2016-12-12
Autor: nTimes

Superkomputery, podbój Kosmosu i….smog.

„Jak to możliwe”? – zastanawia się świat nad fenomenem Chin. „Od kilkunastu lat nieprzerwanie wzrost gospodarczy sięgający 10%”?

My się dziwimy, a Chińczycy spokojnie „robią swoje”. Warto się temu przyjrzeć. Zacznijmy od naszego, środkowo-europejskiego podwórka, nie zapominając przy tym, że dla Pekinu w tej chwili najważniejszy jest region Oceanu Spokojnego. Nowy prezydent USA nie ukrywa, że jego celem jest powstrzymanie  hegemonistycznych zapędów Chińczyków.

 

  • Mimo to, w relacjach Chiny – Europa, ale także Chiny – Polska wciąż coś się dzieje. Decydenci z Pekinu chcą być obecni wszędzie – również na naszym Bałtyku. Dowiódł tego ostatni szczyt w Rydze, 5 listopada br., czyli spotkanie 16 +1. Ta „szesnastka” to oczywiście kraje Europy środkowo-wschodniej, wśród nich Polska, a „jedynka” – Chiny. Nie sposób tego wydarzenia pominąć, podobnie jak czerwcowej wizyty prezydenta Chin w naszym kraju.
  • (o której wspominaliśmy już w pierwszej części)
  • I pamiętać, jednocześnie kto rzuca żetony na stół.

 

„Potrzebna jest mądra współpraca – mówiła premier Beata Szydło, która reprezentowała na listopadowym szczycie nasz kraj i dodawała: „Musimy ze sobą współpracować, a nie rywalizować”.

Sęk w tym, że warunki dyktują raczej Chiny, które, zdaniem jednego z publicystów, „rzuciły żetony na stół i obserwują, kto da więcej”. Rezultaty bywają zdumiewające…

 

Łotysze górą!

 

Póki co, zdają się wygrywać gospodarze spotkania. Tak, to maleńka Łotwa zwyciężyła w konkurencji pt. ”Na czyim terytorium Chińczycy zbudują port na Bałtyku”. Nie było łatwo; Litwa, ale też bogate kraje skandynawskie również brały udział w rozgrywce. Trzeba przyznać, że Łotysze „odrobili   lekcję” wyjątkowo starannie – pokazali ewentualnym kontrahentom miejsce już odpowiednio przygotowane pod inwestycję, z pełną infrastrukturą. Słowem: konkret. A Chińczycy lubią konkrety..

Jak się okazało, lubią też czasem zażartować:

Jesteśmy przecież prawie sąsiadami. Dzieli nas w końcu tylko jeden kraj….” – zauważył na zakończenie szczytu premier Chin zwracając się do przedstawicieli „szesnastki”.

Ten „ tylko jeden kraj” to, jak wiadomo, Rosja. O nim na spotkaniu w Rydze mówiło się mniej, albo nawet wcale, ale prosto ze stolicy  Łotwy premier Chin udał się nie gdzie indziej, lecz  do…Petersburga.

 

Na szczęście wcześniej udało się wykroić polski kawałek chińskiego „tortu”.

 

To może mniej niż port na Bałtyku dla Łotyszy, ale z pewnością coś ważnego dla Polski: zapadła decyzja o woli 16 państw i Chin, by sekretariat ds. morskich powstał właśnie w naszym kraju. Na razie nie ustalono, w którym mieście.

 

Ustanowiono też  fundusz pro-rozwojowy dla krajów Europy środkowo- wschodniej. Akces zgłosiły już Chiny, Czechy, Łotwa i Polska.

 

Premier Szydło zapowiedziała  na zakończeniu szczytu, swoją podróż do Chin celem „finalizowania realizacji polsko – chińskich przedsięwzięć”.

 

Chodzić będzie z pewnością m. in. o Łódź, gdzie powstaje szumnie zapowiadany węzeł komunikacyjny Nowego Jedwabnego Szlaku mający pełnić jednocześnie rolę lądowego portu przeładunkowego.

 

Po raz pierwszy ten temat był przedmiotem poważnych rozmów podczas wizyty prezydenta Chin, Xi Jinpinga i jego małżonki w Polsce, w czerwcu 2016 roku. (szerzej pisaliśmy o niej w artykule „Zwycięski Smok”). Obydwaj prezydenci, Andrzej Duda i Xi Jinping, dokonali wtedy symbolicznego otwarcia linii kolejowej na trasie Chiny-Europa – China Railway Express.  Było to niewątpliwie niezwykle ważne wydarzenie, ale głównie dla…Polski.

