteś dorosłym dzieckiem toksycznych rodziców, możesz naprawdę wiele zrobić, aby uwolnić się od uciążliwego dziedzictwa, którym jest poczucie winy i niewiara w siebie. Omówię różnorodne strategie, które ci w tym pomogą. Chcę, abyście przeczytali to z wielką nadzieją. Nie ze złudną nadzieją, że rodzice w sposób magiczny zmienią się, ale prawdziwą nadzieją, że ty jesteś w stanie psychologicznie odciąć się od silnego i destrukcyjnego wpływu twoich rodziców. Musisz tylko zdobyć się na odwagę. Jest ona w tobie.
Poprowadzę cię przez szereg etapów, które pomogą ci ujrzeć ten wpływ wyraźnie, a następnie zająć się nim, bez względu na to czy jesteś obecnie w konflikcie z rodzicami, czy związek wasz jest uprzejmy, ale powierzchowny, czy nie widziałeś ich od lat czy też jedno z rodziców bądź oboje nie żyją.
Choć może wydawać się to dziwne, wiele osób jest kontrolowanych przez swoich rodziców nawet po ich śmierci. Duchy, które ich nawiedzają, mogą nie być realne w sensie nadprzyrodzonym, są jednak bardzo realne psychologicznie. Rodzicielskie wymagania, oczekiwania, ślady poczucia winy mogą trwać długo po śmierci rodzica.
Być może już rozpoznałeś w sobie potrzebę uwolnienia się od wpływu rodziców. Możliwe, że już o tym z nimi rozmawiałeś. Jedna z moich pacjentek lubiła mawiać: „Rodzice nie mają żadnej kontroli nad moim życiem. Nienawidzę ich i oni wiedzą o tym”. Z czasem uświadomiła sobie, że podsycając ogień złości, pozwalała rodzicom nadal sobą manipulować, a wydatek energii na złość drenował inne dziedziny jej życia. Konfrontacja stanowi ważny krok w wypędzaniu duchów przeszłości i demonów teraźniejszości, ale nigdy nie wolno sobie na nią pozwolić, gdy powoduje nami gniew.
Czyż to nie ja sam odpowiadam za to, jaki jestem?
Być może myślisz teraz: „Chwileczkę, Susan, prawie wszystkie książki i eksperci twierdzą, że nie mogę obwiniać za swoje problemy nikogo poza mną”.
Niemądre gadanie. I twoi rodzice odpowiadają za to, co zrobili. Oczywiście, że ty jesteś odpowiedzialny za swoje dorosłe życie, ale to życie jest w głównej mierze kształtowane przez doświadczenia, nad którymi ty nie miałeś żadnej kontroli. Faktem jest, że:
Nie jesteś odpowiedzialny za to, co zrobiono tobie jako bezbronnemu dziecku!
Jesteś odpowiedzialny teraz za podjęcie pewnych konstruktywnych kroków rozliczających cię z przeszłością!
W czym mogę Ci pomóc?
Wspólnie zaczynamy ważną wędrówkę. Jest to wędrówka ku prawdzie i ku odkryciom. U jej kresu zauważysz, że kierujesz swoim życiem bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Nie mam zamiaru pretensjonalnie zapewniać cię, że twoje problemy cudownie znikną z dnia na dzień. Jeśli jednak masz odwagę i siłę, aby wykonać polecane zadania, będziesz w stanie odzyskać zabraną ci przez rodziców energię należną tobie jako dorosłemu oraz godność osobistą należną tobie jako człowiekowi.
Praca ta wiąże się z ceną, jaką trzeba zapłacić za wyzbycie się własnego bagażu emocjonalnego. Jeśli odsłonisz swoje mechanizmy obronne, to odkryjesz uczucia wściekłości, niepokoju, zranienia, zmieszania, a zwłaszcza żalu. Rozwianie się utrwalonego wyobrażenia o rodzicach może nieść ze sobą silne uczucie straty i opuszczenia. Chcę, abyś przyswajał to, co piszę we właściwym dla ciebie tempie. Jeśli jakieś zadanie powoduje, że czujesz się zaniepokojony, przeznacz na nie więcej czasu. Ważny jest postęp, a nie tempo.
Proces zmniejszania negatywnego wpływu rodziców jest stopniowy. Ostatecznie jednak wyzwoli on twoją wewnętrzną siłę, twoje ja, które przez tyle lat ukrywało się, oraz niepowtarzalną i kochającą osobę, jaką zostałeś stworzony. Razem pomożemy tej osobie uzyskać wolność tak, aby w końcu twoje życie stało się twoim własnym życiem.
