Toksyczni rodzice - niszczenie dziecka okrutnym słowem
Napiętnowany obelgami
Niektórzy rodzice, werbalni tyrani, nie podejmują wysiłku ukrywania się za rozumowymi argumentami. Zamiast tego bombardują swoje dzieci okrutnymi zniewagami, tyradami, oskarżeniami i poniżającymi wyzwiskami. Ci rodzice są szczególnie obojętni zarówno na ból, jaki sprawiają, jak i na trudne do naprawienia zniszczenia, jakich się dopuszczają. Rażąca zniewaga słowna może odcisnąć się niezatartym piętnem na poczuciu własnej wartości dziecka, pozostawiając głębokie psychologiczne blizny.
Carol, lat 52, jest niezwykle piękną kobietą. Była modelką, a obecnie jest projektantką wnętrz. W czasie naszej pierwszej sesji opowiedziała mi o swoim ostatnim rozwodzie, trzecim z kolei. Rozwód miał miejsce na rok przed naszym pierwszym spotkaniem. Było to bolesne przeżycie, w wyniku którego zrodził się w Carol lęk o własną przyszłość. W tym samym czasie przechodziła menopauzę i była na granicy paniki przed utratą urody. Czuła się niechciana. Powiedziała mi, że uczucia te nasiliły się po jej ostatniej wizycie u rodziców w Dniu Dziękczynienia.
Zawsze kończy się to w ten sam sposób. Za każdym razem, kiedy odwiedzam rodziców, zostaję ponownie zraniona i przeżywam silne rozczarowanie. Najgorsze jest to, że wciąż myślę, iż może tym razem przyjadę do domu; powiem im, że czuję się nieszczęśliwa, że coś mi nie wyszło w życiu, a oni po prostu powiedzą: „Skarbie, kochanie, tak nam przykro” zamiast „To tylko twoja wina”. Tak daleko jak sięgam pamięcią, zawsze mówili: „To tylko twoja wina”.
Powiedziałam Carol, że brzmi to tak, jakby jej rodzice nadal posiadali ogromną nad nią władzę. Spytałam ją, czy chce ze mną zbadać korzenie tej władzy tak, abyśmy mogły zmienić wzorzec dominacji i kontroli. Carol skinęła głową i zaczęła opowiadać mi o swoim dzieciństwie w bogatej, osiadłej na środkowym zachodzie rodzinie. Ojciec jej był wybitnym lekarzem, a matka pływaczką olimpijską, która zrezygnowała z kariery sportowej, aby zająć się wychowywaniem swych pięciorgu dzieci. Carol była najstarsza.
Pamiętam, że kiedy byłam mała, prawie przez cały czas czułam się przygnębiona i samotna. Ojciec ciągle mi dokuczał, ale kiedy miałam mniej więcej jedenaście lat, zaczął mówić rzeczy naprawdę straszne.
„Na przykład?” - zapytałam. Odpowiedziała mi, że to nieważne. Zaczęła nerwowo obgryzać skórki przy paznokciach. Wiedziałam, że próbuje nie stracić panowania nad sobą. „Carol” - powiedziałam - „Wiem jak bolesne jest to dla ciebie, ale musimy to wyciągnąć na światło dzienne, jeśli mamy się tym zająć”. Zaczęła powoli mówić:
Z jakiegoś powodu ojciec stwierdził… Boże, to tak trudno… stwierdził, że ja… że, ja brzydko pachnę. Nigdy nie przestał. Inni ludzie mówili mi jaka jestem ładna, ale on umiał tylko mówić, że…
Carol znów przerwała i spuściła wzrok. „Dalej, Carol” - powiedziałam. „Jestem po twojej stronie”.