 

Bo uwagę chińskiej, i nie tylko, opinii publicznej przykuwało wówczas coś z zupełnie innej dziedziny – w położonym na północ od Szanghaju Wuxi, oddano właśnie do użytku najszybszy komputer świata – Sunway TaihuLight, który może wykonywać 93 000 trylionów operacji na sekundę. 

(Zdetronizowane zostało w ten sposób również chińskie urządzenie – Tianhe –2. Warto podkreślić, że amerykański Titan zajmuje obecnie dopiero trzecie miejsce w tym rankingu)

 

China goes global

 

To właśnie jest typowe dla Chińczyków – obecność na wszelkich  możliwych frontach, błyskawiczne reagowanie na wszystkie zdarzenia na światowej arenie. I tak np. w odpowiedzi na wybór Donalda Trumpa Kraj Środka potroił tempo wykupu amerykańskich firm (które i tak dotąd do powolnych raczej nie należało).

 

Wystarczy wspomnieć, że do 2016 oku Chiny zawarły z kontrahentami amerykańskimi około 1200 umów o łącznej wartości 62,9 miliarda dolarów.

Rekordowy jak dotąd był rok 2013, kiedy to zanotowano 82 porozumienia na sumę 14 mld US$.

 

Chińczycy najchętniej inwestują w sektorach: ICT (Information &Communication Technologies) – 184 umowy, nieruchomości – 129 oraz energetycznym  – 124.

 

Jeżeli chodzi o lokalizację największym powodzeniem cieszy się Kalifornia, gdzie usytuowanych jest 350 chińskich przedsięwzięć; na drugim miejscu znalazł się stan Nowy Jork (95), na trzecim – Michigan (77).

 

Od tenisówek do… stacji kosmicznych

 

I pomyśleć, że stać na tej miary inwestycje kraj, którego eksportowym

przebojem, jeszcze 30 lat temu, były…tenisówkiDla Chińczyków nie ma w tym nic dziwnego: wszak ich wielki filozof, Laozi (Lao-tzu) nauczał: „Czyniąc rzeczy wielkie zaczynaj od drobnych”.

Chiny prą do przodu i wydaje się, że nic nie jest im straszne. Nawet załamanie światowego systemu finansowego z 2008 roku, podczas gdy gospodarka Zachodu, szczególnie europejska, do tej pory nie do końca przyszła do siebie po kryzysie spowodowanym upadkiem banku Lehman Brothers.

Jak to możliwe? Na łamach „Foreign Affairs” usiłowano wówczas wyjaśnić ten fenomen w następujący sposób:

Gospodarka chińska nadzwyczajnie szybko wróciła do pionu po kryzysowym ciosie, ponieważ umożliwiła jej to centralnie zarządzana, hierarchiczna machina decyzyjną pozbawiona opóźnień wynikających z meandrów procesu demokratycznego”.

Brak demokracji ma więc pomagać gospodarce?!

Ale przecież na naszej planecie nie brakuje autokratycznych reżimów! Idąc tym tropem można byłoby oczekiwać rozkwitu gospodarczego …Korei Północnej! Jak wiemy na razie na nic takiego się nie zanosi.

Czym więc tłumaczyć fenomen Chin?

 

Kolor kota

 

Eksperci uważają, że dużą rolę odgrywa tu historia kraju, która ukształtowała świadomość i charakter Chińczyków –  zrozumienie dla konieczności wyrzeczeń, pracowitość, niewysokie wymagania. To chyba jedyny naród na świecie, który czekał na swoje „5 minut” prawie 5 tysięcy lat.

Ale Chińczycy mają swoje zdanie na ten temat, z grubsza zresztą  zbieżne z diagnozą „Foreign Affairs”.   

Ich zdaniem za sukcesem gospodarczym kraju stać może… system komunistyczny! A w każdym razie nie jest on w najmniejszym stopniu przeszkodą…

„Nieważne, czy kot jest czarny, czy biały; ważne czy dobrze łowi myszyuważa Deng Xiaoping, główny architekt przemian w Kraju Środka.

Takie stwierdzenie to niemal policzek dla wielu zachodnich liberałów, piewców wolnego rynku. Większość z nich nie tylko nie wierzy, że gospodarka planowa i kontrola państwa mogą pozytywnie wpłynąć na rozwój ekonomiczny, ale nawet przestrzega przed niebezpieczeństwami dla świata związanymi z takim modelem.

