2014-01-14
Autor: NTNWP

Stalin, rok 1953 - ziemscy Bogowie są śmiertelni

Doczesna sława to rzecz nader wątpliwa

Kraj, pogrążony w ogłoszonej oficjalnie czterodniowej żałobie, nie przywiązywał większej wagi do tych „subtelności” w przetasowaniach na górze. Dla wielu było jednak jasne, że nowe gwiazdy na firmamencie politycznym są tylko cieniem „wodza”. Ludzie przyjęli zatem jako coś oczywistego opublikowaną w prasie wiadomość, że KC i Rada Ministrów postanowiły umieścić sarkofag z ciałem J.W. Stalina w Mauzoleum na placu Czerwonym wraz z sarkofagiem W.I. Lenina i wybudować Panteon - pomnik wiecznej chwały wielkich ludzi radzieckiego państwa.

Starożytny obyczaj balsamowania i mumifikowania władców, przeciwko czemu tak gwałtownie protestowała swego czasu Krupska i przy czym tak upierał się Stalin, stał się już normalną praktyką. Z biegiem lat ludzie przyzwyczajają się do wielu rzeczy. Nawet do tego, że na ziemi mieszka z nimi bóg. Ale kiedy bóg umarł, tak jak wszyscy śmiertelnicy, trudno im było się z tym pogodzić. Aleksiej Surkow w swym opublikowanym w „Prawdzie” artykule Wielkie pożegnanie opisał, jak „trzy dni z rzędu, nie wysychając ani rano, ani wieczorem, wiła się po ulicach Moskwy, płynęła i płynęła żywa rzeka ogólnonarodowej miłości i żałoby, wlewając się do Sali Kolumnowej”. Nowy minister obrony, Bułganin, wydał rozkaz do żołnierzy i oficerów Armii Radzieckiej, w którym raz po raz powtarzały się słowa „wielki”, „genialny”, „nieśmiertelny”. Podczas pogrzebu w stolicach republik związkowych, w miastach-bohaterach zabrzmiało 30 salw artyleryjskich. Marszałkowie Sokołowski, Budionny, Goworow, Koniew, Timoszenko, Malinowski, Miereckow, Bogdanow, generałowie i admirałowie nieśli ordery i medale generalissimusa. Cały kraj pogrążył się w głębokiej żałobie. Miliony ludzi nie wiedziały, że wraz z aktem pogrzebu rozpoczyna się trudny i długi proces uwalniania się od jednej z najstraszliwszych tyranii w historii.

Występujący podczas uroczystej ceremonii żałobnej w tych samych słowach i zwrotach podkreślali niezłomne przywiązanie narodu i kraju do stalinowskiego kursu. Malenkow, nazywając Stalina „największym geniuszem ludzkości”, wyraził przekonanie, iż w ZSRR jest wszystko, co potrzeba do zbudowania w pełni komunistycznego społeczeństwa. Beria nie omieszkał, rzecz jasna, przypomnieć, że idąc stalinowską drogą, powinniśmy „nieustannie podwyższać i zaostrzać czujność partii i narodu na intrygi i knowania wrogów radzieckiego państwa”. Mołotow, odpowiadając na pytanie: „Co to znaczy być wiernym i godnym naśladowcą Stalina?” - próbował sformułować główne kierunki dalszego umacniania pozycji kierownictwa wewnątrz kraju oraz na arenie międzynarodowej. Krótko mówiąc, towarzysze zaklinali się, że wszystko pozostanie tak, jak było. W przemówieniach przywódców nie dawały się wyczuć żadne niuanse. Jeśli nie liczyć faktu, że Beria postanowił okazać daleko idące poparcie najbliższemu sobie człowiekowi - Malenkowowi. W swoim wystąpieniu Beria oświadczył, że jedną z „niezwykle ważnych decyzji, mających zapewnić niezakłócone i prawidłowe kierowanie całym życiem kraju” jest „wybór na stanowisko przewodniczącego Rady Ministrów ZSRR utalentowanego ucznia Lenina i wiernego towarzysza broni Stalina - Gieorgija Maksymilianowicza Malenkowa”.

Po uroczystościach żałobnych ciało zmarłego „wodza” przeniesiono do Mauzoleum, które pozostało zamknięte jeszcze przez osiem miesięcy: trwał proces balsamowania. Mumia powinna przecież przetrwać wieki. Obok Lenina znalazł się teraz człowiek, który w ciągu całego swego życia politycznego uzurpował sobie prawo do interpretowania dzieła wielkiego poprzednika. Chociaż jednak Lenin spoczął w sarkofagu w ciemnym garniturze bez odznaczeń (nikt nie potrafi wyobrazić sobie wodza z „ikonostasem” orderów), a Stalin - z rzędami baretek z platyny, rzeczywistą rolę tych ludzi historia oceniała i ocenia, nie oglądając się na „znaki szczególne”. To właśnie oni stanęli u źródeł ogromnej historycznej klęski wielkiego narodu. Kto mógł wiedzieć, że nocą 31 października 1961 roku mumia Stalina na zawsze opuści Mauzoleum?

