Angola: dawni kolonizatorzy wracają i… proszą o pracę
Z tarasu świetnie widać, że Luanda jest jednym wielkim placem budowy. Queiroga wlewa w siebie jeden kieliszek wódki za drugim. (…) Z pierwszym pracodawcą posprzeczał się po pół roku pracy. Drań zalega mu z pensją za miesiąc. Teraz waletuje u przyjaciół, bo nie ma na czynsz, nie mówiąc o alimentach na ośmioletniego syna pozostawionego w Portugalii.
Pozwolenie na pracę wystawiła mu firma, która już dawno przestała istnieć. Joao Queiroga zarabia na życie sprowadzając do Angoli materiały budowlane, papier toaletowy, pampersy, jednym słowem wszystko na co jest w danej chwili największe zapotrzebowanie.
Codziennie drży ze strachu, że wyjdzie na jaw afera z wizą i zostanie odesłany ciupasem do Portugalii, jak dziesiątki tysięcy jego rodaków. - W Angoli rozwija się nowa forma niewolnictwa - stwierdza Joao Queiroga. - Firmy robią z pracownikami, co im się żywnie podoba.
Luanda przypomina współczesny Dziki Zachód. Staje się światową metropolią symbolizującą nową Afrykę, coraz bardziej świadomą swego strategicznego znaczenia. W porównaniu ze stalowym drapaczem chmur - siedzibą państwowego koncernu naftowego Sonangol - katedra zbudowana jeszcze przez Portugalczyków w XVII wieku wygląda jak domek dla krasnoludków.
W mieście generatory prądotwórcze pracują na pełnych obrotach, whisky pije się z dużych szklanek, a nocą, kiedy znikną korki, ulicami szusują wypasione terenówki i pickupy.
W Angoli panuje pokój dopiero od ponad dziesięciu lat, wcześniej kraj nękała bratobójcza wojna domowa. (…) Według szacunkowych danych zginęło wówczas półtora miliona ludzi. Walki zakończyły się dopiero w 2002 roku, gdy w zasadzce zastrzelono Jonasa Savimbi, przywódcę UNITY (Narodowego Związku na rzecz Całkowitego Wyzwolenia Angoli).
Dzięki eksportowi ropy i diamentów kraj przeżywa niesamowity boom gospodarczy. Roczna stopa wzrostu osiągnęła w ostatnich latach niewiarygodne, ponad 20-procentowe tempo wzrostu, co oczywiście nie oznacza, że społeczeństwo angolskie wydobywa się z nędzy.
Luanda, stolica Angoli, uchodzi obok Tokio za najdroższe do życia dla cudzoziemców miasto świata. Pokój w trzygwiazdkowym hotelu kosztuje 265 dolarów za dobę, wodę mineralną importuje się z Portugalii, warzywa z Afryki Południowej.
Rozpędzoną gospodarkę napędzają petrodolary i wpływy z eksportu diamentów. Kraj jest przeżarty korupcją, przybierającą niekiedy groteskowe formy.
W supermarkecie Casa dos Frescos można kupić dziesięć kapsułek kawy firmy Nespresso za 15 euro, luksusowy papier toaletowy (sześć rolek) za osiem euro. Przed wejściem osłabiona malarią przekupka sprzedaje ananasy po pięć euro za sztukę, o jedno euro taniej niż w supermarkecie.