Należy do tej grupy m. in. innymi  Niall Ferguson, Szkot, obecnie profesor ekonomii z Harvardu, autor kultowych już pozycji takich jak „Potęga pieniądza”, czy „ Dom Rotschildów”. Ferguson nie podziela co prawda obaw niektórych kół w Niemczech, co do „nieuniknionej agresywności Chin” – poglądy Brytyjczyka  nie są aż tak skrajne, ale ma inne wątpliwości.

Jego zdaniem Chiny nie są w stanie przekroczyć pewnego punktu rozwoju, tzn. stać się naprawdę bogatym narodem, bez wcześniejszej „naprawy” stosunków społecznych, choćby w sferze prawa własności.

Innymi słowy – używając przenośni Denga – na pewnym etapie kolor kota stanie się ważny. Zdaniem Fergusona wystarczy jednak dalsze konsekwentne wprowadzanie zasad wolnego rynku i równolegle –  ukłon w stronę demokracji; innymi słowy lekkie „zszarzenie” kota, by chiński cud gospodarczy trwał nadal.

 

  • Chińczycy ruszają w Kosmos

 

Rewolucja kulturalna cofnęła Chiny kilka dziesięcioleci wstecz. Teraz w przyspieszonym tempie odrabiają zaległości. Również w dziedzinie podboju Kosmosu.

Czy będą w stanie dogonić Amerykanów, czy choćby nawet Rosjan? Ci drudzy, z przyczyn ekonomicznych (horrendalnych stawek za dzierżawę terenu, jakich zażądał Kazachstan) stopniowo rezygnują z Bajkonuru. Trwa „przeprowadzka” do rozbudowywanego  Kosmodromu Wostoczny (w Obwodzie Amurskim), z którego pierwsze statki załogowe mają wystartować w 2023 roku.

Prywatne firmy amerykańskie, Elona Muska, czy Dennisa Tito planują lot na orbitę Marsa już w 2018 roku. 

A Chińczycy? Nie ma co ukrywać – musieli zaczynać od podstaw! Robią to po swojemu – konsekwentnie. Realizując politykę innowacyjności  systematycznie przeznaczają na ten cel 2% swojego wciąż rosnącego PKB (w 2015 roku było to 200 miliardów dolarów).

(Dla porównania w Polsce ta kwota nigdy nie była wyższa niż 1% PKB).

Te wysiłki już przynoszą rezultaty. Państwo Środka może pochwalić się  największą na świecie liczbą absolwentów z dyplomem w dziedzinie nauk ścisłych i inżynierii. W 2010 roku było to 1,1 miliona (to czterokrotnie więcej niż w USA).

 

Ruszył chiński program kosmiczny, Shengzou. W jego ramach odbyło się już pięć lotów załogowych; pierwszy 15 października 2003 roku. (Kosmonauci nazywani są taikonautami).

 

29 września 2011 roku na orbicie ziemskiej umieszczona została stacja orbitalna Tiangong (Pałac Niebiański).

 

14 grudnia 2013 roku na powierzchni Księżyca wylądowała pierwsza chińska sonda.

 

Kosmicznym osiągnięciom Kraju Środka towarzyszą inne, może mniej spektakularne, ale również świadczące o niezwykle szybkim rozwoju w dziedzinie techniki. Ocenia się, że w 60 proc. kluczowych technologii Chińczycy osiągnęli już poziom światowy, w tym w elektronice, w konstruowaniu sprzętu infrastruktury komunikacyjnej i sieciowej, samochodów elektrycznych, a także w przemyśle lotniczym.

Przeżywając swój „złoty wiek” obywatele Kraju Środka, po raz pierwszy od wieków mogą hołdować zasadzie carpe diem, China!

 

„ Gdybym miał nadać obecnej epoce jakąś nazwę powiedziałbym, że żyjemy w epoce szaleństwa”. – mówi (Ai Weiwei, dysydent, architekt, współtwórca słynnego „Ptasiego Gniazda”, olimpijskiego stadionu w Pekinie.

Jednym z najbardziej znaczących efektów „chińskiego cudu” jest  wzrost liczebności klasy średniej; to obecnie 200 milionów ludzi,   najwięcej na świecie. 

W 2005 roku przeciętne wynagrodzenie w Chinach to mniej niż 200 USD; (dla porównania w Polsce było to 750 USD). W roku 2015 wynosiło już ono cztery razy więcej – 800 USD. 

Według prognoz agencji rekrutacyjnej Hays już w ciągu najbliższych kilku lat, bardziej opłacalne z punktu widzenia poprawy bytu materialnego, staną się wyjazdy do Chin niż na Zachód.