Niszczenie słowem
Niektórzy mawiają: „Kije i kamienie mogą połamać mi kości, ale słowa nigdy mnie nie zranią”? Nie jest to prawdą. Obraźliwe słowa, poniżające uwagi i upokarzający krytycyzm mogą być dla dzieci niezwykle szkodliwymi komunikatami o nich samych, komunikatami mogącymi mieć dramatyczny wpływ na ich przyszłe szczęście. Jeden ze słuchaczy mojej audycji radiowej wyraził to w czasie naszej telefonicznej rozmowy w ten sposób:
Gdybym musiał wybierać między zniewagą fizyczną a słowną, zawsze wybrałbym bicie. Pozostają po nim ślady, a więc przynajmniej ludzie użalają się nad tobą. Jeśli chodzi o słowa, to po prostu doprowadzają cię do szału. Rany po nich są niewidoczne. Nikt się tobą nie przejmuje. Blizny fizyczne znikają znacznie szybciej niż te zadane przez obelgi.
Jako społeczeństwo, siłą tradycji uważamy, że karanie dzieci to sprawa wewnątrzrodzinna, a sposób karania pozostawiamy zwykle do rozstrzygnięcia ojcu rodziny. W obecnych czasach wiele świeckich autorytetów uznało potrzebę wdrożenia nowych procedur sądowych dla orzekania w sprawach dotyczących szeroko rozpowszechnionej fizycznej i seksualnej przemocy w stosunku do dzieci. Ale nawet najbardziej godne szacunku autorytety nie mogą uczynić nic dla dziecka znieważanego słownie. Jest ono samotne.
Moc okrutnych słów
Większość rodziców mówi czasami coś uwłaczającego własnym dzieciom. Jeśli nie zdarza się to często, nie pozostawia w psychice dziecka trwałych śladów. Znieważające są, natomiast, częste napaści słowne, w których przedmiotem jest wygląd dziecka, jego inteligencja, umiejętności czy też wartość jako istoty ludzkiej.
Podobnie jak kontrolujący rodzice, słowni tyrani mają dwa różne style działania. Są tacy, którzy atakują bezpośrednio, otwarcie, złośliwie poniżając swoje dzieci. Wyzywają je od głupich, złych i brzydkich. Czasem mówią, że żałują, iż ich dzieci w ogóle przyszły na świat. Zapominają o uczuciach dziecka i o dalekosiężnym wpływie takich nieustannych ataków na budowanie przez dziecko właściwego obrazu samego siebie.
Ten, kto zaniedbuje i upokarza dzieci, zabija w nich zaufanie, nadzieję i wiarę w jakąkolwiek przyszłość − Audrey Hepburn (1929-1993), wielka aktorka, modelka i działaczka humanitarna. W 1967 r. Hepburn porzuciła karierę aktorską (m.in. Śniadanie u Tiffany’ego, Rzymskie Wakacje, Wojna i Pokój, My Fair Lady), występując sporadycznie i poświęciła się pracy jako ambasador dobrej woli UNICEF. Pamiętając własne przeżycia głodu z czasów II wojny światowej Hepburn poświęciła się pracy humanitarnej, mającej na celu pomoc głodującym dzieciom w najbiedniejszych krajach świata. Źródło: Wikipedia - Wikicytaty.
Inni słowni tyrani są bardziej wyrafinowani. Atakują swoje dziecko uszczypliwością, sarkazmem, obraźliwymi przezwiskami i subtelnymi upokorzeniami. Ci rodzice często skrywają swoją tyranię pod maską humoru. Wypowiadają żarciki typu: „Ostatnim razem widziałem taki wielki nos na Mount Rushmore” ▀, „To jest kurtka odpowiednia dla klauna” lub „Kiedy rozdawano rozum, ciebie tam na pewno nie było”.
Jeśli dziecko czy też inny członek rodziny żali się, tyran niezmiennie zarzuca mu brak poczucia humoru. „Ona wie, że ja tylko żartuję” - powie tak, jakby ofiara zniewagi również brała udział w spisku.
Phil, lat 48, miał fizjonomię pewnego siebie mężczyzny. Wysoki, budzący zaufanie, elegancko ubrany. Z zawodu dentysta. Jednakże kiedy się odezwał, jego głos był tak cichy, że ledwie mogłam go usłyszeć. Musiałam kilka razy prosić o powtórzenie. Phil wyjaśnił, że szuka lekarstwa na swoją chorobliwą nieśmiałość.
Już dłużej tak nie mogę. Przecież mam już pięćdziesiąt lat, a jestem przewrażliwiony na punkcie wszystkiego, co ludzie do mnie mówią. Nie potrafię brać niczego dosłownie. Zawsze myślę, że ktoś się ze mnie śmieje. Wydaje mi się, że żona ze mnie kpi. Wydaje mi się, że pacjenci śmieją się ze mnie. Nie mogę spać w nocy, ponieważ myślę o tym, co ludzie powiedzieli mi w ciągu dnia… i wciąż we wszystkim dopatruję się złych intencji. Czasami mam wrażenie, że zwariuję.