Mówił: „Twoje piersi brzydko pachną… twój tyłek śmierdzi. Gdyby ludzie tylko wiedzieli, jak brudne i cuchnące jest twoje ciało, czuliby wstręt”. Bóg jeden wie, że brałam prysznic trzy razy dziennie. Cały czas zmieniałam ubrania. Zużywałam tony dezodorantów i perfum, ale to nie robiło różnicy. Jednym z jego ulubionych powiedzonek było: „Gdyby ktoś wywrócił cię na drugą stronę, poczułby odór wychodzący z każdego poru twojego ciała”. Pamiętaj, to mówi szanowany lekarz. Matka nigdy słowem na to nie zareagowała. Nigdy nawet nie powiedziała mi, że to nieprawda. Ciągle zastanawiałam się, jak mogę stać się lepsza… jak mogę powstrzymać go od mówienia mi, że jestem wstrętna i cuchnąca. Kiedy wchodziłam do łazienki, zawsze myślałam, że jeśli szybko spuszczę wodę w toalecie, być może on nie będzie myślał, iż jestem taka wstrętna.
Powiedziałam Carol, że wygląda na to, że ojciec w tak irracjonalny sposób reagował na jej rozwijającą się kobiecość, ponieważ sam nie potrafił sobie poradzić z własnym zainteresowaniem tą sprawą. Często zdarza się, że na rozkwitającą seksualność swoich córek ojcowie reagują skrępowaniem, a nawet wrogością. Nawet ojciec, który dla swojej małej córeczki jest dobry i kochający może w czasie jej dorastania inicjować konflikty po to, by zdystansować się od własnego pociągu seksualnego, który jest dla niego czymś niedopuszczalnym.
U toksycznego ojca, jak było to w przypadku ojca Carol, rozwój seksualny córki może wywołać ogromne poczucie niepokoju, które, w jego mniemaniu, usprawiedliwia szykany wobec niej. Projektując na nią swoją winę i skrępowanie, mógł zaprzeczać jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje uczucia. To tak jakby mówił „Jesteś złą i grzeszną osobą, ponieważ przez ciebie mam złe i grzeszne myśli”.
Zapytałam Carol, czy brzmi to dla niej prawdopodobnie.
Teraz kiedy się nad tym zastanawiam, myślę, że było to związane z seksem. Zawsze czułam jego wzrok na sobie. Ciągle wypytywał o szczegóły tego, co robię z moimi chłopakami, choć właściwie nie było o czym opowiadać. Jednakże on był przekonany, że idę do łóżka z każdym, z kim wychodzę. Mówił na przykład: „Powiedz mi tylko prawdę, a nie zostaniesz ukarana”. Naprawdę chciał, abym opowiadała mu o seksie.
W okresie emocjonalnych zawirowań dorastania, Carol rozpaczliwie potrzebowała kochającego i troskliwego ojca, który dałby jej poczucie pewności. Zamiast tego, narażał ją na bezlitosną obmowę. Słowna tyrania ojca, połączona z brakiem reakcji ze strony matki, poważnie zachwiała w Carol wiarę w siebie jako osobę wartościową i sympatyczną. Kiedy ludzie mówili jej, że jest ładna, myślała tylko o tym, czy czują jej zapach. Żadna doza zewnętrznego dowartościowania nie mogła równać się z niszczycielskimi komunikatami ojca.
Zaczęłam pracować jako modelka w wieku siedemnastu lat. Oczywiście im większe sukcesy odnosiłam, tym ojciec czuł się gorzej. Naprawdę musiałam opuścić ten dom. Wyszłam za mąż w wieku dziewiętnastu lat za pierwszego faceta, który mnie o to poprosił. To był zwyczajny laluś, bił mnie, kiedy byłam w ciąży i zostawił, kiedy dziecko się urodziło. Naturalnie obwiniałam siebie. Wywnioskowałam, że musiałam zrobić coś źle. Może brzydko pachniałam, nie wiedziałam. Mniej więcej rok później wyszłam za mąż za faceta, który nie bił mnie, ale rzadko kiedy ze mną rozmawiał. Trwałam w tym przez dziesięć lat, ponieważ nie mogłam spojrzeć rodzicom w twarz, mając na koncie kolejne nieudane małżeństwo. Jednakże ostatecznie odeszłam. Dzięki Bogu miałam swoją pracę modelki, a więc byłam w stanie utrzymać syna i siebie. Skończyłam z mężczyznami na kilka lat. Potem spotkałam Glena. Myślałam, że to jest to, że w końcu znalazłam właściwego faceta. Pierwsze pięć lat naszego małżeństwa były dla mnie najszczęśliwszym okresem w moim życiu. Potem odkryłam, że oszukiwał mnie prawie od dnia ślubu. Przez następne dziesięć lat wiele mu wybaczałam, ponieważ nie chciałam zaprzepaścić kolejnego małżeństwa. W zeszłym roku odszedł ode mnie dla dziewczyny o połowę ode mnie młodszej. Dlaczego nic mi nie wychodzi?