Wieczny mrok pochłonął „wodza”. Ale śmierci fizycznej nie towarzyszyła śmierć polityczna. Na zewnątrz nic się nie zmieniło. Ludzie myśleli tak samo, jak wcześniej. Biurokratyczna maszyna, ze zgrzytem masywnych zębatych kół, tak samo nieubłaganie wyrzucała z siebie dyrektywy, rozporządzenia, zajmowała się „przygotowywaniem, szkoleniem i rozmieszczaniem kadr”, na każdym zebraniu nadal układano listy dziękczynne pod adresem przywódców. Stopniowo jednak ci sami ludzie, którzy rozpoczynali i kończyli swoje mowy inwokacjami do „geniuszu” Stalina, zaczęli zmieniać ton. Powoli, niezauważalnie spadała zasłona z oczu i dusz. W ciągu niespełna miesiąca wyciszono „sprawę lekarzy”, a Riumina - głównego wykonawcę zamysłów Berii - rozstrzelano. Minęło trochę czasu i ośmieleni członkowie politbiura przeprowadzili „pałacową operację” usunięcia Berii. Rok po śmierci Stalina Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR pod przewodnictwem A.A. Czepcowa zakończyło „sprawę leningradzką” jako „sfabrykowaną przez byłego ministra bezpieczeństwa państwowego ZSRR i jego wspólników”. A.A. Wozniesienskiego, N.A. Wozniesienskiego, M.A. Wozniesienską i dziesiątki innych ofiar bezprawia pośmiertnie zrehabilitowano. W następnym roku „Prawda” doniosła, że na otwartym posiedzeniu Kolegium Wojskowego odpowiedzialni za spreparowanie „sprawy leningradzkiej” (W.S. Abakumow, A.G. Leonow, W.I. Komarow, M.T. Lichaczew) zostali skazani na najwyższy wymiar kary - rozstrzelanie, a inni - na kary długoletniego więzienia. Do tego czasu główni winowajcy byli już martwi.

To, co wydawało się niewzruszone, zakrzepłe, wieczne, monolityczne, jeszcze przed oficjalnym potępieniem kultu jednostki zaczęło się rozłazić, tajać, ulegać niezauważalnej erozji, niszczeć. Stara jak świat prawda, którą wyraził zwięźle Tomasz Mann - że doczesna sława to rzecz nader wątpliwa - szybko znalazła swoje potwierdzenie.

Teraz możemy sobie pożartować. Ale w czasach Stalinizmu, także w Polsce, za takie żarty groziła kara śmierci.

 

Artykuł jest fragmentem znakomitej książki Dmitrija Wołkogonowa „Stalin - wirtuoz kłamstwa, dyktator myśli”, wydanej w 2006 r. przez wydawnictwo Amber. Autor Lenina jako jedyny radziecki historyk miał dostęp do tajnych archiwów, zamkniętych dla wszystkich przedtem i potem – na ich podstawie przedstawia najprawdziwszą i najbardziej demaskatorską ocenę Stalina.

Sam dźwięk imienia Stalina wywołuje jednoznaczne skojarzenia: krwawa tyrania, kult jednostki, przemoc – wszystko to, co składa się na pojęcie stalinizmu. Lecz stalinizm to coś więcej. Stara prawda mówi, że pierwszą ofiarą niesprawiedliwości pada właśnie sama prawda. Stalin zdołał zdeformować wszelkie idee, zastąpić własnymi mitami i odcisnąć w ludzkiej świadomości dogmatyczne schematy – i to być może jest jego największą zbrodnią. Zbrodnią przeciwko myśli.

Autor z niedostępnych przez lata archiwów – z korespondencji Stalina, rozporządzeń dyktatora, wspomnień ludzi z jego otoczenia – czerpał materiał do portretu tyrana, usiłując zrozumieć jego fenomen.

Dlaczego właśnie Stalin został następcą Lenina? Jak to się stało, że sterroryzował cały naród? Jak to możliwe, że przez ponad trzydzieści lat był panem życia i śmierci milionów ludzi?

Stalin lepiej niż inni poznał tajemnicę władzy w rękach jednostki. Potrafił sprawić, by ludzie wiedzieli tylko to, co chciał, żeby wiedzieli, i myśleli tylko to, co chciał, żeby myśleli. Na kłamstwie zbudował najpotworniejszy system w dziejach. Na tym polega istota jego triumfu, który stał się tragedią narodów.

Przedstawiliśmy mniej niż 3% książki (fragment Wstępu i Części XI - Ziemscy Bogowie są śmiertelni). Tę znakomitą i obszerną publikację (ponad 800 stron) możecie kupić w wydawnictwie Amber.

Artykuł jest w fazie Beta, będzie uzupełniony o dodatkowe treści i ilustracje.

  1. Nadieżda Konstantinowna Krupska (1869-1939) – żona Włodzimierza Lenina od 1897 roku, rosyjska działaczka komunistyczna.

O Autorze

NTNWP

 > Mohandas Karamchand Gandhi (nazywany mahatmą co znaczy "wielka dusza") urodził się w rodzinie hinduskiej, w społeczności tzw. modhów (zajmującej się głównie handlem) w mieście Porbandar (Gujarat) w 1869 r. Był synem Karamchanda Gandhiego oraz jego czwartej żony Putlibaj, hinduski z odłamu wisznuickiego. Wychowywanie odebrał od matki – żarliwej wyznawczyni Wisznu. Od młodych lat poznawał zasady szanowania każdej żywej istoty, wegetarianizmu oraz poszczenia w celu samooczyszczenia organizmu i wzajemnej tolerancji pomiędzy wyznawcami różnych religii. Propagator pacyfizmu jako metody uzyskania celów politycznych.



SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Artykuły w Kategoriach:

Pogoda

Warszawa
Przejaśnienia
2°C
Ciśnienie: 1000 mb
Wilgotność: 93%
Wiatr: 0 km/h N
Prognoza na 2014-02-09
dzień
Częściowo słonecznie, przelotne deszcze
8°C
noc
Przelotny deszcz
1°C