Phil mówił otwarcie o swoim obecnym życiu, ale kiedy zapytałam o przeszłość, zamknął się w sobie. Pod wpływem delikatnej namowy powiedział mi, że jego najżywszym wspomnieniem z dzieciństwa jest bezustanna uszczypliwość ojca. Ojciec żartował jego kosztem, a on za każdym razem czuł się poniżony. Im reszta rodziny głośniej się śmiała, tym bardziej on czuł się osamotniony.
Było mi bardzo przykro, kiedy mi dokuczał, a czasami naprawdę byłem przerażony, kiedy mówił takie rzeczy jak: „Ten chłopak nie może być naszym synem. Spójrz na jego twarz. Założę się, że w szpitalu musieli podmienić nam dziecko. Dlaczego nie zawieziemy go z powrotem i nie wymienimy na właściwe?”. Miałem tylko sześć lat i naprawdę myślałem, że zostanę podrzucony do szpitala. Pewnego dnia w końcu zdecydowałem się powiedzieć ojcu: „Tato, dlaczego zawsze się mnie czepiasz?”. Odpowiedział mi: „Ja się ciebie nie czepiam. Ja po prostu żartuję. Nie rozumiesz tego?”.
Phil, tak jak każde małe dziecko, nie potrafił odróżnić prawdy od żartu, groźby od uszczypliwości. Humor pozytywny jest jednym z najbardziej wartościowych sposobów wzmacniania więzi rodzinnej. Natomiast humor, który poniża, może być w rodzinie niezwykle niszczący. Sarkazm i humorystyczną przesadę dzieci odbierają w sposób dosłowny. Nie są na tyle obyte ze światem, aby zrozumieć, iż rodzic żartuje, kiedy mówi coś takiego: „Chyba będziemy musieli wysłać cię do przedszkola w Honolulu”. W rezultacie dziecko mogą dręczyć nocne koszmary o tym, że jest porzucone w jakimś dalekim, przerażającym kraju.
Każdy z nas ma na sumieniu żarty czyimś kosztem. W większości przypadków, żarty te mogą być względnie nieszkodliwe. Ale jeżeli to rodzice - często i okrutnie - żartują sobie z własnego dziecka, ich zachowanie jest oczywistym nadużyciem, tak typowym dla toksycznych rodziców. Dzieci wierzą i przyjmują do siebie to, co mówią ich rodzice. Powtarzanie żartów kosztem bezbronnego dziecka jest ze strony rodziców sadystyczne i destrukcyjne.
Phil był nieustannie poniżany i szykanowany. Kiedy próbował przeciwstawić się zachowaniu ojca, był oskarżany o nieprzystosowanie, ponieważ „nie zna się na żartach”. Phil nie miał komu zawierzyć swoich odczuć.
Kiedy Phil opisywał swoje uczucia, widziałam, że nadal czuje się zażenowany - tak jakby wierzył, że jego narzekania są niemądre. Dodałam mu odwagi, mówiąc: „Rozumiem, jak poniżające były żarty twojego ojca. Strasznie cię raniły, a nikt nie traktował twojego bólu poważnie. Ale jesteśmy tutaj po to, aby dojść do samej głębi twojego bólu, a nie po to, aby go zlekceważyć. Jesteś tu bezpieczny, Phil. Nikt nie chce cię upokorzyć”.
Musiało minąć kilka chwil, zanim to do niego dotarło. Był na granicy płaczu, ale zrobił ogromny wysiłek, aby to ukryć. Powiedział:
Nienawidzę go. Był takim tchórzem. Chodzi mi o to, że ja byłem tylko dzieckiem. Nie musiał szykanować mnie w ten sposób. On nadal żartuje moim kosztem. Nigdy nie przepuści okazji. Jeśli choć na sekundę się zapomnę, zostanę pogrążony. Potem on odchodzi, wyglądając na bardzo zadowolonego z siebie faceta. Boże, nie znoszę tego.
Kiedy Phil po raz pierwszy przyszedł na terapię, zupełnie nie wiązał swojej niezwykłej wrażliwości z sarkazmem ojca. Jako chłopiec, Phil nie był chroniony, ponieważ zachowania ojca nigdy nie były traktowane jako forma przemocy. Phil znajdował się w typowo podbramkowej sytuacji: „Żarty mojego ojca sprawiają mi ból, a jestem zbyt słaby, aby przejść nad nimi do porządku dziennego”.
Mały Phil był celem kpin swojego ojca, ale usiłował ukryć swoje poczucie nieadekwatności. Dorosły Phil nie zmienił się, a jedynie znalazł się w znacznie rozleglejszym świecie, więc przenosił swoje lęki i negatywne oczekiwania na innych ludzi. Szedł przez życie z receptorami nastawionymi na zranienie i poniżenia. Jego nadwrażliwość, nieśmiałość i nieufność wobec innych, była nieuchronnymi, ale i bezskutecznymi próbami ochrony samego siebie przed kolejnymi ciosami.