Przypomniałam Carol, że wiele rzeczy jej wychodzi: była kochającą i przystępną matką, wychowała syna, któremu dobrze się wiedzie w życiu; zrobiła dwie udane kariery. Niestety żadne z moich zapewnień nie miało większej wagi. Carol przyjęła ojcowską wizję samej siebie jako istoty bezwartościowej i odrażającej. W konsekwencji, większą część dorosłego życia spędziła na wyniszczającym ją poszukiwaniu miłości, której usilnie pragnęła od ojca, gdy była młodą dziewczyną. Wybierała bezlitosnych, okrutnych, zimnych mężczyzn - podobnych do jej ojca - i próbowała skłonić ich do miłości do siebie, takiej, jakiej nigdy nie zaznała od własnego ojca.
Wyjaśniłam Carol, że zabiegając u ojca, lub też innych mężczyzn, których wybierała na jego miejsce o to, aby poprawili jej własne poczucie wartości, oddaje swą samoocenę w ich ręce. Nie trzeba być geniuszem, aby dostrzec, jak niszczycielskie były te dłonie. Musiała odzyskać kontrolę nad swoją samooceną stając twarzą w twarz z wyniszczającymi ją poglądami na własny temat, jakie ojciec wpoił jej w dzieciństwie. Przez następnych kilka miesięcy stopniowo uświadomiła sobie, że jej brak poczucia własnej wartości jest do odrobienia - po prostu szukała go w niewłaściwym miejscu.
Rodzice perfekcjoniści
Nierealne oczekiwanie, że dzieci będą doskonałe, jest kolejnym, powszechnym źródłem słownych ataków. Wielu rodziców, werbalnych tyranów, szczyci się własnymi sukcesami, niestety bardzo często ich domy stają się dla nich miejscem, gdzie otrząsają się z zawodowych stresów. (Rodzice-alkoholicy mogą również stawiać swoim dzieciom nieprawdopodobne wymagania, a następnie wykorzystywać ich porażki dla usprawiedliwienia swojego pijaństwa).
Rodzice perfekcjoniści zdają się żyć iluzją, że jeśli dołożą starań, aby ich dzieci były doskonałe, będą wówczas idealną rodziną. Składają na dziecku ciężar utrzymania równowagi, dla uniknięcia uświadomienia sobie faktu, że to właśnie oni, jako rodzice, nie potrafią tej równowagi zapewnić. Dziecko ponosi porażkę i staje się kozłem ofiarnym z powodu rodzinnych problemów. Po raz kolejny obarczane winą jest właśnie dziecko.
Dzieci chowane bez pieszczoty są jak kwiaty hodowane bez słońca - Alfred Louis Charles de Musset (1810-1857) – francuski poeta i pisarz epoki romantyzmu, członek Akademii Francuskiej. Autor m.in. powieści Spowiedź dziecięcia wieku (Confession d’un enfant du siècle, 1836, wyd. polskie 1880). Źródło: Wikipedia - Wikicytaty.
