Angola: dawni kolonizatorzy wracają i… proszą o pracę
Bezkompromisowa walka z szalejącą w kraju korupcją naraża go na ciągłe szykany policji. W jego przekonaniu boom budowlany i astronomiczne ceny stworzyły szarą strefę gospodarki, w której obowiązują chore praktyki biznesowe.
Rafael Marques de Morais podaje przykład pewnej norweskiej firmy, która za wynajęcie apartamentu dla czterech pracowników musi płacić 60 tys. dolarów miesięcznie. Właścicielem mieszkania jest pracownik angolskiej spółki państwowej. To bardzo popularna metoda inkasowania łapówek w majestacie prawa.
- Korupcja w sferach rządowych prześcignęła Nigerię, czy Kongo - uważa Rafael Marques de Morais. W grudniu 2011 roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy skrytykował, że z budżetu państwa wyparowały 32 mld dolarów wpływów ze sprzedaży ropy naftowej.
Pięć miesięcy później MFW nie zagłębiając się w szczegóły, pochwalił władze angolskie, że przedstawiły wyjaśnienie, co się stało z sumą 27 miliardów. Rafael Marques de Morais rzuca na stół plik dokumentów.
- Miliardy zdefraudowanych dolarów nie pojawiają się w rządowej rachunkowości budżetowej ani w księgach finansowych państwowego koncernu naftowego Sonangol. Skoro pieniądze wydano, powinny zostać zaksięgowane w dokumentach. Najwyraźniej MFW przymyka oczy na kreatywną księgowość.
W październiku ubiegłego roku rząd angolski zaprosił dziennikarzy zagranicznych do Luandy, aby przedstawić państwowy fundusz majątkowy Sovereign Wealth Fund, wzorowany na norweskim odpowiedniku. Fundusz ma być finansowany przychodami ze sprzedaży ropy naftowej na poziomie 100 tys. baryłek dziennie.
Syn prezydenta José Filomeno de Sousa dos Santos rozpływał się w zachwytach nad możliwościami, jakie otwiera rynek azjatycki przed angolskim funduszem. José Filomeno dos Santos jest jednym z trzech członków zarządu nowego funduszu.
- Problem w tym, że w Norwegii zyski wypracowane przez fundusz służą poprawie stopy życiowej całego społeczeństwa, a w Angoli płyną do kieszeni rodziny prezydenckiej - mówi podniesionym głosem dziennikarz.
Bierze do ręki komórkę i na kalkulatorze wylicza: - 100 tys. baryłek ropy dziennie po aktualnej cenie w wysokości 90 dolarów… daje ponad 9 milionów dolarów, przepływających codziennie przez ręce prezydenckiego synalka.
Szkopuł w tym, że rząd Angoli nie powiedział, w co zamierza zainwestować petrodolary. - To był jeden wielki spektakl marketingowy - uważa Rafael Marques de Morais. - W ten sposób władze zapewniły sobie międzynarodowy glejt dla nowych praktyk prania pieniędzy. (…)
W marcu 2011 roku grupa inspirowana arabską wiosną ludów zorganizowała w Luandzie kilka demonstracji. W największej uczestniczyło 3 tysiące osób, a organizatorzy zostali zbici na kwaśne jabłko przez zabijaków wiernych reżimowi.
Na razie protesty nie przybrały w Angoli charakteru masowego jak w Tunezji, czy Egipcie. Angolskie społeczeństwo jeszcze nie zapomniało o traumie krwawej wojny domowej. Ludzie chcą nacieszyć się upragnionym pokojem. Dopóki na rynkach światowych będzie istniało zapotrzebowanie na angolską ropę, tak długo Luanda będzie przeżywała niesamowity boom gospodarczy.
Wieczorem Portugalczyk Joao Queiroga pędzi samochodem terenowym ulicami Luandy pogrążonej w mroku nocy. Mknie przez kolejne skrzyżowania, zgrabnie omija dziury i wyboje na jezdni. Angolski przyjaciel, urzędnik w ministerstwie rolnictwa zaprosił go na przyjęcie urodzinowe dwuletniej córeczki.
Dziecko będzie smacznie spało w ramionach jednej z ciotek, a dziesiątki dorosłych odda się zabawie przy suto zaopatrzonym bufecie, wypije morze piwa, wina i whisky, potańczy przy dźwiękach muzyki kuduro.
- Co jakiś czas zastanawiam się nad powrotem do kraju - przyznaje spocony Joao Queiroga ze szklaneczką whisky w ręku. - Co mogę robić w Portugalii? Codziennie dziesiątki bezrobotnych rodaków emigrują do Europy Zachodniej w poszukiwaniu pracy, ale sytuacja na rynku pracy jest beznadziejna - zastój i marazm. Na razie postanowiłem zostać w Angoli. Tu przynajmniej wiem, że żyję - stwierdza na pożegnanie.
Autor: Tobias Zick, Süddeutsche Zeitung
Źródło: Onet Podróże