(Już teraz  brand manager w Chinach zarabia do 5 tysięcy dolarów, w Polsce – do 2,7,tysiąca).

Tania siła robocza niebawem przejdzie do historii nad Jangcy i Huang He…

W ten sposób owocuje otwarcie na produkcyjny kapitał zagraniczny, który przybywał zachęcony niskimi kosztami pracy. Obecnie magnesem jest ogromny rynek wewnętrzny spragniony zachodnich wyrobów. Weiwei ma rację: „szaleństwo” ogarnęło, część przynajmniej, obywateli Państwa Środka, a jest nim konsumpcja.

 

Bo wygląda na to, że chińska klasa średnia zakochała się w zachodnim stylu życia. Tłumy odwiedzają szwedzką Ikeę, modne są śluby w stylu europejskim (lub amerykańskim), a przede wszystkim podróże.

Coraz więcej Chińczyków odwiedza Europę i Stany Zjednoczone.

Wśród młodszego pokolenia powszechna jest znajomość angielskiego.

  

Ale poza blaskami są też nieodłączne cienie.

 

Druga strona medalu

 

4 czerwca 1989 roku na Placu Tian’anmen ( Niebiańskiego Spokoju) w Pekinie doszło do rozruchów. Na demonstrujących przeciwko wszechwładnej korupcji i domagających się reform ludzi, głównie młodych, skierowano  czołgi. Według oficjalnych statystyk zginęło wtedy 241osób, ale Chiński Czerwony Krzyż ocenia liczbę zabitych na 2600.

Od lat stowarzyszenie „Matki Tian’anmen ”  domaga się uczczenia ofiar, a intelektualiści, jak cytowany Ai Weiwei, czy laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 2010 roku, Liu Xiaobo, uczciwej dyskusji na temat tych wydarzeń.

Bez większego echa.

Nawet jeżeli wolność wypowiedzi dla większości Chińczyków, będącej wciąż jeszcze na etapie konsumpcyjnego „szaleństwa”, nie stanowi problemu, o tyle inne zagrożenie, dotyczące wszystkich i znacznie bardziej realne. Tym zagrożeniem jest zatrucie środowiska.

 

               

Kiedy smok zamienia się w smog

 

 

       „Święty Mikołaj nas nie odwiedzi, bo nie będzie mógł nas dostrzec”- to żartobliwe słowa młodej Chinki, na temat smogu w Pekinie, który ponownie opadł na miasto akurat w Wigilię 2015 roku.

Nieobecność Świętego, to akurat nie problem, bo jego popularność w Chinach jest nadal znikoma, ale zatrucie powietrza w stolicy już nim jest. I to nie tylko w regionach bardzo uprzemysłowionych, jak Pekin, ale też w tradycyjnie wiejskich, które gwałtownie się industrializują.

 

Należą do nich okolice Perłowej Rzeki, trzeciej na liście najdłuższych rzek Chin, które jeszcze kilkanaście lat temu były regionem czysto rolniczym, a obecnie wymieniane są w rzędzie najbardziej zanieczyszczonych regionów Chin.

To tutaj, miejscowa ludność, do niedawna wieśniacy, pracowicie wydłubuje ze starych pecetów, laptopów, zdezelowanych monitorów i innego elektronicznego złomu każdą, najmniejszą nawet drobinkę mającą jakąkolwiek wartość. W Europie i Ameryce odbywa się to w specjalnych zakładach przystosowanych do recyclingu. W Chinach, które są największym na świecie importerem takich odpadów, nikt nie zawraca sobie głowy przepisami BHP, elektroniczne elementy są palone lub trawione w kwasach. W całych kraju pracuje w ten sposób około 300 tysięcy ludzi. Woda i ziemia w okolicach Perłowej Rzeki są silnie skażone, ale z pewnością nie tylko tam.

 

Dopiero od dwóch lat władze chińskie monitorują poziom zanieczyszczenia powietrza. Do tej pory chińscy internauci czerpali informacje na ten temat ze stron internetowych …ambasady USA.

Przypuszcza się, że smog i skażenie mogą być przyczyną nawet 250 tysięcy przedwczesnych zgonów rocznie.

 

Czy i w tym roku Święty Mikołaj będzie miał problem z dostrzeżeniem Pekinu? Nawet jeżeli tak, to ten fakt nie powstrzyma z pewnością Chińczyków w ich marszu na szczyt.

SKOMENTUJ

Zaloguj się i napisz komentarz.

Poznaj Chiny

Artykuły w Kategoriach:

Ziemia Nocą

Teleskop Hubble'a