Dzieci mają prawo do błędów oraz do pełnej jasności tego, że nie jest to koniec świata. W ten właśnie sposób nabierają odwagi do poznawania w życiu nowych rzeczy. Toksyczni rodzice narzucają swoim dzieciom nieosiągalne cele, nierealne oczekiwania i nieustannie zmieniające się reguły. Spodziewają się od nich reakcji o stopniu dojrzałości, który można osiągnąć w miarę uzyskiwania życiowego doświadczenia, niedostępnego przecież dla dziecka. Dzieci nie są miniaturowymi dorosłymi. Niestety, toksyczni rodzice spodziewają się od nich takiego zachowania jakby nimi były.
Paul, lat 33, ciemnowłosy, niebieskooki technik laboratoryjny, zgłosił się do mnie z powodu kłopotów w pracy. Dało się zauważyć, że jest nieśmiały, skrępowany i niepewny siebie, jednakże, mimo to, wciąż wdawał się w gorące spory ze swoimi bezpośrednimi zwierzchnikami. Mogło się to dla niego skończyć utratą pracy, zwłaszcza że miał coraz większe trudności z koncentracją.
Kiedy Paul i ja rozmawialiśmy o pracy, zorientowałam się, że ma trudności w kontaktach z osobami mającymi władzę. Spytałam go o rodziców i odkryłam, że Paul, podobnie jak Carol, był napiętnowany obelgami. Opisywał to w ten sposób:
Miałem 9 lat, kiedy moja matka wyszła powtórnie za mąż. Facet musiał chyba brać lekcje u Hitlera. Pierwszą rzeczą jaką zrobił, kiedy się wprowadził, było ustalenie nowego porządku: demokracja kończyła się za drzwiami wejściowymi. Jeśli kazał nam skakać z urwiska, musieliśmy skakać. Bez dyskusji. Ja miałem znacznie gorzej niż moja siostra. Przez cały czas miał mnie na oku, a zwłaszcza mój pokój. Codziennie robił te przeklęte inspekcje, jakby to były koszary. Kiedy masz lat dziewięć czy dziesięć, rzeczy są zawsze trochę nieuporządkowane, ale jego to nie obchodziło. Wszystko musiało być idealnie, nic nie mogło być nie na swoim miejscu. Jeśli zostawiłem na biurku książkę, zaczynał krzyczeć, jaką to jestem odrażającą świnią. Nazywał mnie pieprzonym dupkiem, albo sukinsynem, albo zasmarkanym bękartem. Nieustanne obrzucanie mnie tymi wszawymi wyzwiskami było dla niego jak ulubiony sport. Nigdy mnie nie uderzył, ale te cholerne wyzwiska bolały tak samo.
Domyślałam się, że było coś w osobie Paula, co wywoływało tak silne uczucia u jego ojczyma. Odkrycie, co to było, nie zabrało nam wiele czasu. Paul był nieśmiałym, wrażliwym, zamkniętym chłopcem, niskim jak na swój wiek.
Kiedy mój ojczym był dzieckiem, był najniższy w szkole. Wszyscy mu dokuczali. Kiedy matka go poznała, był silny, pracował nad tym. Jednakże wydawało się, jakby to wszystko na siebie nałożył. Jakoś całe to jego umięśnienie zawsze sprawiało wrażenie, jakby należało do kogoś innego.
Gdzieś wewnątrz ojczyma Paula żył nadal mały, przestraszony, nieadekwatny chłopiec. A ponieważ Paul miał wiele podobnych do niego cech, stał się symbolem jego bolesnego dzieciństwa. Skoro jego ojczym nigdy nie zaakceptował siebie jako dziecka, odczuwał gwałtowną wściekłość wobec chłopca, który przypominał mu jego samego. Zrobił z Paula kozła ofiarnego. Wyżywał się na nim z powodu własnej nieadekwatności, z którą nie umiał sobie poradzić. Tyranizując pasierba nierealnymi żądaniami doskonałości, a następnie słownie znieważając go, kiedy coś mu nie wyszło, przekonywał samego siebie, że jest potężny i silny. Prawdopodobnie nigdy nie przyszło mu do głowy, jaką krzywdę wyrządza Paulowi. Myślał, że pomaga chłopcu stać się doskonałym.








